Dziecko w podróży Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubaj: Suk, czyli gdzie kupić złoto, kadzidło i mirrę?

Written by sergiusz

Żydzi odpoczywają w sobotę. Chrześcijanie w niedzielę. Arabowie w piątkowe południe wyskakują na modlitwę do meczetu, a potem wracają do swojego sklepiku. Bo to jest ich całe życie. Poszliśmy sprawdzić jak wygląda suk w stolicy światowego handlu.
a


Upał wisi nad miastem. Teoretycznie do pełni lata jest jeszcze sporo czasu, ale temperatury w dzień nie schodzą poniżej 35 stopni. Dziś chwila oddechu od „poważnego” programu, który nam przygotowała Magda. Idziemy przed południem na pobliski suk, czyli arabski bazar.

NASZE RADY:
  • Na bazary w Dubaju zarezerwujcie więcej czasu. Tradycyjne, najpopularniejsze wśród turystów to Gold Souk (Targ Złota), Spice Souk (Targ Przypraw) i Textile Souk (tradycyjny bazar z ubraniami i souvenirami). W zależności od Waszych zainteresowań i potrzeb, można tam spędzić od dwóch do… duuużo więcej godzin 🙂
  • Targujcie się. Najczęściej można zejść z ceny o 20-30%, ale zdarzają się i bardziej spektakularne wyniki.
  • Złoty Suk w dzielnicy Deira jest imponujący, ale znacznie ciekawszy jest pobliski targ z przyprawami, a bardziej autentyczny jest suk po drugiej stronie Dubai Creek.
  • Weźcie ze sobą zapas wody do picia, chyba, że lubicie przepłacać. Sprzedawcy napojów na Złotym Suku każą sobie płacić za małą butelkę tyle, jakby pływały w niej drobinki kruszcu. Na bazarze tekstylnym są automaty z wodą – 1 dirham (czyli 1,1 zł) za małą butelkę.
  • Warte uwagi są przyprawy, tradycyjne arabskie kadzielnice i czajniczki, ładne chusty. Ale większość tych rzeczy taniej niż na suku, kupicie w pobliskim supermarkecie.
  • Tramwajem wodnym przez Dubai Creek przeprawiają się głównie miejscowi. Dlatego to tania, ciekawa przejażdżka z pięknymi widokami. Uwaga! Łodzie nie mają burt. Trzeba pilnować dziecka, żeby nie wpadło do wody!

Kiosk ze wszystkim.

Z Placu Unii, w pobliżu którego mieszkamy, na słynny Złoty Suk jest blisko, dwadzieścia minut spacerkiem. Ale o jedenastej przed południem taki „spacerek” może naprawdę wykończyć. Jest czterdzieści stopni w cieniu i cień jest cenny jak złoto. Uczymy się „na gorąco” jak planować marszrutę, by jak najdłużej iść wzdłuż ocienionej ściany budynków. Cień i słoneczną patelnię dzieli pewno tylko kilka stopni, ale to jak różnica pomiędzy życiem a śmiercią. Dlatego wszyscy tłoczą się w cieniutkich paskach cienia, a słoneczna strona ulicy zieje martwą pustką.

Przystanek autobusowy, czyli klimatyzowana kapsuła, która ratuje przed przegrzaniem.

W połowie drogi, ledwo dysząc z gorąca, zatrzymujemy się na przystanku autobusowym. Szaleństwo? Wręcz przeciwnie. Chłodna kalkulacja. Bo przystanki są tu klimatyzowane. Przypominają wagoniki kolejki linowej, albo raczej kabiny dla palaczy w hali lotniska.

A tak przystanek wygląda w środku.

W środku panuje miły chłód. Jest czysto i pachnie. Idealne miejsce na pięć minut odpoczynku. Ruszamy dalej, a im bardziej zbliżamy się do dzielnicy handlowej, tym więcej na ulicach przechodniów ubranych z bliskowschodnią elegancją.

Stara Deira sąsiaduje z dzielnicą biurowców, ale tu jest już inny świat.

Jasne, jednokolorowe stroje mężczyzn. Ciemne – kobiet. Jeśli kobiety w ogóle gdzieś są. Bo handel, to męska sprawa.

