Dziecko w podróży Polska

Rodzinne weekendy z Fordem. Trójmiasto

Written by sergiusz

Dalej jest już tylko morze. Na zakończenie naszego wakacyjnego cyklu zaplanowaliśmy Trójmiasto. To najlepsze miejsce na połączenie wypadu typu city-break z leżeniem na plaży. Choć my od leżenia wolimy zbieranie bursztynów i korzystanie pełnymi garściami z witalnej energii, którą mają Gdańsk, Sopot i Gdynia.

– To jest to tętniące życiem Trójmiasto?
Magda wyglądała na nieco zdezorientowaną.
– Ciii! Bo przestraszysz foki…

Każdy ma jakieś miejsce na Ziemi, dla którego ma w sercu czułą tkliwość. Ja kocham w ten sposób Wyspę Sobieszewską. Dlatego zamiast pchać się od razu do centrum Gdańska, zjechałem wcześniej z krajowej „Siódemki” i przez krajobraz, który nam obojgu bardzo przypomina francuską deltę Rodanu – Camargue, dojechaliśmy do ostatniego pasma porośniętych sosnami wydm, które oddzielały nas od Bałtyku. To jest właśnie najlepsze w podróżowaniu samochodem, że można bez żadnych wyrzeczeń spełniać sobie tego rodzaju kaprysy. Zaparkowaliśmy więc naszego Forda Galaxy pod cienistą sosną i ruszyliśmy w stronę niebieskiego nieba, zlewającego się na horyzoncie z granatem morza. Wciągnęliśmy w płuca charakterystyczny zapach rozgrzanych słońcem szyszek sosnowych i słonej bryzy.

Chruczek był zachwycony miękkim, białym piaskiem na Wyspie Sobieszewskiej

Chruczek był zachwycony miękkim, białym piaskiem na Wyspie Sobieszewskiej

Magda koniecznie chciała się wykąpać w Bałtyku. Chruczka zafascynowała wielka piaskownica. Plaże na Wyspie Sobieszewskiej nawet w środku lata rzadko są zatłoczone. To jednak ładnych parę kilometrów od centrum, a bez samochodu dojazd bywa problematyczny. Za to zachód słońca jest tu zjawiskowy. I nie ma „tradycyjnych polskich parawanów”. Jest cisza, śpiew ptaków z pobliskiego rezerwatu ornitologicznego „Ptasi raj”, a na wschodnim skraju wyspy wyleguje się stado fok (bywa, że jest ich ponad setka).

Pusto, cicho i spokojnie. Plaża na Wyspie Sobieszewskiej tuż przed zachodem słońca.

Pusto, cicho i spokojnie. Plaża na Wyspie Sobieszewskiej tuż przed zachodem słońca.

Spacer po takiej plaży naprawdę ładuje emocjonalne „baterie”. A wiemy już, że przez najbliższe 48 godzin będziemy potrzebować masę energii. Bo Trójmiasto to chyba najbardziej rozrywkowe miejsce w Polsce. Nawet – a może zwłaszcza – dla rodzin z dziećmi.

Pasażer na gapę

Pasażer na gapę

Nocujemy w centrum Gdańska, a rano odkrywamy na dachu naszego Forda Galaxy pasażera na gapę. Zabrał się z nami na Wyspie Sobieszewskiej? A może dopiero się dosiadł i chce pojechać na Westerplatte? Nie ma sprawy. Miejsca jest naprawdę dużo, a Magda, która wpada w histerię na widok najmniejszego pajączka, dla świerszczy jest wyjątkowo łaskawa.

Pomnik Obrońców Wybrzeża postawiono na kopcu, który intensywnie pachnie różami.

Pomnik Obrońców Wybrzeża postawiono na kopcu, który intensywnie pachnie różami.

