Ważne w podróży – poradnik

Lot z małym dzieckiem

Written by sergiusz

Nasz Chrucz ma już dwa lata i 5 miesięcy. I na pewno nie jest mały. Ale jeszcze nie tak dawno większość matek i babć łapałoby się za głowę, gdyby dowiedziały się, że zamierzamy z nim pojechać gdzieś dalej niż do parku w Powsinie. Choć czasy się zmieniły, to obawa, że lot z małym dzieckiem będzie koszmarem nie jest przecież zupełnie pozbawiona podstaw. Ponieważ często dostajemy od Was listy w tej sprawie, wiemy, że to temat, który leży Wam na sercu.

Witam, proszę powiedzieć, czy można podróżować samolotem z 2 miesięcznym dzieckiem? W przyszłym roku w czerwcu wybieram się do Francji do bliskiej rodziny, a na początek maja mam termin porodu. Zastanawiam się czy wybrać się z dzieckiem czy całkowicie zrezygnować z wyjazdu?
Kasia

Żeby ewentualna dyskusja nie poszła w złym kierunku, to od razu założymy, że dziecko jest zdrowe. Nie ma więc żadnych medycznych przeciwskazań do podróżowania. Największy problem, którego pokonanie w dużej mierze zależy od szczęścia, to w takim wypadku…

Paszport
No bo choć mamy już zjednoczoną Europę, strefę Schengen itd, to jednak bez dokumentu podróży (paszport lub dowód osobisty) dziecko wyjechać nie może.
O dokument możemy wystąpić jak tylko „zarejestrujemy” dzieciaka w Urzędzie Stanu Cywilnego (to zajmuje zazwyczaj tydzień) i dostaniemy akt urodzenia. Oboje rodzice z aktem urodzenia muszą się stawić w Biurze Paszportowym, żeby złożyć wniosek. A potem czekają (oficjalnie – do 6 tygodni, ale jeśli ma się szczęście, to paszport będzie już gotowy po 2-3 tygodniach). Proste? Niekoniecznie.

Bo musimy mieć zdjęcie biometryczne twarzy dziecka. A zrobienie odpowiedniej fotki kilkudniowemu maluchowi to wyższa szkoła jazdy.
Załóżmy jednak, że fotograf okazał się mistrzem świata i zrobił odpowiednie zdjęcie. Wszystko się idealnie potoczyło i oto trzymamy w ręku upragniony dokument. Jak się do podróży lotniczej przygotować?

Po pierwsze – pakowanie
Pamiętam, jak pierwszy raz pakowaliśmy się na podróż z Chruczkiem. Byłem zaskoczony, że tak wiele rzeczy potrzebuje tak mały człowiek. I w zasadzie wszystko musi być w bagażu podręcznym. Na szczęście to nieprawda.
Musimy mieć pod ręką:
– dokumenty
– butelkę z mleczkiem/wodą (ew. mamę, jeśli karmi piersią)
– pieluszki na zmianę, mokre chusteczki i krem do pupy
– kocyk
Gdy dziecko jest troszkę starsze, ma kilka miesięcy i zaczyna ząbkować, do tego zestawu musimy dorzucić:
– herbatniki lub małe twarde obwarzanki
– więcej ulubionego picia
– ukochaną zabawkę (najlepiej przytulankę)
– jeden komplet ubrania na przebranie.
– środek przeciwbólowy na wszelki wypadek (czopki paracetamolu lub nurofen w płynie)
To wszystko. Reszta może zostać w walizce, którą nadaliśmy na bagaż (prawdziwie hardkorowi podróżnicy jeżdżą tylko z bagażem podręcznym, bo reszta jest niepotrzebna).
Oczywiście od razu pojawiają się wątpliwości: jak wnieść na pokład samolotu ulubione picie? A lekarstwa w płynie? A krem? A soczek? A mleczko?
Spokojnie. Już mówimy…

