Dziecko w podróży Litwa

Kłajpeda: Zachód vs Wschód

Written by magda

Kłajpeda jest jak przepis na hollywoodzki hit. Z jednej strony widzimy miasto pierwszy raz, z drugiej strony mamy wrażenie, że coś nam przypomina.

Portowe żurawie zdominowały panoramę niczym w Gdańsku. Wielkie pasażerskie liniowce i transportowce wpływają w sam środek miasta niczym w Liverpoolu. Wojenne losy przypominają Warszawę. Kłajpeda zniszczona była w 60%, a po wygnaniu całej ludności z kilkusettysięcznej społeczności w ruinach zostało zaledwie kilku ocalałych. Blokowiska z lat 60-tych są jak w białoruskim Mińsku, a śliczne kolorowe domki odbudowanej starówki przypominają te w niemieckich miasteczkach.

Nadmorskie miasto ciągnie się na przestrzeni 20 kilometrów wzdłuż wybrzeża, szerokie na zaledwie kilka kilometrów. Jedyne wysokie budynki to dwa skrzydła hotelu Amberton, w którym mieszkamy.

Hotel Amberton od strony morza. Na pierwszym planie ciekawskie mewy.

Niemieckie Memel zniszczyły sowieckie bombardowania w 1944 roku. Miasto było kluczowe do obrony Królewca. Ale ponieważ jako jedno z pierwszych pruskich miast miało „przyjemność” być zdobywane przez Armię Czerwoną, więc mieszkańców ewakuowano. Nigdy tu już nie wrócili.

Ale Memel było łakomym kąskiem nie tylko dla Sowietów. Najpierw mieszkali tu pogańscy Prusowie. Podbili ich Krzyżacy i założyli fortecę, w genialnym miejscu dla międzynarodowego handlu – przy końcu Mierzei Kurońskiej. Od północnych sztormów chroniła piaszczysta mierzeja, a słodkowodny zalew przy ujściu Niemna do Bałtyku zapewniał świeże ryby i dobrą komunikację z wnętrzem Litwy.

Dlatego Litwini ostrzyli sobie zęby na fortecę Kłajpeda – jak nazywali Memel. Po Pierwszej Wojnie Światowej terenem spornym pomiędzy Litwą a Prusami, rządzili Francuzi. Ale Litwa (ta ze stolicą w Kownie) po trzech latach wkroczyła na te tereny i wygoniła wojska „trójkolorowych”. W marcu 1939 roku do Kłajpedy przyjechał Adolf Hitler, a rozentuzjazmowani mieszkańcy wygonili Litwinów i proklamowali przyłączenie do III Rzeszy. W 1944 roku Sowieci rozprawili się z Niemcami i Kłajpeda stała się portem radzieckim. O dawnych czasach przypomina piękny żaglowiec, przycumowany w samym centrum.

Fiński żaglowiec, przekazany ZSRR w ramach wojennych reparacji. Dziś ulubiona restauracja prezydenta Litwy.

To statek przekazany ZSRR przez Finlandię, w ramach reparacji wojennych (po wojnie zimowej 1939-1940 roku). Na pierwszy rzut oka jeden z ostatnich reliktów komunistycznych czasów.

W Kłajpedzie wszędzie jest blisko. Na spotkanie z naszą przewodniczką na placu Teatralnym z hotelu idziemy kilka minut. Żałujemy tylko, że nie mamy górskiego wózka. Nasz „turystyczny”, podskakuje na wielkich kocich łbach ulic starego miasta tak, że co chwilę musimy go podnosić. Ale dajemy radę.

Brukowane ulice budowano nie zastanawiając się nad matkami z wózkami.

Pomiędzy świątecznymi kramami spotykamy Dianę, która oprowadzi nas po mieście. Idziemy w zacinającym śniegu z deszczem smagani uderzeniami morskiego wiatru. Chruczek, choć zawsze z pogardą zrzuca rękawiczki i ściąga z głowy wszystko, co mu się nałoży, tym razem naciąga mocniej czapeczkę na uszy. – W Kłajpedzie mówimy, że mamy tu bezwietrzną pogodę przez 24 godziny. Tyle, że w roku – żartuje nasza przewodniczka.

Miasto do dziś leczy rany po radzieckich bombardowaniach.