Z ulgą zostawiamy za sobą rozpalone parkingi i betonowo-szklane wieżowce. Szybki marsz przez dzielnicę outletów z tanimi ubraniami i sklepami typu „wszystko po 5 złotych” (o okazyjnych zakupach w Dubaju zrobimy osobny wpis) i wchodzimy na suk.

Arabowie traktują handel niezwykle poważnie. Na suk trzeba się dobrze ubrać i godnie zachowywać.

Suk w Kairze czy Marrakeszu to zamknięta, stara dzielnica. W Dubaju wszystko jest nowe. Dwumilionowe miasto rozwija się tak dynamicznie, że właściwie w każdej dzielnicy powstają targowiska. Choć bardziej przypominają fragmenty dawnego „bazaru narodów” na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia, niż arabską medinę. Co chwilę ktoś nam oferuje „rolexy” albo „prawie nowe ajfony” po okazyjnej cenie. Ale nie po takie „okazje” przyszliśmy na suk.

Tu się załatwia interesy. Choćby pod sklepem z majtkami.

Dubaj ma ambicję, by być stolicą świata. Dlatego wszystko tu jest „naj”. Zwłaszcza, jeśli chodzi o złoto. Nad drewnianą bramą wiodącą na suk wisi napis: „Dubai. City of Gold”. Ale myliłby się ten, kto myślałby, że tu można kupić tylko złote pierścionki i łańcuszki. To nie byłoby na miarę Dubaju.

Złota zbroja ma przyciągnąć uwagę klientów. A nuż wejdą i coś kupią?

Są więc tu quasi-średniowieczne złote zbroje (według muzułmańskiej rachuby czasu jest rok 1438, więc by się zgadzało), złote pierścienie, bransolety i – oczywiście – największe tłumy. Zwłaszcza turystów z Azji.

Największa „atrakcja” złotego suku musi być odpowiednio wyeksponowana.

Największy na świecie złoty pierścień można zobaczyć na wystawie przy wejściu na główną alejkę Złotego Suku od strony przystani. Nazywa się Najmat Taiba (Gwiazda Tajby) i waży prawie 64 kg. Jest wykonany z 21-karatowego złota, ozdobiono go 615 kryształami Svarovskiego o łącznej wadze ponad 5 kg. Wpisane na listę rekordów Guinnessa cudo nie jest na sprzedaż, a warte jest dziś ponad 3 miliony dolarów.

Być w Dubaju i nie zrobić zdjęcia największego złotego pierścienia, to jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża.

Karnie ustawiają się w kolejkach do selfie z „potwierdzonym rekordem Guinnessa największym złotym pierścieniem na świecie”, albo ze znudzonym sprzedawcą zimnych puszek z gazowanymi napojami.

W gorący dzień taka oferta wydaje się bardziej atrakcyjna od złota.

Chłodzą się kolorowymi wachlarzami i pstrykają zdjęcia ciężkimi canonami i nikonami. Arabowie w swoich białych strojach przyglądają im się obojętnie, sącząc ze styropianowych kubków aromatyczną herbatę z mlekiem i kardamonem.

Herbatę sączą klienci…

Herbatą posilają się sprzedawcy. Słodki, gorący napój daje energię w upał.

City of Gold naszego synka nudzi. W sumie się nie dziwimy. My nie zamierzamy tu nic kupować, bo skrząca się biżuteria nie robi na nas wrażenia. Ale zebraliśmy swoje doświadczenia i dopytaliśmy miejscowych przewodników o zasady kupowania na Złotym Suku w Dubaju. Przydadzą się Wam, jeśli polujecie na złote precjoza.

  • Na Złotym Suku jest mnóstwo natarczywych handlarzy, którzy zaczepiają potencjalnych klientów namawiając na kupienie biżuterii czy zegarków. Jeśli nie jesteście zainteresowani – grzecznie acz stanowczo podziękujcie.
  • Nie dajcie sobie wcisnąć niechcianych rzeczy. To reguła – zwłaszcza wśród azjatyckich wycieczek, które dostają amoku na Złotym Suku – że wychodzą z niego obkupione większą liczbą przedmiotów, niż naprawdę chciały.
  • Targujcie się. 30% mniej niż cena wyjściowa to minimum.
  • Większe zakupy i poważniejsze biznesy na Złotym Suku zawsze załatwia się na pięterku sklepu, przy aromatycznej kawie.
  • Choć to wielka pokusa, nie wydajcie wszystkiego. Pieniądze zostawcie sobie na targ przypraw i souvenirów.