Westerplatte. Jedyna niemiecka nazwa w Gdańsku, która „utrzymała się” po 1945 roku. Bo to słowo – symbol. Tu, pierwszego września 1939 roku, o 4:48 padły pierwsze strzały II Wojny Światowej. Salwa z karabinu z okien stojącej na przeciwko półwyspu latarni morskiej dała sygnał potężnemu niemieckiemu pancernikowi Schleswig-Holstein, który zasypał polską wojskową kolejową składnicę tranzytową, gradem pocisków.

Ruiny polskich koszar na Westerplatte.

Ruiny polskich koszar na Westerplatte.

Dwustu żołnierzy pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego nie miało szans, by powstrzymać hitlerowską inwazję. Ale ze straceńczą odwagą odparli trzynaście szturmów. Ostrzeliwani z lądu i morza, bombardowani z powietrza, bronili się skutecznie przez siedem dni, przechodząc na zawsze do historii. Dziś, na półwyspie Westerplatte wznosi się pomnik Obrońców Wybrzeża. Stoi na usypanym kopcu, obsadzonym intensywnie pachnącymi różami.

Grochówka żołnierska na Westerplatte

Grochówka żołnierska na Westerplatte

Z dawnych zabudowań koszar wojskowych pozostały jedynie malownicze ruiny i małe muzeum w Wartowni nr 1. Na placu przed betonowym bunkrem zawsze pełno jest turystów, a rekonstruktorzy w mundurach z 1939 roku sprzedają pamiątki i częstują pyszną grochówką z wojskowej kuchni polowej.

Twierdza Wisłoujście od 600 lat strzeże Gdańska przed inwazją z morza.

Twierdza Wisłoujście od 600 lat strzeże Gdańska przed inwazją z morza.

Nieopodal cypla Westerplatte jest – dużo rzadziej odwiedzana (choć warto!) twierdza Wisłoujście. Jedna z nielicznych ocalałych fortec morskich. Ze szczytu pięknej, strzelistej gotyckiej wieży można ogarnąć wzrokiem potężny kawał wybrzeża. To tu stacjonowały polskie okręty, zanim wypłynęły na bitwę morską ze Szwedami w listopadzie 1627 roku. Bitwa pod Oliwą, rozegrała się dosłownie kilka kilometrów dalej. Z wieży, na której stoimy, był pyszny widok na jedną z najwspanialszych wiktorii polskiego oręża.

Zabytkowa latarnia morska w Porcie Północnym

Zabytkowa latarnia morska w Porcie Północnym

Przejeżdżamy na drugą stronę Wisły i parkujemy pod zabytkową latarnią morską. To stąd padł pierwszy strzał II Wojny Światowej, ale dziś ceglana wieża przyciąga turystów nie tylko mroczną historią, ale też urodą. To jedna z najpiękniejszych latarni na polskim wybrzeżu. Ma ponad sto lat i jako jedyna ma działającą Kulę Czasu. Punktualnie o 12.00, 14.00, 16.00 i 18.00, z masztu na czubku latarni opada ażurowa piłka.

Sielankowy widok na ujście Wisły i cypel Westerplatte z latarni morskiej

Sielankowy widok na ujście Wisły i cypel Westerplatte z latarni morskiej

Kiedyś takie urządzenia były we wszystkich portowych miastach, by kapitanowie statków mogli precyzyjnie ustawiać swoje chronometry, potrzebne w nawigacji. Dziś, w dobie sterowanych atomowo zegarków to już niepotrzebne, ale pozostały Kule Czasu w Gdańsku, podlondyńskim Greenwich i w Nowym Jorku na – jakżeby inaczej – Times Square.

Gdanskie murale na Zaspie

Gdanskie murale na Zaspie

Jest piękny, ciepły dzień późnego lata. Jeździmy więc z otwartym dachem. Wprawdzie nasz Ford Galaxy jest solidnym, rodzinnym SUV-em, a nie klasycznym kabrioletem, ale kto powiedział, że nie można w SUV-ie poczuć wiatru we włosach? Gdańsk z tej perspektywy wygląda czasem dość ekscentrycznie. Zwłaszcza, gdy przejeżdżamy przez Zaspę, która jest chyba największą galerią sztuki nowoczesnej na wolnym powietrzu. Socjalistyczne bloki, typowe kilkunastopiętrowe „mrówkowce” ozdobiono tu wielkoformatowymi muralami. 49 monumentalnych malowideł zdobi boczne, gładkie ściany bloków. Odnajdujemy budynek przy ul. Pilotów 17. Tu mieszkał kiedyś Lech Wałęsa z rodziną, w czasach, gdy skakał przez stoczniowy płot i tworzył Solidarność.