Rzeczywiście wieje strasznie, ale jak na grudzień jest zaskakująco ciepło. Kłajpeda okazuje się niezwykle fajnym, kompaktowym miastem. Podczas krótkiego przedpołudniowego spaceru da się poznać wszystkie najciekawsze miejsca, które pokazują skomplikowaną i dramatyczną historię miasta. Jeżeli znacie litewskie metropolie, jak Wilno czy Kowno, to wiecie, że w zasadzie trudno się obrócić w dowolną stronę i nie zobaczyć krzyża czy wieży kościelnej. W Kłajpedzie jest inaczej. Nie widzi się kościołów w ogóle. Nic. A przed wojną żyły tu zgodnie społeczności szesnastu wyznań. Możemy zobaczyć jedynie pozostałości tamtych czasów. W miejscu luterańskiego kościoła jest dziś pusty trawnik.

Tu stał kiedyś luterański kościół.

Żywopłot, który go otacza jest dokładnie w miejscu murów, więc widać dokładnie zarys potężnej świątyni. Na ścianie budynku nieopodal jest tablica pamiątkowa. To dawna jesziwa. Uczył się w niej twórca projektu flagi Izraela oraz nazwy waluty izraelskiej – szekla. Tuż obok wchodzimy w podwórko między blokami z czasów Breżniewa.

Bloki z czasów Breżniewa na miejscu dawnego kościoła.

Brzydkie, jak wszystkie w krajach byłego Sojuza, ale przewodniczka opowiada nam, że stoją w miejscu dwóch dawnych kościołów. Świątynie były – podobnie jak to czasem spotyka się w Wilnie –  tuż obok siebie, po dwóch stronach ulicy. Komuniści zburzyli je jak większość dawnych budynków w mieście. Ale zachowali mocne fundamenty. Dlatego bloczyska z lat 60-tych mają ciasne, małe mieszkanka, ale za to potężne, przestronne piwnice. Jest też kościół, o niezwykłej historii. W czasach Breżniewa pozwolono odbudować tę jedną jedyną dla miasta świątynię, jednak tuż przed oddaniem jej dla wiernych władza zmieniła zdanie i gotowy już kościół został salą koncertową. W 1990 roku, kiedy Litwa odzyskiwała niepodległość, jednego wieczora odbył się tu koncert, a już w nocy ludzie usunęli fotele z widowni, postawili ołtarz i już następnego dnia w odzyskanej świątyni odprawiono mszę. Ludzie dobrze pamiętają wydarzenia z czasu upadku ZSRR. Nasza przewodniczka pokazuje nam plac Lenina, na którym stał posąg wodza rewolucji. Dziś Lenin z Kłajpedy jest już na śmietniku historii, a ściśle rzecz biorąc w muzeum rzeźb sowieckich Grutas Park pod Druskiennikami. Na jego miejscu zostały tylko postumenty i murki z czerwonego marmuru. A w miejscu posągu stoi olbrzymia świąteczna choinka ze zmyślnie ukrytymi głośnikami, z których sączą się świąteczne przeboje w jazzowych aranżacjach. Gdyby Lenin miał grób, pewnie by się w nim przewracał.

Plac Lenina w nowej aranżacji.

Ale ta historia, choć nas cofa do czasów dzieciństwa, dla naszego synka jest kompletnie nieciekawa. On w Kłajpedzie uparł się tropić zwierzęta. Na szczęście tych nie brakowało. Najpierw spotkaliśmy smoka. Według legendy strzeże on miasta, więc można go zobaczyć w kilku miejscach.

Smok z legendy o powstaniu Kłajpedy.

Pod uczepionym ściany potworem znajduje się odcisk stopy. Jest to związane z legendą o powstaniu miasta. Na dwóch brzegach rzeki dwóch braci szukało miejsca, by się osiedlić. Kiedy jeden z nich nie przyszedł w umówione miejsce do przeprawy, drugi zaczął go szukać. Znalazł w błocie ślady stóp, a one doprowadziły go do brata, który stracił życie (udział smoka w zbrodni jest niejasny). By upamiętnić brata, założył w tym miejscu miasto i nazwał je Kłajpeda, co oznacza coś w stylu: zamazany ślad stopy.

Kot pod dębem rosyjskim turystom kojarzy się z wierszem Puszkina.

