Pojechaliśmy szlakiem najwspanialszych we Francji gotyckich katedr, wielkich dzieł architektonicznych oszałamiających nie tylko, kiedy powstały – w XIII wieku, ale i dziś. Pamiętających Ryszarda Lwie Serce, Joannę d’Arc i wielkich francuskich królów. Podczas trwającej wiele dni podróży po rozsianych po całym kraju obiektach – od katedry do katedry, dzielnie towarzyszył nam nieco ponad roczny Chrucz.

Katedra w Reims

Niezwykła świątynia z XIII wieku pod wezwaniem Notre Dame, miejsce koronacji królów Francji, jest widoczna już z daleka. Nieskazitelnie biała, harmonijna fasada kryje wiele tajemnic a zdobi ją kilka tysięcy misternie zdobionych postaci. Ale to miejsce to przede wszystkim historia, która nadała nowe oblicze światu. To właśnie tu Joanna d’Arc przywiodła do koronacji opierającego się nieco króla Karola VII (więcej o tym TUTAJ), koronowali się także kolejni królowie francuscy. A Sergiusz odnalazł nagrobek pierwszego wolnomularza, którego tak intensywnie szukał. Żeby dodać grozy sytuacji, która wkrótce nastąpi, świątynia w Reims, która stała w tym miejscu (zachowały się fundamenty), była w 496 roku miejscem chrztu króla Franków – Chlodwiga.

Ale Chrucza nic to nie obeszło. Chrucza obchodził wtedy tylko kabanos.

Tak, to nasz błąd.

Napięty dzień, niemal pięćset kilometrów do przejechania, do tego kilka punktów intensywnego zwiedzania po drodze. Chrucz z samego rana zjadł kaszkę, potem na wpisanym na listę UNESCO placu Stanisława (naszego, Leszczyńskiego) w Nancy niechętnie znajdł obiadek, ale koło 17 w Reims znów był głodny. My spieszyliśmy się do katedry, a sami od rana nie mieliśmy czasu na jedzenie – na szybko padło więc na kabanosy z zapasów jeszcze z Polski. Więc ze wstydem (przecież teraz jesteśmy jak wycieczka z lat 80-tych!) wciągnęliśmy po jednym po drodze z parkingu. Ale Chrucz wyciągnął swoje małe rączki i też sięgnął po kiełbaskę. Daliśmy. I zaczęło się. Kabanos go zauroczył. Z radością raczył się jego smakiem. Przed wejściem do katedry chciałam mu odebrać ten jakże niegodny atrybut. Ale wtedy malutki Chruczek wydobywał z siebie iście piekielny ryk, więc pod gromiącym wzrokiem innych pielgrzymów dałam mu spokój. Chrucz jak zawsze spacerował z radością wzdłuż kościelnych ław przegryzając raz po raz kabanosem. Jak zawsze zaczepiał niemieckie wycieczki. Gorzej, że kiedy wreszcie się najadł, gryzł, a potem wypluwał kabanosa. Kiedy chciałam mu go wyciągnąć z pokrytych tłuszczem łapek – ryk. Więc ograniczyłam się – dla spokoju własnego i innych zwiedzających – do zbierania wyplutych na wiekową posadzkę kawałków. I ograniczania niszczycielskiej działalności Chrucza. Odkrył on bowiem stojaki na których umieszczana jest informacja dla turystów o danym obiekcie. W sensie żeliwna noga a na niej tabliczka z objaśnieniem. My z uwagą czytamy, co jest na tabliczce. A z punktu widzenia raczkującego i ledwo wspinającego się na nóżki Chrucza – jest zabawka, którą można z całej siły potrząsać. I gdzieś wysoko płaska powierzchnia z której dorośli nie wiadomo co czytają (a przecież można ją ledwie dosięgnąć zatłuszczonym paluszkiem). No więc potrząsał i zatłuszczał. My, wycierając szkody mokrymi chusteczkami podążaliśmy za nim. Niestety, n da się jednocześnie podziwiać wielkości katedry i panować nad dzieckiem.

Kilka zdjęć z królewskiej katedry w Reims:

IMG_8121

IMG_8123

Katedra w Soissant

Bardzo zniszczona w czasie II wojny katedra jest niezwykle piękna stojąc skromnie wśród ciasnych uliczek małego miasteczka. Ale tym razem zwiedzanie z dzieckiem przyjmuje inny obrót. Chrucz akurat śpi, więc Magda zostaje za kierownicą pilnować go i policji (parkujemy tuż przed wejściem, w niedozwolonym miejscu, więc w razie czego trzeba będzie się przestawić). Sergiusz zwiedza imponujące wnętrze totalnie zniszczone przez działania wojenne. Tym razem obywa się bez zniszczeń ze strony Chrucza.