Skręcamy w stronę morza, gdy nagle przed nami rośnie złoty statek kosmiczny. Czy to UFO?

PGE Arena, czyli gdański stadion

PGE Arena, czyli gdański stadion

Podjeżdżamy bliżej. Stadion PGE Arena miał przypominać bryłkę bursztynu wyrzuconą przez falę na gdański brzeg. I rzeczywiście, to chyba najładniejszy stadion wybudowany na piłkarskie Mistrzostwa Europy Euro 2012. Choć dziś nie ma żadnego meczu, ani koncertu, to na parkingu sporo samochodów. Ogromny obiekt nie stoi pusty. Jest centrum sportu i wszelkich rozrywek. Można tu pościgać się gokartami, postrzelać na torze paintballowym, są ścianki wspinaczkowe i park linowy, profesjonalny tor wrotkarski i wiele innych atrakcji.

Gdańskie Brzeźno, a wygląda jak w Kalifornii.

Gdańskie Brzeźno, a wygląda jak w Kalifornii.

Postanawiamy tu wpaść na dłużej, gdy zepsuje się pogoda. A tymczasem ciągnie nas na plażę. W samym Gdańsku jest ich aż siedem. A najstarszą z nich jest Brzeźno, gdzie zażywano kąpieli słonecznych i morskich (talasoterapia) od początku XIX wieku.

Najstarsza miejska plaża w tej części wybrzeża Bałtyku.

Najstarsza miejska plaża w tej części wybrzeża Bałtyku.

Dwieście lat tradycji to sporo. Nic więc dziwnego, że infrastruktura tu jest więcej niż dobra. Wokół plaży mnóstwo knajpek, smażalni ryb, straganów ze sprzętem plażowym. Choć ludzi sporo, to jednak da się „żyć”.

Zachwycająca architektura starego Gdańska

Zachwycająca architektura starego Gdańska

Na obiad jednak ciągnie nas do Gdańska. Parkujemy na zatłoczonej bocznej uliczce Dolnego Miasta. I znów doceniam wynalazek przedniej kamery. Spokojnie można sobie poradzić bez „pilota”, który stojąc z boku podpowiada: „masz jeszcze pół metra! Daj trochę do przodu! Cofnij! Stop!!! Mówiłam przecież, że do tyłu! Wcale nie powiedziałam, że masz dać trochę do przodu. Przecież wiem co mówiłam…”.

Parkujemy z pomocą przedniej kamery.

Parkujemy z pomocą przedniej kamery.

Umieszczone w przednim i tylnim zderzaku kamery załatwiają sprawę. Dzięki przedniej kamerze bezpieczniej też włączać się do ruchu, gdy trzeba „wychylić się” zza innych pojazdów.

Bazylika Mariacka – największy kościół zbudowany z cegieł.

Bazylika Mariacka – największy kościół zbudowany z cegieł.

Maszerujemy ulicą Mariacką. A właściwie przeciskamy się przez różnojęzyczny tłum, który oblega porozstawiane przy samej ulicy stoiska z bursztynami. Broszki, naszyjniki, pierścionki, sygnety, kamee, figurki, a czasem po prostu piękne okazy wielkości orzecha. Oszlifowane jak brylanty. Oprawione w złoto, srebro, imitację kości słoniowej, albo otoczone innymi szlachetnymi kamieniami. „Złoto Bałtyku” to od dwóch tysięcy lat najlepszy towar eksportowy naszego Wybrzeża. A ulica Mariacka w Gdańsku to serce nowego Bursztynowego Szlaku.

