Wymyśliłem to naprawdę sprytnie! Jak przeżyć miesiąc w jednym z najdroższych państw w Unii Europejskiej, podróżując niemal codziennie z miejsca na miejsce? Wystarczy spojrzeć na mapę campingów we Francji, by odetchnąć z ulgą.

To jeden z najwspanialszych krajów dla miłośników taniego podróżowania. W każdej dziurze jest wysokiej klasy camping z ciepłą wodą, czystymi łazienkami, a często i z basenem. Wystarczy zainwestować w porządny namiot i materac, a cała Francja jest nasza. I jeszcze ta wisienka na torcie – termin. W podróż ruszyliśmy 2 września. Niby jeszcze lato, a już po sezonie. Jest ciepło, a ceny o połowę niższe. Jeszcze sprytniej? Proszę bardzo: w pierwszej połowie września jesteśmy na północy, a jak zbliża się jesień, to kierujemy się na południe, ku gorącej Langwedocji i Prowansji. W planach wszystko było OK. Zainwestowaliśmy 450 zł we wspaniały namiot z przestronnym przedsionkiem, ponad sto złotych w gruby materac, 30 złotych w pompkę podłączaną do samochodowego gniazdka, nie licząc już pozostałego sprzętu biwakowego.
I ruszyliśmy.

Pierwszy biwak wypadł w górach pod alzackim Strasburgiem. Ot, łączka nad szemrzącym potokiem. 10 euro za całą naszą ferajnę.
Namiot rozkładaliśmy dwie godziny, bo Chruczek wykazywał wzmożoną aktywność i trzeba było trzech rąk, żeby go okiełznać. Na dodatek okazało się, że pompka samochodowa jest do wyrzucenia – napełnialibyśmy materac jej rachitycznym tchnieniem do Bożego Narodzenia. Ale ktoś nam pożyczył porządną pompkę, rozłożyliśmy namiot, a ja na gazowej kuchence przed naszym domem w pełni szczęścia ugotowałem obiad solidnie racząc się wyśmienitym pinot gris kupionym od pana kempingowego. Bajka!

Choć nie do końca.
– Ja tu na pewno się nie wykąpię! – stwierdziła stanowczo Magda.
– Dlaczego?
– Bo tu na pewno są pająki.
– Nie widziałem żadnego.
– To dlatego że wszystkie poszły pod damskie prysznice. Są na pewno!
Wzruszyłem ramionami. Do warunków campingowych trzeba przywyknąć. Jutro, jak wzejdzie słońce, po nocnych strachach nie pozostanie żaden ślad.
Noc była dość rześka. I muszę przyznać, że choć spało mi się świetnie, to kilka razy budziłem się, żeby przykryć Chrucza. A rano ciężko było go NIE wypuścić na trawę, choć była mokra od rosy. Zwinęliśmy mokry namiot i pojechaliśmy dalej.
Kolejny camping był w Szampanii i miałem wrażenie, że idzie nam coraz lepiej. Magda miała minę dość zaciętą, ale kilka następnych nocy dla odmiany spędzaliśmy w dobrych czterogwiazdkowych hotelach Ibis Styles i Mercure więc obyło się bez nerwowych dyskusji.
A potem była Dolina Loary.

