Armenia Dziecko w podróży

Erewań: City Tour Bus – obciach czy dobry sposób zwiedzania?

Written by magda

Dziś jedną z atrakcji naszego pobytu w stolicy Armenii była dwugodzinna wycieczka po mieście piętrowym autobusem. Czy to dobry pomysł na zwiedzanie Erewania z dzieckiem?
a

– Może taksóweczkę? Zawiozę was w piękne miejsca – kusił taksówkarz na zatłoczonym placu przed operą zachęcająco błyskając w ostrym słońcu złotymi zębami.

– Nie, dziękujemy. My dziś zwiedzamy tym autobusem – odpowiedział Sergiusz i wskazał na czerwony piętrowy autobus turystyczny.

– Tym autobusem to g… zobaczycie – machnął ręką Ormianin i odszedł.

Punkt widokowy na Ararat. Jeden z przystanków na trasie turystycznego autobusu.

Wzruszyliśmy ramionami i poszliśmy do autobusu, choć rozumieliśmy taksiarza doskonale. Kiedy jesteśmy w Warszawie, którą znamy na wyrywki i dokładnie wiemy którym autobusem gdzie najszybciej dojechać, patrzymy na turystyczne City Tour Busy z lekką pogardą. To zrozumiałe.

Erewań. Bloki.

Za to jeśli jesteśmy w jakimś sporym mieście krótko, chętnie na początek decydujemy się na takie zwiedzanie w pigułce. Żeby „za tani pieniądz” poznać najważniejsze zabytki, zorientować się w przestrzeni miejskiej, wyjechać na punkt widokowy, a potem, z taką bazą wiedzy, rozwijać sobie poznawanie miasta.

Erewań. Busiki.

O tym, jak fajnym doświadczeniem jest zwiedzanie z pokładu autobusu, przekonałam się kilka lat temu w Moskwie. Po przyjeździe miałam kilka godzin do odjazdu mojego pociągu Kolei Transsyberyjskiej. Chciałam je jak najlepiej wykorzystać, ale wiedziałam, że Moskwa to ogromne miasto i nie ma szans, żeby poznać je w tak krótkim czasie. I wtedy, zupełnie przypadkowo, znalazłam się na przystanku autobusów turystycznych startujących spod dworca kolejowego i za 20 złotych kupiłam dwugodzinną wycieczkę.

Erewań. Ulica.

To były doskonale zainwestowane pieniądze. W krótkim czasie przejechałam wszystkie najważniejsze punkty gigantycznej metropolii. Zatrzymywaliśmy się w najatrakcyjniejszych miejscach do robienia zdjęć. Obejrzałam Moskwę znad rzeki Moskwy i panoramę z Worobjowych Gor. Widziałam Dumę, Uniwersytet Łomonosowa, najważniejsze cerkwie, mury Kremla znad rzeki, jechałam sześciopasmowymi ulicami.

Najmłodszy uczestnik City Tour w Erewaniu.

Widziałam wszystko co trzeba, potem wystarczyła przejażdżka metrem, spacer Twerską do Kremla i na Plac Czerwony i kolacja w Chinatown, by mieć pojęcie o tym, jaka jest Moskwa. Bez wycieczki turystycznym autobusem nie miałabym szans na piękne zdjęcia i „ogarnięcie miasta wzrokiem”, które dało mi wyobrażenie o jego ogromie i różnorodności.

Dolina rzeki Hrazdan.

Podobnie było z Erewaniem, choć oczywiście w mniejszej skali. Naszym turystycznym autobusem objechaliśmy najważniejsze miejsca. Poznaliśmy odległości, zobaczyliśmy najciekawsze pomniki i zabytki. Dowiedzieliśmy się wiele o historii i ormiańskich bohaterach. Byliśmy na punktach widokowych z niesamowitą panoramą.

Przystanek na trasie. Punkt widokowy na Ararat. W tle widać górę.

Potem w miejsca, które nas szczególnie zaciekawiły wróciliśmy, by zobaczyć je dłużej, z bliska, by wejść do środka.

Bazylika Grzegorza Iluminatora. Widzieliśmy ją z autobusu, wróciliśmy, by przyjrzeć się z bliska, wejść do środka.

Ale największą radość sprawił nam przystanek naszego wycieczkowego autobusu pod głównym dworcem kolejowym. Pewnie byśmy tu nie dotarli, bo nie mamy planów na podróż koleją podczas tego wyjazdu, a dworzec jest na uboczu. Przed dworcem znajduje się ogromny, monumentalny pomnik bohatera słynnego ormiańskiego eposu rycerskiego, Dawida z Sasunu.

