Miejsca przyjazne dziecku

Concordia Taste w Poznaniu

Written by sergiusz

Nowoczesne wnętrze w stylowym gmachu Concordia Design przy ul. Zwierzynieckiej 3, początkowo nieco onieśmiela. Ale przestronny kuchnio-salon wysyła jasny komunikat: nie mamy nic do ukrycia.

Trafiliśmy na nią w samym sercu Poznania, przy rondzie Kaponiera, tuż obok terenów Targów Poznańskich. Nieopodal stoją wysokie studenckie akademiki, jest też skrzyżowanie kilku szerokich, wielopasmowych arterii. Warto zajrzeć do nowoczesnego budynku przy Zwierzynieckiej 3, bo w środku jest naprawdę fajnie.

Restauracja od strony kuchni

Restauracja od strony kuchni

Tchnie nowoczesnością, ale nie typu „szalona awangarda”, tylko raczej „szlachetny, orientalny minimalizm”. Ale może to sugestia, bo akurat gdy byliśmy podawano potrawy tajskie? Menu (podobnie jak wystrój) się zmienia często, w zależności od widzimisię kucharza.

Proste stoły, krzesła, z boku wygodne kanapy. Przez to, że kuchnia jest na środku sali, na widoku, wrażenie jest mocno industrialne. To już taki trend w nowoczesnej sztuce kulinarnej. Jawność jest w modzie.

Magda z Chruczem w Concordii.

Magda z Chruczem w Concordii.

Przyszliśmy razem z naszym Chruczem. To znaczy my przyszliśmy, a on został przyniesiony. Nie wywołało to przesadnej paniki wśród kelnerów. Do takiego widoku raczej są przyzwyczajeni, bo w Concordia Design odbywają się regularnie spotkania z młodzieżą. To także popularne miejsce wśród młodych, aktywnych rodziców. Którzy nie zostawiają dzieci babciom, tylko zabierają je ze sobą.

Pokój relaksu Chrucza.

Pokój relaksu Chrucza.

Gdy uznaliśmy, że trzeba nasze dziecko przewinąć, wskazano nam osobne pomieszczenie z komfortowym przewijakiem. Kiedy Chrucz zmęczył się siedzeniem na kolanach u taty, położyliśmy go na kanapie. Wszystko było tak oczywiste, że aż przyjemnie.

A jedzenie?

Elegancko i smacznie. W tym tygodniu kucharz fascynował się kuchnią tajską, ale co jakiś czas menu się kompletnie zmienia.

Elegancko i smacznie. W tym tygodniu kucharz fascynował się kuchnią tajską, ale co jakiś czas menu się kompletnie zmienia.

Za 18 złotych dostaliśmy coś, co się nazywało „Garnuszek Nasi Goreng” ze smażonym ryżem, wołowiną, kurczakiem, krewetkami, ananasem i z sosem słodko-kwaśnym. Porcja mimo tylu składników, nie za duża, za to smakowo świetnie zbalansowana. No i rzeczywiście pyszna.

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

Close