Teren ten słynął przed laty jako ostoja zwierzyny i francuscy królowie przyjeżdżali tu na polowania. Gdy zajechaliśmy na uroczy camping pod Blois, w zasadzie wszystko nam się podobało. Niewielki, kameralny, sporo drzew, a w sąsiedztwie miła włoska rodzina, która przyjechała dwoma mobile home’ami.
Na dworze było chłodno, więc zrobiłem nam ciepłą kolację i poszedłem się wykąpać.
I wtedy go dostrzegłem.
W kabinie prysznicowej było gorąco jak w oranżerii. A Monsieur (inne imię jakoś nie przyszło mi do głowy) wisiał na suficie wprost nade mną. Stałem goły i namydlony, czując rosnącą panikę. W zasadzie normalnie nie odczuwam jakiegoś większego lęku na widok pająków, ale ten nie wyglądał jak ktoś żywiący się muchami. Celował raczej w sarny i drobne dzieci, i sądząc po tłustym, napęczniałym odwłoku, odnosił spore łowieckie sukcesy.
Wcale mnie to nie pocieszyło. Na wszelki wypadek nie spuszczałem z niego czujnego wzroku, ale żeby spłukać mydło z włosów musiałem na kilkanaście sekund zamknąć oczy. Gdy je otworzyłem, Monsieur’a już nade mną nie było… Gdzie więc się podział? Gdybym mógł wydobyć głos z zaciśniętego gardła, mój krzyk byłby epicki. Wykonałem jakiś dziki taniec pod prysznicem, a potem wyleciałem jak z procy w zimną noc.
Magda następnego ranka zalała się łzami. Bała się nawet spojrzeć w stronę łazienek i toalet, a co dopiero z nich skorzystać.
I w sumie trudno mi było się jej dziwić. Gdy patrzyłem na entuzjastycznie rozłażące się po plandece naszego namiotu karaluchy, coraz mniej podobało mi się bogactwo nadloarskiej fauny.
Na dodatek Chruczek zaczął kaszleć i gorączkować. Rano termometr w samochodzie pokazywał 8 stopni, więc…
Wytrzymaliśmy jeszcze jedną noc w namiocie, ale gdy kaszleć zaczęła Magda, a ja również poczułem się niewyraźnie, stanęliśmy przed poważnym wyborem: albo przerwać naszą miesięczną podróż po 10 dniach, albo…
Odpaliłem komputer i zacząłem szukać tanich hoteli.

Uściślijmy, jeśli mówię “tanich hoteli” to nie mam na myśli uroczych pensjonatów prowadzonych przez arystokratyczne rodziny w swoich rodowych renesansowych posiadłościach. Mówię o sieciowych plastikowych pudełkach o standardzie stacji kosmicznej Mir – jak Ibis Budget, Premiere Classe czy francuskiej sieci F1. Czyli w zasadzie camping minus pająki. No i plus temperatura, która umożliwia rozebranie się do snu, a nie zmusza do wbicia się w dwie pary dresów przed zakopaniem się w śpiworze.
Okazało się to znacznie prostsze, niż mi się wydawało.
Jeśli ograniczyłem wymagania do czystego pokoju z dużym łóżkiem (oraz czasem małym na pięterku, służącym za półkę) i umywalką, to ceny zaczynały się już od 19 euro, czyli tylko 3 euro więcej niż zapajęczony i zakaraluchowany camping nad Loarą. Ponadto tego typu tanich hoteli we Francji jest cała masa. Najczęściej w bezpośrednim sąsiedztwie dużych centrów handlowych.

Dopóki nie wydobrzejemy, będziemy się w nich zatrzymywać. A potem, na południu? Zobaczymy. Bo w sumie lubiłem tę absolutną niezależność, którą dawały nam campingi. Własny domek, świeże powietrze i świadomość, że wszędzie przenocuję za kilkanaście euro. Tylko gdyby Chrucz się tak w nocy nie rozkopywał, a Magda tak bardzo nie bała pająków. A piękni jak Tomasz Kammel i Omenaa Mensah razem wzięci, prezenterzy w tutejszej telewizji śniadaniowej, nie kręcili zafrasowani głowami pokazując na wypełnioną błyskawicami mapę z prognozą pogody…
Podsumowując.

Plusy campingów to:
– cena (w zależności od lokalizacji i standardu od 10 do 25 euro)
– niezależność (mamy własny dom, materac, jedzenie na świeżym powietrzu)
– dostępność – są w każdej dziurze, a wszędzie łazienki, czyste toalety i miejsca do prania i zmywania a także mycia dzieci.
– kolacje i śniadania na trawie
– towarzystwo. Mili brytyjscy emeryci w camperach, którzy stanowią główną klientelę francuskich campingów to naprawdę fajni ludzie.