Zegar astronomiczny w Bazylice Mariackiej. Na pierwszym planie kopia „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga (oryginał wisi w gdańskim Muzeum Narodowym)

Zegar astronomiczny w Bazylice Mariackiej. Na pierwszym planie kopia „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga (oryginał wisi w gdańskim Muzeum Narodowym)

Uciekamy do zamykającej perspektywę ulicy Bazyliki Mariackiej. To największy ceglany kościół na świecie i fantastyczna gotycka świątynia. W środku podziwiamy XV-wieczny zegar astronomiczny (po lewej stronie od ołtarza), a potem wdrapujemy się na wieżę. Ponad 400 stopni, z czego pierwsze 150 wewnątrz ciasnego, kamiennego filara. Nasz synek dzielnie wchodzi pierwsze sto stopni na własnych nóżkach, a potem chce na rączki. Sprytnie, nabiera ochoty na wspinaczkę, gdy pozostały do pokonania już ostatnie metry i na otwartą galerię na szczycie wieży wdrapuje się sam, czym budzi powszechny podziw niemieckich turystów, którzy kontemplują rewelacyjny widok na cały „Danzig”.

Widok z wieży Bazyliki Mariackiej na Ratusz Głównomiejski i ulicę Długą

Widok z wieży Bazyliki Mariackiej na Ratusz Głównomiejski i ulicę Długą

Dopiero stąd widać, jak rozległe jest „największe miasto Trójmiasta”, i jak jest zróżnicowane. Tuż pod nami jest średniowieczna starówka (prawdę mówiąc, odbudowana z gruzów po II Wojnie Światowej tak samo jak warszawskie Stare Miasto). Nieco dalej są nowe osiedla, dźwigi stoczniowe. Dalej willowa Oliwa, Sopot, a gdzieś tam na horyzoncie – modernistyczna Gdynia. Żółto-zielona kreska na horyzoncie, to Hel.

Pół godziny później Chruczek naciąga nas na lody na Długim Targu – najsłynniejszym gdańskim deptaku. To miejsce, w którym nasz trzyletni synek czuje się jak ryba w wodzie.

Kataryniarz pod Neptunem na Długim Targu

Kataryniarz pod Neptunem na Długim Targu

Zachwyca go wszystko: kataryniarz z papugą, kwartet smyczkowy grający Mozarta, renesansowa fontanna Neptuna, wokół której japońscy turyści ustawiają się w kolejce do obowiązkowego selfie.

Neptun – ozdoba Długiego Targu i symbol Gdańska

Neptun – ozdoba Długiego Targu i symbol Gdańska

Kończymy nad Motławą. To nabrzeże było przez stulecia sercem gdańskiego portu. Ale dziś też jest tu tłoczno, choć szkunery z herbatą, czy barki ze zbożem zastąpiły statki turystyczne i jachty cumujące w marinie po drugiej stronie Wyspy Spichrzów.

Obserwacja statków na Motławie

Obserwacja statków na Motławie

Następnego dnia rano mamy małą rodzinną burzę.

– Tato, ja chcem kierować!
– Nie możesz. Jesteś za mały. Musisz mieć prawo jazdy.
– Ja chcem!
Konflikty rodzinne trzeba rozwiązywać dyplomatycznie, więc przepinam dziecięcy fotelik na środkowe miejsce na tylnej kanapie (Ford Galaxy ma tam nawet wbudowany ISO-FIX). Mały kierowca będzie miał stąd doskonały widok na przednią szybę, a nie oparcie przedniego fotela.

Mały podróżnik w swoim pojeździe

Mały podróżnik w swoim pojeździe

Chruczek jest zadowolony, a my bierzemy kurs na Gdynię. Najpierw jednak wolno przejeżdżamy obok Placu Solidarności, nad którym górują trzy krzyże z kotwicami, czyli Pomnik Poległych Stoczniowców.

