Chrucz rośnie jak na drożdżach, więc czas na zmiany. Właśnie wybieramy dla niego większy fotelik samochodowy. Musieliśmy też zastanowić się nad transportowaniem aktywnego dziecka w terenie. Zdecydowaliśmy się przetestować nosidełko.

Kilka tygodni temu byliśmy z Chruczem w “Pytaniu na śniadanie”, gdzie opowiadaliśmy o sposobach noszenia dzieci w podróży. Do tej pory korzystaliśmy z wózka i chusty, która świetnie sprawdzała się, kiedy nasz synek był malutki, leciutki i miękko układał się w materiale. Teraz waży już 12 kilo. Przed wejściem na wizję próbowałam nawet zamontować Chruczka w takim nosidełku. Kiedy założyłam szeroki pas biodrowy i pasy na ramiona – grube i miękkie, jak w plecaku do wypraw w góry, którego używa Sergiusz, od razu pomyślałam o rodzinnej wycieczce w Tatry. Tyle, że zamiast plecaka z termosem, kanapkami i kurtkami w razie załamania pogody, niosłabym Chrucza. A Sergiusz ogarniałby resztę. No bo w końcu Chruczek skończył już 9 miesięcy, czas więc czas zabrać go na górski szlak.

Turystycznie wyekwipowany Chrucz na pierwszej wycieczce w Tatry.

Turystycznie wyekwipowany Chrucz na pierwszej wycieczce w Tatry.

Zaopatrzyliśmy się w nosidełko Zaffiro, wyczekaliśmy pierwszego słonecznego weekendu w Tatrach i ruszyliśmy na Podhale. W sobotni ranek na drogach było pusto więc po czterech godzinach jazdy i leniwym śniadanku na krakowskim Kazimierzu stanęliśmy u stóp Tatr. Czas na premierę nowego nosidełka Chrucza. Rozłożyliśmy instrukcję i przystąpiliśmy do dzieła. Najpierw decyzja – jak nosimy dziecko. Bo są trzy opcje – można je umieścić z przodu, na plecach, albo z boku na biodrze. Sergiusz był za tym, żeby Chrucz robił za plecaczek, jednak zaprotestowałam – to nasze pierwsze wyjście z nowym osprzętem, więc chcę mieć Chruczka na oku – podtrzymywać go i mieć do niego swobodny dostęp, gdyby coś cię działo. Oczywiście nic się nie działo, ale ja czułam się pewniej. Co prawda ze zdjęć w instrukcji, pokazujących kolejne etapy “montażu” dziecka wynikało, że swobodnie (nawet na plecach), może to zrobić jedna osoba, my nie ryzykowaliśmy z wijącym się Chruczem. Dlatego ja najpierw zapięłam i dopasowałam sobie pas biodrowy, potem Sergiusz ostrożnie włożył Chruczka do nosidełka, zapiął go zabezpieczającymi pasami wewnętrznymi, a mi założył pasy na ramiona i zapiął nosidełko na wysokości pleców. Gotowe. Całkiem sprawnie nam poszło, ale przećwiczyliśmy jeszcze wyjmowanie i wkładanie Chruczka trzy razy, żeby mieć pewność, że w sytuacji wymagającej szybkiej reakcji, kiedy Chrucz będzie wrzeszczał i się wił, będziemy mieli wprawę.

Zapięcie unieruchamiające Chruczka zabezpiecza go, ale też nie pozwala mu się wić bez opamiętania.

Zapięcie unieruchamiające Chruczka zabezpiecza go, ale też nie pozwala mu się wić bez opamiętania.

Najpierw zrobiliśmy sobie spacer ku Kalatówkom. Po krótkim wejściu pod górę drogą z kocimi łbami, z 12-kilogramowym Chruczem niesionym przed sobą, czułam się jak po siłowni, zwłaszcza że mały, który rozsiadł się wygodnie w nosidełku, nie siedział spokojnie, tylko rozglądał się na wszystkie strony i co chwilę ściągał mi okulary przeciwsłoneczne i ciskał je na ziemię. Przez co miałam wrażenie, że waży dwa razy więcej. Wreszcie doszliśmy do Pustelni Brata Alberta. To zaciszne miejsce przy gwarnym szlaku turystycznym jest ośrodkiem modlitewnym skupionym wokół eremu, w którym pod koniec życia mieszkał święty Brat Albert. – To bardzo ciekawa postać – opowiadał mi Sergiusz, który właśnie studiuje życie i twórczość Aleksandra Gierymskiego, z którym Albert, a właściwie Adam Chmielowski bardzo się przyjaźnił. Zanim został pustelnikiem wiódł niezwykle interesujące, awanturnicze życie. Brał udział w powstaniu styczniowym, studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i w Monachium, przyjaźnił się z bohemą artystyczną – braćmi Gierymskimi, Leonem Wyczółkowskim, Stanisławem Witkiewiczem. Tak jak oni tworzył i używał życia. Dopiero w czasie, kiedy malował swój najsłynniejszy obraz, Ecce Homo, poczuł powołanie i wstąpił do klasztoru. Opiekował się ubogimi i bezdomnymi, zmarł w opinii świętości.

