Dziecko na emigracji

Angielski syf

Written by sergiusz

Sporo jest w Anglii rzeczy, których nie rozumiem. Ale jedną z największych zagadek jest stosunek do śmieci. Jak ludzie, którzy w kontaktach międzyludzkich są grzeczni do granic możliwości, równocześnie nie mają zahamowań, by swoje otoczenie zmieniać w wysypisko?

Jest elegancki, z tą niewymuszoną klasą ludzi, dla których koszula i garnitur to druga skóra, a nie przebranie. Wyszedł przed pub, żeby zapalić, ale czeka grzecznie, aż z dzieckiem przejdę obok niego, żeby nam nie dmuchać w twarz dymem. Wymieniamy uśmiechy. A potem on wystukuje z paczki ostatniego szluga, zaciąga się. Pusty kartonik zgniata w dłoni i rzuca na ziemię. Tym samym, płynnym, eleganckim ruchem, sześćset lat temu królewny upuszczały białe chusteczki na turnieju rycerskim.

Co, do cholery, jest z tym narodem?

Zjeździliśmy pół świata i naprawdę widzieliśmy sporo obrzydliwych rzeczy: kłębiące się stada szczurów w Nowym Jorku, budzące respekt swoją posturą karaluchy w Arushy na Równiku, największy slums świata na przedmieściach Nairobi, Miasto Umarłych w Kairze, gdzie biedota egzystuje na cmentarzu, czy budy z odpustowym badziewiem na deptaku w Krynicy Morskiej… Ale gorszy syf na ulicach pamiętam tylko z Neapolu, w którym byłem w szczytowej fazie strajku śmieciarzy.

Na dodatek, angielski syf jest niedemokratyczny. W Liverpoolu są dzielnice, które mają chodniki gładkie jak lustro, a na precyzyjnie przystrzyżonych trawnikach nie ma nawet pyłku, a co dopiero porzuconej puszki po popularnym tu „energetyku” o nazwie „Monster”. Kilka ulic dalej już brodzi się w śmieciach, a spacer po chodniku przypomina taniec na polu minowym, bo nikt tu nie sprząta po swoich psach. W ścisłym centrum miasta główne ulice są non-stop sprzątane. Inaczej utonęłyby w brudzie. Ale wystarczy wejść w bramę, żeby zobaczyć poutykane pod płotem, czy murem, zwały śmieci.

W tym samym mieście są dzielnice, gdzie panuje idealny porządek.

Przed większością domów panuje idealny porządek. Na ulicy bywa gorzej.

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych zaczynałem wyjeżdżać z Polski z orkiestrą symfoniczną (najczęściej do Niemiec, Francji i Szwajcarii), po powrocie zawsze było mi smutno, że tam tak pięknie, czysto i uprzejmie, a u nas brudno, śmierdzi, a ludzie skaczą sobie do oczu.

Przez dwadzieścia lat Polska wypiękniała. Gdzieniegdzie jest jeszcze trochę syfu, ale gdy latem realizowaliśmy dla Forda projekt 18 weekendów, odwiedziliśmy dziesiątki miasteczek wypielęgnowanych, dopieszczonych i czystych. Od Bugu po Odrę, od Tatr po Bałtyk. Widać jak Polacy się starają. I to jest fajne. Gorzej, że skakanie sobie do oczu i głębsze niż kiedykolwiek podziały, zabierają sporo energii i radości z podróży po naszym kraju.

Tutaj jest niezwykle uprzejmie. Zawsze „excuse me”, „sorry, mate”, „no worries…”. Ale za to traktowanie rodzinnej ziemi z nonszalancją mieszkańca slumsów.

Na początku mnie to irytowało. Teraz coraz bardziej męczy. Boję się, że wkrótce przestanę to zauważać. I nie będę już błyskawicznie zbierał skórek od banana, które Chruczek płynnym ruchem rodowitego Wyspiarza rozrzuca wokół siebie, gdy po szkole jest głodny i sięga po owoce, które mu przynoszę…

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

4 komentarze

  • Ja mialam ten sam problem – chciałam wyrzucic papierek po batoniku na dworcu w Oxfordzie i … bam, bam… brak śmietnikow, tak ludzie zostawiaja papierki na stolikach, masakra… ale ja tak nie umiem i naszukalam się śmietnika – jeden gdzieś schowany na jednym z peronow. O ten problem pytałam kolegę – Anglika, wytłumaczył mi , że od sprzatania mają ludzi, żebym im nie odbierała pracy – sprzatają w nocy.

    • Fakt. Ja z kubkiem po kawie przewędrowałem dwa kilometry do dworca Lime Street w centrum Liverpoolu. Tam też oczywiście nie było kosza. Wyrzuciłem kubek dopiero w Manchesterze. A właściwie położyłem obok przepełnionego kosza na dworcu.

  • Zgadzam się! Wszędzie walają się śmieci i co jest jeszcze gorsze, jeśli chcesz wyrzucić, to kosze są przepełnione lub zwyczajnie ich nie ma… bądź mądry i dbaj o porządek, ot co! Recykling od siedmiu boleści!

  • Niestety ten naród taki już jest i go nie zmienisz. Ja pracuję z samymi prawie Anglikami ale osoby z Europy i Polacy to się z nich śmieją bo tak syfią. Są oczywiście wyjątki ale Sergiusz – wyjdź w piątek albo w sobotę nad ranem do centrum… Takiego syfu to nigdzie nie widziałem. A oprócz tego bosonogie, pijane ‚laski’ w sukieneczkach na ramiączkach [zimą] z butami na szpilkach w ręku i rozmytym makijarzem, zataczające się. My Polacy podobno dużo pijamy ale tutaj…

Close