Dziecko na emigracji

Z dziennika taty-emigranta

Written by sergiusz

Próbowaliście sobie kiedyś wyobrazić co myślą o waszym życiu bezdzietni znajomi? Na pewno słyszeli, że Joanne K. Rowling pisała Harrego Pottera na serwetkach w kawiarni, gdy opiekowała się małą córeczką. I wydaje im się, że tak właśnie wygląda wasze życie. Wstajecie, ubieracie rozkosznego bobasa i wychodzicie na miasto, żeby troszkę popracować. A jak jest naprawdę?

Pobudka o 6:30. Włączam bojler. Robię kawę. Ogarniam najpilniejsze maile. Golę się, kąpię, ubieram. Przygotowuję śniadanie.

7:30 Pierwsza próba zbudzenia Chrucza. Walczy o kołdrę i poduszkę jak o życie. Muszę go siłą odrywać od pościeli i targać kopiący i wrzeszczący tłumoczek do łazienki. Sadzam go na ubikacji. Ułamek sekundy później, w trakcie sikania, Chrucz zeskakuje z sedesu i ucieka do pokoju, żeby zakopać się w pościeli. Znów go targam, a wierzgający i czepiający się rękami za kołdrę, szafkę, klamkę, drzwi, waży chyba tonę. Wstawiam go do wanny z ciepłą wodą. Płacze spazmatycznie, jakby z kranu miał za chwilę chlusnąć cyklon B. Nie chce usiąść, nie chce umyć zębów. Muszę to za niego zrobić sam, starając się, by mu nie połamać palców rąk, które we mnie wczepia i nie wybić oka szczoteczką do zębów.

7:45 Ubieram go w pierwszy komplet ubrań. Natychmiast, gdy stawiam go na podłodze, ucieka i chowa się do łóżka. Po drodze zdziera z siebie ubranie.

7:50 Ubieram go jeszcze raz i tym razem nie stawiam na podłodze, tylko zanoszę wrzeszczący i kopiący na wszystkie strony tłumoczek do salonu. Tam sadzam na kanapie i podaję śniadanie.

8:10 Daruję wam szczegóły walki o to, by dziecko coś zjadło na śniadanie. W każdym razie gratuluję sobie, że nie ubrałem go od razu w szkolny mundurek, bo całe ubranie jest do zmiany.

Sadzam go na krześle i rozglądam się za koszulką polo mundurka. To ułamek sekundy, ale Chruczowi udaje się zeskoczyć z fotela. Łapię go na schodach i targam z powrotem na fotel, drugą ręką sięgając po mundurek. Czuję chrupnięcie w krzyżu, ale nie zwracam na to uwagi. Jeszcze trzy razy go muszę sadzać z powrotem, gdy mi ucieka kiedy sięgam po jego spodnie i odchodzę dwa kroki do szafki na buty.

8:15 Awantura przed wyjściem. Bo Chrucz chce ze sobą zabrać do przedszkola walizkę pełną zabawek. No i oczywiście iPada. Siłą muszę go oderwać od walizki, sadzam na wózek i siłując się z dzieckiem zapinam pasy. Dopiero teraz mogę spokojnie się ubrać.

8:30 Zostawiam dziecko w przedszkolu.

8:30 – 11:20 Robię zakupy, wracam i sprzątam pobojowisko, którym stał się salon, sypialnia i łazienka. Odbieram maile z ponagleniami w sprawie tekstu, który miałem oddać wczoraj do wieczora, a o którym w ogóle zapomniałem. Siadam do pisania i po dziesięciu minutach orientuję się, że już powinienem wyjść, żeby odebrać Młodego z przedszkola.

12:00 – Wracam do domu z Chruczem, przebieram go z mundurka  w cywilne ciuchy i zabieram się do robienia obiadu.

12:30 – Podaję obiad i z rozpaczą patrzę na to, jak świeże ubranie, w które dziecko przebrałem, zamienia się w brudną szmatę.

13:00 Wychodzimy do „klubiku dziecięcego” na zajęcia.

14:00 Odbieram telefon i równocześnie opieprza mnie redakcja za to, że nie oddałem tekstu i przedszkolanka, za to, że odebrałem telefon zamiast – jak inni rodzice – przykładnie bawić się z dzieckiem.

15:00 Wracamy do domu w strugach deszczu. Przebieram Chrucza i daję mu iPada, żeby się czymś zajął, a nie zawracał mi głowy. Muszę wykonać kilka służbowych telefonów i wreszcie napisać ten tekst.