Złoto, złoto, złoto. Nuda.

Jeszcze więcej złota.

No to jeszcze złoto, żebyśmy ani na moment nie zapomnieli, że jesteśmy na Złotym Suku.

Kilka kroków od Złotego Suku jest suk z przyprawami. Szalenie malownicze są piramidy usypane ze smakowitych, egzotycznych przypraw. Wszędzie pachną kadzielnice z wonnościami. Można też kupić pamiątki. Lampy Alladyna aż proszą się, żeby je pogłaskać. A nuż wyłoni się z nich dżin?

Przyprawy nie tylko pachną i smakują, ale i bosko wyglądają.

Może jednak lepiej kupić stylizowaną lampkę elektryczną? Albo chociaż figurkę wielbłąda?

Lampka, kadzielnica i wielbłąd, czyli dubajska wersja „szwarc mydło i powidło” z warszawskich przedwojennych Nalewek.

Lampki są śliczne i właściwie to potrzebujemy co najmniej dwóch do czytania. Ale jak to przewieźć?

No to może chociaż kadzielnicę, żeby w domu pachniało orientem?

Komu piękny komplecik do kawy?

Jeszcze ciekawszy suk jest po drugiej stronie Dubai Creek, w starej dzielnicy Dubaju nieopodal muzeum. „Creek” to po angielsku „potok”, ale tutaj to raczej słonowodna zatoka, lub estuarium. Przypomina nieco monstrualnie powiększoną gdańską Motławę.

Woda Dubai Creek ma niesamowity, szmaragdowy odcień.

Tutaj, na brzegach Bur Dubai był pierwszy port. Stąd odpływały łodzie poławiaczy pereł i kutry rybaków. Komunikację pomiędzy dzielnicą Deira, gdzie jest Złoty Suk, a starą częścią miasta z bazarem, meczetem i pałacem szejka, zapewniają drewniane „tramwaje wodne” czyli łodzie Abra.

Tramwaje wodne wożą zarówno turystów, jak i miejscowych, którzy muszą się przedostać na drugą stronę Dubai Creek.

Nie ma rozkładu jazdy, łodzie ruszają, kiedy zapełnią się pasażerami, trwa to zwykle kilka minut. Przejazd kosztuje 1 dirhama (dzieci za darmo) i jest bardzo przyjemnym przeżyciem. Choć stare, poobijane łodzie nie budzą specjalnego zaufania, a napędzane starymi dieslowskimi silnikami jednostki prowadzą znudzeni szyprowie obracając koło sterowe… nogami, to bryza nad wodą daje złudzenie odrobiny ochłody. Zawsze też można przez parę minut pogwarzyć ze współpasażerami. Wili, ze swoją blond czupryną, wszędzie budzi ciepłe uczucia. Pasażerowie pokazują nam zdjęcia swoich dzieci i wnuków, pomagają wynieść z łódki wózek, a Chruczkowi wysiąść na pomost.

Burt nie ma, ale nikt się jakoś nie przejmuje, że wpadnie do wody.

Wejście na suk jest dwa kroki od przystani tramwajów wodnych. I znów zaczyna się namawianie na kupno, tym razem pamiątek. Na szczęście Wili nie wpadł jeszcze w manię zakupów. Ma nową zabawę. Biega i staje na drodze spieszących się ludzi. Muszą zwrócić na niego uwagę. Zatrzymać się. Wtedy nasz trzyipółlatek uśmiecha się do nich szeroko. Najczęściej oddają uśmiech. Czasem go pogłaszczą po czuprynie. Kilku dało mu jakieś cukierki. Japońskie turystki zrobiły sobie z nim sesję fotograficzną. Aż w końcu porywa go na ręce jakiś młody Arab. Chruczek jest zachwycony, co „porywacza” nieco zaskakuje. Spodziewał się chyba, że dziecko się przestraszy. Nie zna naszego łobuza…

W czasie naszych rodzinnych wyjazdów korzystamy z ubezpieczenia oferowanego przez Twoja Karta Podróże. Możesz je kupić TUTAJ. Polecamy!

Wili porwany na suku.

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

Close