O świcie w Dolinie Kościeliskiej, byliśmy pierwsi na szlaku. To nie trudne, jak Chrucz ząbkuje.

O świcie w Dolinie Kościeliskiej byliśmy pierwsi na szlaku. To nie trudne, kiedy Chrucz ząbkuje.

Po krótkim odpoczynku i półgodzinnym spacerze w dół z powrotem byliśmy w Zakopanem. Nosidełko się sprawdziło. Chrucz nie był spocony (jak czasem zdarzało się w chuście), a ja, mimo noszenia małego ciężaru nie czułam się zmęczona. Pewnie dzięki tym wygodnym, plecakowym pasom. Postanowiliśmy powtórzyć podobną wycieczkę następnego dnia.

Krokusy i my z Chruczkiem w obiektywie Sergiusza

Krokusy i my z Chruczkiem w obiektywie Sergiusza

O świcie wybraliśmy się do Doliny Kościeliskiej, pokazać Chruczkowi pola krokusów. Przy samym wejściu – straszny widok –  setki pni drzew jak zapałki, albo jak rozsypane bierki, leżało na zboczach po ostatnim halnym. Było bardzo wcześnie (Chrucz ząbkuje, więc my – chcąc nie chcąc – budzimy się razem z nim), więc kiedy weszliśmy do dolinki, trawę jeszcze pokrywał szron, a główki krokusów były szczelnie zamknięte. Po 20 minutach szybkiego, rozgrzewającego marszu doszliśmy do Drogi pod Reglami. Tam, na niewielką polankę właśnie dotarło poranne słońce. Z rozkoszą usiedliśmy z Chruczem na pociętych pniach i wygrzewaliśmy się w cieple promieni. Sergiusz fotografował krokusy. Potem, korzystając z tego, że nie prowadzimy przed sobą wielkiego wózka, tylko jesteśmy turystycznie kompaktowi, podskoczyliśmy po kamieniach do zimnego, górskiego potoku.

W turystycznym wydaniu –Chrucz w nosidełku nie ogranicza ruchów, więc spokojnie włazimy do potoku.

W turystycznym wydaniu –Chrucz w nosidełku nie ogranicza ruchów, więc spokojnie włazimy do potoku.

Test wypadł pomyślnie. Chrucz zaakceptował nosidełko, ja zresztą też. Sądząc po jego minie jest wygodne, paski nie wpijają mu się w nóżki. Pas biodrowy i pasy na ramiona – jak w górskim plecaku – powodują, że czuję się jak na trekkingu z dobrym sprzętem. Jest wysiłek, ale jest też wygodnie. Teraz już wiemy, że już tej wiosny możemy się wybrać z Chruczkiem na dłuższą wyprawę, w wyższe partie Tatr. Sergiusz już obmyśla trasę, jak poprowadzić nas szlakami, którymi chodził w dzieciństwie. Znając Chruczka – on najbardziej cieszyłby się z łańcuchów. Ale to może innym razem…

4 Komentarze. Leave new

  • Dla mnie minusem jest to, że potrzeba dwóch osób do bezpiecznego założenia nosidełka, umieszczenia w nim dziecka, jak i jego zdjęcia. Przez 5,5 mies. nosiłam córeczkę w nosidełku-torbie. Takie nosidełko jak to, którego użyliście jest wygodniejsze podczas noszenia i rzeczywiście ciężar jest mniej odczuwalny, ale łatwość przygotowania siebie i dziecka do podróży i potem wyjęcia go i oswobodzenia siebie z nosidełka jest nieporównywalna. Ciężko o idealny środek transportu dla malucha 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu
Inline
Inline