Dozwolone od lat 18-tu!

Dlaczego publikujemy zdjęcia dziecka w internecie?

Written by sergiusz

Większość naszych znajomych jest takim praktykom absolutnie przeciwna. Zdjęcia dziecka na blogu czy FB? To przecież bezczelne odarcie z prywatności małego człowieka, który nawet nie może zaprotestować. „Kiedyś będziecie tego żałować” – mówią ci najdelikatniejsi. Tego, co mówią mniej delikatni, nie będę cytował. Czemu popełniamy tę zbrodnię?

a

Doskonale rozumiem argumenty tych, którzy wprowadzają sobie wewnętrzną cenzurę. Fotografowanie od tyłu, bez twarzy, ewentualnie wypikslowanie buziek dzieci, to powszechna praktyka w kontekście potomstwa celebrytów, którzy chcą zostawić dzieciom odrobinę intymności. Z gazet i portali taki sposób postępowania przeniósł się też na zwyczajnych ludzi, którzy wprawdzie nie są Beckhamami, ale mają te same obawy: że jakiś wariat się zainteresuje, porwie, albo niczym jakiś Hannibal Lecter, ukradnie z internetu zdjęcia dziecka i wyklei sobie nimi piwnicę.

Nie lekceważę takich zagrożeń i sam czasem wpadam w jakąś paranoję, że ktoś nas śledzi, obserwuje, chce porwać. Ale staram się z tymi myślami walczyć.

Bo gdyby temu ulec, nasza praca i styl życia nie miałyby sensu.

Tę decyzję podjęliśmy w listopadzie 2013 roku, gdy wracaliśmy samochodem z Blog Forum Gdańsk do domu w Warszawie. Przegadaliśmy całą drogę omawiając projekt, który ujrzał światło dzienne 1 stycznia 2014 roku: www.dzieckowdrodze.com.

To wtedy uznaliśmy, że jeśli chcemy pisać o podróżach z dzieckiem, to musimy być jedną drużyną. Założyliśmy, że będziemy do Dziecka w drodze podchodzić z maksymalną szczerością i otwartością. Nie możemy wstawiać muru pomiędzy nami a Czytelnikami. Opisujemy i pokazujemy nasze życie, blaski i cienie podróżowania z dzieckiem. Zdjęcia dziecka są sprawą kluczową. Bez nich równie dobrze moglibyśmy rozpisywać się o przedzieraniu się przez amazońską puszczę, w której nie byliśmy, albo popisywać się podbojami kosmosu. Wiarygodność naszych tekstów byłaby żadna.

Kilkumiesięczny Chruczek spał na foteliku, bez świadomości, że podejmujemy tę decyzję również za niego. Czy to było fair w stosunku do naszego dziecka? A czy mieliśmy inne wyjście?

Chruczek ma mamę i tatę, którzy są dziennikarzami i blogerami. Urodził się w rodzinie, w której całkiem naturalne jest to, że mama nagrywa program dla telewizji, potem tata jedzie do radia, a cała rodzina pojawia się rano w telewizji śniadaniowej.

Dziecko nas uważnie obserwuje i naśladuje. Mamy szczęście, bo synek nie jest zamkniętym w sobie introwertykiem. Lubi kamerę, mikrofon, aparat fotograficzny. Świetnie się czuje, gdy jest w centrum zainteresowania. Jeśli mu to się nie zmieni, to gdy tylko zacznie pisać z sensem, będzie z nami współprowadził bloga. A może odnajdzie się jako vloger i poprowadzi własny kanał na YouTube? Wtedy zaprocentują te lata, gdy był „tylko” bohaterem naszego wspólnego bloga. Okaże się, że podjęliśmy słuszną decyzję.

A jeśli jako nastolatek zbuntuje się i zażąda usunięcia wszystkich wpisów i zdjęć? Wszystko jest możliwe. Ale nie podejrzewam, by nam to groziło. Traktujemy Chruczka po partnersku. Nie publikujemy zdjęć, które mogłyby go ośmieszyć, albo w przyszłości wprawić w zakłopotanie. Staramy się pamiętać, że pierwotną funkcją każdego bloga, był internetowy pamiętnik. Zapisujemy więc w sieci piękne chwile, które spędzamy razem w podróży, żeby zatrzymać wspomnienia. Bo życie mija tak szybko…

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

Close