Po drugie – na lotnisku
Po zamachach z jedenastego września 2001 roku latanie już nie jest takie samo. Wszędzie bramki, skanery i różne dziwne restrykcje. Najbardziej upierdliwa jest ta dotycząca płynów – można tylko litr i to w porcjach nie większych niż 100 ml. I podpadają pod to wszystkie pasty do zębów, żele pod prysznic itp. Ale wszystko jest do przejścia.
Po kolei. Na lotnisku, nawet jak jesteśmy już odprawieni przez Internet, to zgłaszamy się do punktu odprawy bagażu i pozwalamy sobie oznaczyć papierową taśmą wózek dziecka. Bo przecież mamy ze sobą wózek – możemy go przetransportować za darmo (wózek LUB fotelik LUB łóżeczko turystyczne – czyli w praktyce najbardziej się opłaca wziąć ze sobą właśnie wózek).
Miła pani/pan zapytają nas, czy chcemy nadać wózek na bagaż od razu, czy oddać go dopiero przy samolocie. Oczywiście zawsze wybieramy to drugie rozwiązanie, bo przecież nie będziemy dzieciaka targać przez całe lotnisko na rękach.
Potem przechodzimy kontrolę bezpieczeństwa. W 9 przypadkach na 10, gdy tylko podejdziemy bliżej, pojawi się przy nas strażnik i przeprowadzi nas do krótkiej kolejki, tzw. Fast Track dla vipów, spóźnialskich i właśnie – rodzin z dziećmi. Czasem są specjalne stanowiska dla rodzin, z dużymi skanerami, które poradzą sobie z prześwietleniem wózka (oczywiście złożonego). Na specjalną tackę wkładamy wszystkie niezbędne soczki, mleczka i lekarstwa, które normalnie kazano by nam natychmiast wylać.

Ale jesteśmy przecież z małym podróżnikiem, a obsługa lotniska jest do tego przeszkolona, by nam pomóc. Więc mleczko, soczek (nalany do butelki ze smoczkiem), czy lekarstwa, są prześwietlane, a potem szybko badane w specjalnym urządzeniu, który analizuje skład chemiczny soczku, sprawdzając, czy to nie składnik bomby. Wózek składamy i przepuszczamy przez skaner. Dziecko wydobywamy z kocyków i rożków i przechodzimy razem z nim przez bramkę. To cała filozofia.

Po trzecie – w samolocie

Słowo klucz – to „współpraca” ze stewardessą. Mają dużo cierpliwości i empatii dla podróżujących maluchów. Ale potrafią też przewidzieć zagrożenia. Jeśli jesteśmy z NAPRAWDĘ młodym podróżnikiem, to jeśli tylko samolot ma takie urządzenie na wyposażeniu, dadzą nam miejsce, gdzie będziemy mogli ułożyć dzieciaka w specjalnej kołysce dopinanej do ścianki przed pierwszym rzędem foteli. Jeśli nie ma kompletu pasażerów, to stewardessa jest w stanie „załatwić” nam, by to w naszym rzędzie było puste miejsce, które przyda się, jeśli będziemy chcieli położyć dziecko (do dwóch lat nie przysługuje mu samodzielny fotel).
Podczas startu i lądowania, oraz zawsze gdy pada komenda: zapiąć pasy! – musimy nasze maleństwo przypiąć do swojego pasa bezpieczeństwa za pomocą specjalnych szelek, które dostaniemy od stewardessy przed startem.
Im młodsze dziecko, tym problem z lataniem jest mniejszy. Bo malucha usypia mruczenie silników. Trzeba tylko podczas startu i lądowania pamiętać o podaniu dziecku czegoś do picia. Chodzi o pobudzenie odruchu przełykania, który pomaga wyrównać różnicę ciśnień i „zatkane” uszy.
Picie jest też ważne, bo na pokładzie samolotu jest sucho jak na Saharze. Jest też zimno i wieje z klimatyzacji – kocyk jest niezbędny, zwłaszcza jeśli maluch śpi.
Skoro picie, to i siusianie. Zmiana pieluszki w samolocie wymaga pewnej ekwilibrystyki, ale nie jest trudniejsza niż inne czynności, które wykonujemy w podniebnej toalecie. Dziś już w większości linii lotniczych, w każdej toalecie jest nad sedesem zamontowany przewijak.
Właściwie najgorszy wiek do latania to od ósmego miesiąca do dwóch lat. Dziecko już nie przesypia słodko całej podróży, jest zaciekawione tym co się dzieje wokół niego, a jeszcze nie potrafi podporządkować się poleceniom: Zapnij pasy! Nie kop fotela! Nie rozlewaj soczku! Nie krzycz! Nie płacz!
Na pocieszenie powiemy Wam, że odkąd Chruczek skończył dwa latka, jest skokowa poprawa. Na pewno ma z tym coś wspólnego fakt, że on uwielbia samoloty i podróże. Ale już potrafi sam zapiąć pasy i wytrzymać w nich, przynajmniej do momentu, gdy samolot osiągnie wysokość przelotową. A to już jak na małego psotnika, którego roznosi energia, bardzo dużo.

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

4 komentarze

Leave a Comment

Close