Chruczek przed dworcem i pomnikiem Dawida z Sasunu.

To miejsce przypomniało mi smakowitą anegdotę, którą tuż przed wyjazdem opowiedział mi mój Tata.
– Tato, a Ty byłeś w Armenii?
– Krótko, w 1976 roku – zamyślił się Tata. – Właściwie to tylko przez chwilę, bo w Erewaniu zatrzymywał się nasz pociąg z Moskwy do Teheranu. To wyszedłem przed dworzec spojrzeć na miasto i zrobić zdjęcie pomnika Dawida z Sasunu.

Pomnik Dawida z Sasunu przed dworcem w Erewaniu. Tak mógłby wyglądać na slajdach mojego Taty z lat 70-tych.

Wróciłem na peron i po drodze minąłem się z „Ciukszą” (legendarna postać turystyki akademickiej – red.), który kierował się do wyjścia. I łaska boska, że wróciłem, bo pociąg właśnie ruszył. Spojrzałem tylko przez okno, i zobaczyłem, jak po peronie biegnie „Ciuksza”. Pociąg coraz szybciej, to i on przyspiesza. Długo walczył, wreszcie widziałem jak macha ręką i zostaje. Poszedłem do szefowej naszej grupy, powiedzieć, że „Ciuksza” został. Zbladła, ale co było robić. Pociąg odjechał.

Dawid z Sasunu. Bohater.

Reszty historii dowiedzieli się od jej bohatera.

Do samotnego „Ciukszy” na peronie podbiegła przerażona pani sygnałowa, która odprawia pociągi czerwoną chorągiewką.

– Nu szto ty zdiełał! Ty ostałsia! – jęknęła przerażona.

– Nu, ostał – odpowiedział z filozoficznym spokojem.

Wtedy pani sygnałowa złapała go za rękę i przebiegła razem z nim przez cały, wielki erewański dworzec, wszystkie perony. Wypadli na plac przed dworcem, na którym do dziś jest parking i postój marszrutek. Pani sygnałowa dopadła stojących na postoju.

– Tawariszczi! Innostraniec ostał! – krzyknęła.

– Uuuuuuuuuu – przez tłumek taksiarzy i kierowców busików przebiegł pełen grozy jęk.

Postój marszrutek przed dworcem. Nic się nie zmieniło.

Kazali „innostrancowi” wybrać sobie taksówkę. On wskazał na gruzawika, i miał dobrą rękę, bo kierowca okazał się byłym rajdowcem. UAZ ryknął silnikiem i ruszył w pościg za pociągiem.

W tym czasie z dworca w Erewaniu zadzwonili do „naczalnika pojezda” jadącego do Teheranu. Pociąg zatrzymał się na ostatniej małej stacyjce przed irańską granicą i stał. Nagle podróżni usłyszeli ryk silnika UAZ-a a zaraz po nim pisk hamulców. Z samochodu wyskoczył cudownie ocalony „Ciuksza” i zadowolony wkroczył do pociągu.

I proszę, prawie czterdzieści lat temu, bez komórek, bez infrastruktury, tylko z ludzką życzliwością i zaradnością, dawali radę – myśleliśmy dziś patrząc na dworzec w Erewaniu i pomnik Dawida z Sasunu.

– Chruczek, zobacz. 40 lat temu twój dziadek w drodze do Iranu wysiadł z pociągu, żeby zrobić tu zdjęcie. A co się potem działo… – powiedzieliśmy synkowi z sentymentem. A mały spojrzał na nas jasnymi oczkami i uśmiechnął się.

W czasie naszych rodzinnych wyjazdów korzystamy z ubezpieczenia oferowanego przez Twoja Karta Podróże. Możesz je kupić TUTAJ. Polecamy!

Chruczek na wycieczce. Autobus bardzo mu się spodobał.

About the author

magda

Dziennikarka, autorka przewodników turystycznych i książek dla dzieci, licencjonowana pilotka i przewodniczka. Podróżuje od zawsze. Teraz pokazuje świat swojemu synkowi Wilhelmowi. O podróżach mówi w telewizji, radiu, pisze w gazetach i serwisie turystycznym TURYSTYKA24. Nie lubi jeździć dwa razy w to samo miejsce. Wyjątkiem są Jerozolima i Marsylia, gdzie może wracać bez końca.

1 Comment

Leave a Comment

Close