Na kolejnym podwórku znajdujemy kota. Kot ma co prawda całkiem ludzką twarz dzięki której przypomina rasowego dżentelmena, ale Chruczek i tak jest zachwycony. – Teraz chcę myszkę – uruchamia ciąg przyczynowo-skutkowy nasz synek, a przewodniczka z dumą profesjonalisty, który nie dał się zaskoczyć, prowadzi nas na sąsiednie podwórko, gdzie stoi maleńki pomnik złotej myszy. – Widzicie, mamy tu wszystko dla naszych małych turystów – uśmiecha się. Dziecko biegnie do radośnie do figurki. – Musisz się pochylić i powiedzieć jej na uszko o czym marzysz, a na pewno Ci się spełni – tłumaczy Diana. Ma rację. Wokół złotej myszki biegnie inskrypcja niczym z najlepszego podręcznika psychologii: „Zamień swoje pomysły w słowa. Gdy je wypowiesz, plany się spełnią”.

Myszka chętnie słucha życzeń, ale i sama ma coś do powiedzenia.

Chruczek spojrzał na nią, ale wiedział swoje. Pochylił się nad myszką i nadstawił swoje uszko do złotego pyszczka. Potem twierdził, że coś mu powiedziała, ale zanim dopytaliśmy się co, oznajmił bez litości: – Teraz chcę zobaczyć krokodyla.

Dementor? To tylko upiór, który ostrzegł mieszkańców zamku przed inwazją obcych wojsk.

Nie zobaczyliśmy krokodyla, ale za to znaleźliśmy pomnik ducha obok dawnego zamku. Według legendy ukazał się on strażnikowi fortecy, pytając, czy mają dość jedzenia i drewna na opał. Kiedy ostrzeżeni mieszkańcy zgromadzili zapasy, dostrzegli obce wojska. Dzięki przestrodze ducha udało im się przetrwać oblężenie. Mówi się, że ostrzeże on mieszkańców Kłajpedy, jeśli będzie im grozić niebezpieczeństwo.

Dla równowagi na Placu Teatralnym stoi pomnik pięknej dziewczyny. To Anike, postać z wiersza niemieckiego, siedemnastowiecznego poety Simona Dacha, urodzonego w Memel, czyli w Kłajpedzie. Niemieckie wycieczki zawsze gromadzą się wokół tego pomnika i na głos recytują tę wierszowaną bajkę o niespełnionej miłości.

Wildeman, czyli dziki człowiek, symbol miasta Friedrichstadt, dzielnicy Memel-Kłajpedy.

Na każdym kroku można zobaczyć też dzwony z nieudanego carilionu, które znana i szanowana firma ludwisarska z niemieckiego Rostocku zrobiła na zamówienie sowieckich władz. Nie mogli nie przyjąć zamówienia, ale zrobili dzwony tak, że niemiłosiernie fałszowały. Dlatego zamiast wieszać je na wieży, zrobiono z nich pomniki.

Największy dzwon „fałszywego” carilionu.

Jeden z najbardziej symbolicznych pomników widać z okien naszego hotelu. Zaraz za dawnym Placem Lenina, obok Pałacu Kultury (dziś teatr musicalowy grający właśnie sztukę o Beatlesach) stoją dwie kolumny – jedna szara, prosta, symbolizująca Wschód i druga, czerwona, w greckim stylu. To ma być połączenie wschodniej tradycji Litwy i zachodniej cywilizacji, która była przez wieki obecna w Memel-Kłajpedzie.

Ale to, co nas urzekło, to prosty wiatrowskaz z portu. Bo Kłajpeda to dziecko morza. I tam kierujemy swój wzrok, czekając na trzecią część litewskiej trylogii…

Wiatr wieje tu zawsze, a wiatrowskaz to najbardziej przydatna rzecz.

About the author

magda

Dziennikarka, autorka przewodników turystycznych i książek dla dzieci, licencjonowana pilotka i przewodniczka. Podróżuje od zawsze. Teraz pokazuje świat swojemu synkowi Wilhelmowi. O podróżach mówi w telewizji, radiu, pisze w gazetach i serwisie turystycznym TURYSTYKA24. Nie lubi jeździć dwa razy w to samo miejsce. Wyjątkiem są Jerozolima i Marsylia, gdzie może wracać bez końca.

1 Comment

Leave a Comment

Close