Minusy:
– pająki
– karaluchy i inne robactwo
– we wrześniu nocami jest już naprawdę zimno
– trzeba rozkładać i zwijać sprzęt (w naszym przypadku dwa razy dziennie – rano zwijać wieczorem rozstawiać), co zajmuje sporo czasu.

Plusy tanich hoteli:
– podobnie jak w tanich liniach lotniczych – w zależności od dnia i hotelu można ustrzelić naprawdę dobre okazje
– niewiele wyższa cena niż camping (19-36 euro za pokój)
– nieprzemakający dach nad głową niezależnie od pogody
– ciepło
– łóżko
– łatwość wprowadzenia się i ewakuacji.
– szybkie wifi w pokoju
Minusy:
– towarzystwo arabskich rodzin i komiwojażerów
– konieczność dostosowania się do mapy hoteli (zamiast kilku tysięcy campingów 250 hoteli na trasie).
– każdy pokój jest taki sam. Wrażenie Dnia Świstaka.

No cóż… Na razie 1:0 dla hoteli.
Niestety.

11 Komentarzy. Leave new

  • Oj, niestety tego się obawiałam. Ja też mam ponad roczne dziecię i dlatego właśnie na razie biorę na wstrzymanie i podróżujemy z nią po PL, ale wtedy już choć to minimum lokalowe musi być (najczęściej agroturystyka, byleby z łazienką i ciepło było). Podziwiam Waszą odwagę, z tak małym dzieckiem podróżowanie do łatwych nie należy a nie chodzi przecież o to, żeby się przy dziecku urobić z mieć jednak trochę radości z wyjazdu.

    Odpowiedz
    • Podróżowanie po Polsce wcale nie jest mniej ambitne, a problemy, na które się u nas natkniemy, nie są mniejsze. My po prostu bardzo nie chcieliśmy, żeby pojawienie się dziecka zmieniło nasze plany życiowe. A podróże zawsze były dla nas ważne. Masz rację, czasem w podróży można się tak przy dziecku urobić, że wydaje się, że nie ma już żadnej radości z wyjazdu. Ale kiedy widzisz, że rośnie ci dziecko otwarte, uśmiechnięte i ciekawe świata, to zapomina się o tych złych i trudnych chwilach. A potem wyskakujesz gdzieś w fajne miejsce bez dziecka i ciągle myślisz: szkoda, że tego małego czorta tu z nami nie ma…

      Odpowiedz
      • Mamy dokładnie tak samo. Po powrocie z Chorwacji powiedziałam “nigdy więcej” tylko po to, żeby za tydzień znów być z dzieciakami w trasie 🙂 Mam chorobę lokomocyjną więc bezustanne odwracanie się w podróży generuje wiele nieciekawych zjawisk 🙂 Ale radzimy sobie jak możemy i znajomi się zawsze dziwią, że zabieramy tak mało podróżując z dwójką 🙂 A za łobuzami tęsknię nawet jak idę z mężem sama do kina 🙂 Taka już jestem kura domowa 🙂

        Odpowiedz
  • W sumie rozumiem – próbowałem jednego i drugiego, więc – jeśli mam tylko wybór – ja wolę jednak nieco więcej komfortu.

    Odpowiedz
    • Żeby nie było wątpliwości – my również luksusem programowo nie gardzimy. Czasem jednak, gdy stoimy przed wyborem: jechać–nie jechać bo za drogo, wybieramy to pierwsze. I ponosimy tego wyboru konsekwencje 🙂

      Odpowiedz
  • chce takie coś zaliczyć rowerowo. w uk. i sama nie wiem. nienawidzę pajakow a takie tłuste itp to bym od razu wracała do domu… :/ moze jednak lepsze beda przydrożne “bed &brekfest” 😉

    Odpowiedz
  • ech, Wy! a już zaczęłam małżonka namawiać na wyprawę pod namiot! kurczę, szok, ale udało Wam się trochę ostudzić mój zapał…

    Odpowiedz
  • Hotele F1 poznałam jako dzieciak. Nocowałam w nich będąc w podróży do Hiszpanii. Widzę, że pokoje wyglądają teraz troszkę ładniej 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu