Miejsca przyjazne dziecku

Muzeum Narodowe przyjazne dzieciom

Written by sergiusz

Gdy zgłosiłem się jako wolontariusz do Muzeum Narodowego w Warszawie, wydawało mi się, że będę pracował dla nieco skostniałej, bardzo konserwatywnej instytucji, którą może kiedyś, z czasem, uda mi się trochę rozruszać. Fakty są takie, że to ja ledwo nadążam, tak tu jest nowocześnie i „do przodu”.

Warszawskie Muzeum Narodowe bardziej przypomina brytyjską National Gallery niż Luwr, czy British Museum, ale to dlatego, że jest dużo mniejsze od swoich odpowiedników w Paryżu czy Londynie. Nie ma miejsca na eksponowanie bardziej zróżnicowanych zbiorów, więc skupiło się na sztuce. Ale duchem i atmosferą warszawskie MN jest podobnie przyjazne zwiedzającym, jak tamte zagraniczne giganty. W Dziale Edukacji, do którego trafiłem, jest młoda ekipa, w większości to dziewczyny po historii sztuki, które piszą doktoraty, wychowują małe dzieci, czytają książki, pieką pyszne ciasta i co chwilę wymyślają jakieś nowe projekty, które – jakby tego było jeszcze mało – natychmiast wcielają w życie. Jednym z takich pomysłów są odbywające się raz w miesiącu – w czwartki – spotkania dedykowane mamom na urlopach macierzyńskich/tatom na tacierzyńskich. Dwudziestominutowe wykłady wraz ze spacerem po muzealnych galeriach, poprzedzają spotkania w sali edukacyjnej (obok sali kinowej na poziomie minus jeden). A tam jest rozmowa z historykami sztuki, w nieco swobodniejszej atmosferze. Nikomu nie przeszkadzają dzieciaki plączące się tu i ówdzie, przewijanie, karmienie, itp.

Zagadki muzyczne, czyli jak połączyć obraz z dźwiękiem przy „Ptasim koncercie” Jana Fyta.

Zagadki muzyczne, czyli jak połączyć obraz z dźwiękiem przy „Ptasim koncercie” Jana Fyta.

Muzeum, na szczęście, jest przyjazne dzieciom nie tylko w czwartki. Wszędzie można dojechać z wózkiem (w razie wątpliwości wystarczy spytać kogokolwiek z obsługi, albo wolontariuszy w czerwonych koszulkach, którzy pokażą nam gdzie jest najbliższa winda, i na którym piętrze znajdują się interesujące nas dzieła sztuki). Dla starszych dzieciaków, które poruszają się już samodzielnie, muzeum może być świetnym placem zabaw. Oczywiście pod opieką przewodnika (zwanego tu nieco mało sexy „edukatorem”). Lekcje muzealne zazwyczaj rezerwują sobie wycieczki szkolne, ale można zamawiać je także indywidualnie. Kosztują naprawdę skandalicznie mało – 80 zł plus bilet wstępu (dzieci za wejście płacą jedynie złotówkę). A można naprawdę sporo się dowiedzieć, coś porysować, pośpiewać, a nawet pograć na różnych instrumentach. Można szukać z mapą muzealnych skarbów, tropić nieuchwytnego, ale bogatego hrabiego. Dobrze będą się bawić dzieci młodsze, i te starsze, rodzice, dziadkowie…

Lekko makabryczna prezentacja barokowych motywów vanitatywnych przed „Et In Arcadie Ego” Guercina – obrazem, który jest rebusem sprzed czterystu lat.

Lekko makabryczna prezentacja barokowych motywów vanitatywnych przed „Et In Arcadie Ego” Guercina – obrazem, który jest rebusem sprzed czterystu lat.

A jak mamy już naprawdę dość tych atrakcji, to w budynku muzeum (trzeba tylko wyjść główną bramą i skierować się w stronę Nowego Światu) działa bardzo fajna kawiarnia – Lorentz. No i jest darmowe WiFi… To co? Przekonałem Was do odwiedzenia Świątyni Kultury przy Al. Jerozolimskich 3?

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

Close