15:30 Ledwo udało mi się połączyć z Bardzo Ważnym Rozmówcą, Chruczowi się przypomniało, że NATYCHMIAST chce soczek. A najskuteczniejsza metoda wymuszenia na mnie soczku, to powtarzanie bez końca DAJ MI SOCZKU! i równoczesne szarpanie mnie za nogawkę, w momencie, gdy próbuję rozmawiać i zapisywać w notatniku odpowiedzi rozmówcy.

15:45 CHODŹ TU DO MNIE!!! CHODŹ TU DO MNIE!!! CHODŹ TU DO MNIE!!! CHODŹ TU DO MNIE!!! CHODŹ TU DO MNIE!!! CHODŹ TU DO MNIE!!!

Próbuję ignorować krzyki dochodzące z pokoju dziecięcego, bo wiem o co chodzi. Włączyła się reklama na YouTube i po trzydziestu sekundach powinna dalej polecieć bajka. Ale po jakimś czasie nie wytrzymuję i wspinam się po schodach. CHODŹ TU DO MNIE OGLĄDAĆ PEPPA PIG!!! Wrzeszczy Chrucz. Znudziła mu się samotność.

– Tata musi trochę popracować, a ty, może trochę sobie odpoczniesz i pośpisz? Najwyższy czas!

– CHODŹ TU DO MNIE OGLĄDAĆ PEPPA PIG!!! – nie ustępuje Chrucz.

Słyszę jak na dole dzwoni telefon. Zbiegam na dół, tylko po to, by zebrać zasłużony opieprz za brak tekstu, przy akompaniamencie szarpania za nogawkę i wrzasków Chrucza, który teleportował się na dół, żebym nie czuł się zbytnio samotny.

16:00 Zanoszę Chrucza do pokoju (bo twierdzi, że jest tak zmęczony, że po schodach nie wejdzie). Na górze ożywia się. Chce oglądać bajkę. Najlepiej ze mną. Biorę komputer ze sobą. On ogląda, a ja popiszę.

16:05 – MLECZKO! MLECZKO MI ZRÓB! ZRÓB MI MLECZKO! MLECZKO! MLECZKO!

16:15 – ZOSTAW TEN KOMPUTER! DO JASNEJ CHOLERY OGLĄDAJ TĄ BAJKĘ I PIJ MLECZEKO! PRZESTAŃ MNIE WALIĆ BUTELKĄ PO GŁOWIE!

17:00 – PARÓWECZKI MI ZRÓB! JESTEM GŁODNY!

17:20 – Możesz nie wywalać wszystkich rzeczy z szafy? Bardzo cię proszę… Nie potrzebujesz wszystkich zabawek na raz.

17:30 – Hej, nie mamy kur! Nie rozrzucaj chleba po podłodze!

18:00 – Wiem, że w Polsce jest już dziewiętnasta. Prawie kończę. Za moment wyślę ten tekst… Tak dodzwoniłem się… Co? Jeszcze do niego? Nie dam rady o tej porze. ZOSTAW TO, DO JASNEJ CHOLERY!!! Przepraszam, to nie było do pani…

19:00 – TATAAAAA!!! ZEPSUŁO SIĘ!

– Nie zepsuło się, tylko iPad się wyładował. Idź już spać. Nie, nie dam ci telefonu. A co tu tak śmierdzi? No, żesz…

19:05 – NIE CHCĘ SIĘ KĄPAĆ! NIE LUBIĘ SIĘ KĄPAĆ!!!

– Muszę cię jakoś umyć. I jeszcze zęby.

– NIE CHCĘ!

20:00 – Tak kochanie? Dopiero wyszłaś z pracy? Jesteś zmęczona? U nas wszystko w porządku. Chruczek ogląda bajki na komputerze. No nie chce mu się spać, pewno znów go rano nie dobudzę… Nie, nie widziałem, a wrzuciłaś? Godzinę temu? Przepraszam… Nie, nie zadzwoniłem… Zapomniałem do niego napisać, zaraz to zrobię, jak tylko Chruczek mi odda komputer… To było wczoraj? Zaraz zapłacę, jak tylko… Tak, oddałem ten tekst. Tak, tylko jeden, ten co miał być na wczoraj… Tak, pamiętam. To znaczy nie pamiętałem, ale jak to powiedziałaś, to sobie przypomniałem… Co sądzę o…? Jaki znów protest? Nie mam pojęcia, a o co chodzi? No przydałoby się, żeby kobiety posiedziały trochę w domu zamiast… Co? Nie, przepraszam, źle mnie zrozumiałaś… No pewnie, że chodziło mi o to, żeby nie musiały tyle pracować i żeby mogły więcej czasu spędzać z rodziną… Też cię kocham. Zadzwoń jutro, jak będziesz mogła…

21:00 Zasnął. Mogę siadać do pracy.

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

10 komentarzy

Close