Europejskie Centrum Solidarności

Europejskie Centrum Solidarności

To tu rozegrały się tragiczne wydarzenia z grudnia 1970 roku, ale nieopodal, w 1980 roku podpisano Porozumienia Sierpniowe, które dały Polsce Solidarność. Dziś stoi tu nowoczesne Europejskie Centrum Solidarności. Ciekawy architektonicznie gmach, z zewnątrz przypominający rdzewiejący transatlantyk. W środku jest miejsce spotkań i kongresów, wielki plac zabaw dla dzieci i muzeum pokazujące polską drogę do wolności.

Podjeżdżamy pod Grand Hotel w Sopocie

Podjeżdżamy pod Grand Hotel w Sopocie

Sopot, to kompletnie inny klimat. Stuletnie, spatynowane wille nadmorskiego kurortu kontrastują z jarmarcznym deptakiem. Najpiękniejsze w Polsce drewniane molo stoi obok luksusowego Grand Hotelu, a kawałek dalej nad smażalniami fląder unosi się lepki dym. Fascynujące kontrasty, jakby miasto nie mogło się zdecydować, czy chce być kurortem dla wyższych sfer, czy mekką niskobudżetowych wczasowiczów. A może i jednym i drugim?

Chruczkowi bardzo podoba się podróżowanie na foteliku ustawionym na środku tylnej kanapy

Chruczkowi bardzo podoba się podróżowanie na foteliku ustawionym na środku tylnej kanapy

Jedziemy dalej na zachód. Gdynia była dumą II Rzeczpospolitej, i coś z tamtej energii wciąż czuć w powietrzu. Nie bez powodu wygrywa w cuglach wszystkie plebiscyty na najlepsze do życia miasto w Polsce. Nawigacja prowadzi nas do centrum, a potem dalej, na nabrzeże, gdzie cumuje duma polskiego żeglarstwa – Dar Pomorza. Jak na nowoczesne miasto przystało, można podjechać samochodem naprawdę daleko. Stajemy na samym końcu betonowej kei. Wokół nas szumią fale Bałtyku. Dalej się już jechać nie da.

Dale już się w Polsce nie da

Koniec drogi. Dojechaliśmy do krańca Polski.

Przejechaliśmy w te wakacje z Fordem całą Polskę wzdłuż i wszerz. Bez solidnego, bezpiecznego rodzinnego samochodu nie zobaczylibyśmy nawet połowy tego, co nam się udało zwiedzić i opisać. A i tak mamy poczucie niedosytu. Bo przecież tyle jeszcze zostało na naszej mapie „białych plam”.

Ale spokojnie… Co się odwlecze, to nie uciecze. Choć wakacje się kończą, a za moment zaczną się już jesienne szarugi, to żyłka podróżnicza nie pozwoli nam usiedzieć w jednym miejscu. Mamy nadzieje, że nasze wyjazdy zainspirowały Was do wyskoczenia całą rodziną na wyprawę w naszą piękną Polskę.

Do zobaczenia na szlaku!

Magda, Sergiusz i Wilhelm

Kiedy będziecie planować rodzinny weekend, zaglądajcie czasem do zakładki Rodzinne Podróże z Fordem, która zostaje na blogu. A na koniec, z łezką w oku, przypominamy samochody, którymi jeździliśmy:

Na obiad jedziemy do góralskiej karczmy.

Ford C-MAX

Intensywnie pachnie rzepak, a przed nami ukryte wśród łąk lotnisko.

Ford Grand C-MAX

Nad jeziorem Hańcza.

Ford S-MAX

Klasztor prawosławny w Jabłecznej.

Ford Tourneo

Złote pola, przez które sunie nasz Ford Galaxy.

Ford Galaxy

 

About the author

sergiusz

Z wykształcenia muzyk, z zawodu dziennikarz, z zamiłowania – podróżnik i bloger. Pisze książki i przewodniki, gra na skrzypcach i altówce, prowadzi imprezy, jest przewodnikiem w Muzeum Narodowym w Warszawie. Świetnie odnajduje się w najdalszym zakątku świata, a z każdej podróży przywozi nowe inspiracje i przepisy na regionalne potrawy.

Leave a Comment

4 komentarze

Close