Katedra w Soissant (na filarach widoczne zniszczenia wojenne):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Katedra w Amiens

To jedna z najważniejszych na szlaku gotyckich katedr. Jedna z największych we Francji i w Europie, uznawana za katedrę o idealnych proporcjach, od wieków istotny przystanek na szlaku do Sanitago de Compostella, przepiękna, imponująca, kryjąca niezwykłe relikwie i tajemnice, a przy tym pierwsza, w której dokonaliśmy czegoś w rodzaju profanacji. Zupełnie niechcący… Ale zaczęło się niewinnie. Nasze pierwsze spotkanie z katedrą to spektakl “światło i dźwięk” na fasadzie budowli. Przyszliśmy tam wieczorem, kwadrans przed 22, żeby obejrzeć La cathedrale en coleurs – trwające niemal godzinę przedstawienie z muzyką i rzucaniem świateł na portale katedry, pokazujące jak wyglądały w średniowieczu, gdy były bajecznie kolorowe. Dla nas – niezwykły, chwytający za serce spektakl przybliżający potęgę i mistrzowskie wykonanie budowli poświęconych Bogu. Mieliśmy łzy w oczach. Ale dla rocznego dziecka, które nic z tego nie rozumie. Nuda. Byliśmy pewni, że Chrucz po najwyżej 10 minutach zacznie wyć i będziemy musieli wracać do hotelu.

Ale stało się inaczej. Najpierw byłą katarynka. Starszy pan jak z dawnych filmów wygrywał tradycyjne francuskie melodie kręcąc korbką przy dużym pudełku. Zajmował w ten sposób widzów przed rozpoczęciem się spektaklu. No i oczarował Chruczka. Mały był w niego wpatrzony jak w obrazek, a że niedawno nauczył się bić brawo, klaskał małymi łapkami nie tylko w przerwach, ale także w trakcie utworu. Panu kataryniarzowi spodobało się to do tego stopnia, że zadedykował cancana “temu małemu chłopczykowi, który mnie tutaj najgoręcej oklaskuje”. Na pięć minut przed show poszedł pozdrawiając zebranych, żegnany oklaskami. Nie chciał pieniędzy za występ… Ale co dalej z Chruczem? Na szczęście przyszło wiele rodzin z dziećmi (oczywiście znacznie starszymi niż nasz mały), więc Chruczek rozglądał się ciekawie po publiczności. Ale szybko mu się znudziło i ruszył w tłum. Podpełzał w niemal całkowitej ciemności do siedzących na szerokich schodach Amerykanów, Niemców i Japończyków, którzy uśmiechali się do malca, ale zaraz potem rozglądali się ze zdziwieniem: “czy to małe dziecko jest tu samo?!” Nie, jesteśmy w bezpiecznej odległości, żeby pozwalać mu samodzielnie poznawać świat, a w razie czego natychmiast interweniować.

Kataryniarz, który oczarował Chrucza. Od tego momentu pokochał ulicznych muzyków.

Kataryniarz, który oczarował Chrucza. Od tego momentu pokochał ulicznych muzyków.

Chrucz czeka na pokaz przed katedrą w Amiens

Chrucz czeka na pokaz przed katedrą w Amiens

Zaczął się pokaz. Ludzie zamarli oszołomieni tym, co zobaczyli. Po każdej sekwencji kolorów i muzyki klaskali. To było coś dla Chrucza – zapamiętale bił brawo razem z innymi, a czasem, kiedy się zapomniał – klaskał po czasie. Puściliśmy małego w tłum, który spontanicznie podchodził przez szeroki plac pod mury katedry. Chrucz doskonale czuł się między ludźmi i co chwilę znajdował jakąś ciocię, do której się uśmiechał albo wyciągał rączki. Wtedy turystka natychmiast zapominała o oglądaniu świateł i robieniu zdjęć, tylko bawiła się z Chruczem. Kiedy po skończonym spektaklu nad placem przed katedrą rozbrzmiała burza oklasków, od godziny chwalony i zabawiany Chrucz zamarł. Potem radośnie dreptał w miejscu nóżkami i rozglądał się z niedowierzaniem. Myślał, że oklaski są dla niego. Stanął jak wryty i nie chciał iść z nami dalej w stronę hotelu. A że nie umiał jeszcze stać na nóżkach, padł na kolanka i zaczął bić brawo jak oszalały. Przez kilka minut ostatni przechodnie, którzy mijali rocznego malucha bijącego brawo, przystawali i klaskali razem z nim. Dawno nie widzieliśmy, żeby nasze dziecko było tak szczęśliwe.

Nieprawdopodobny spektakl świetlny La cathedrale en coleurs na fasadzie katedry w Amiens:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
_MG_8231

Następnego dnia, w sobotę punktualnie o 9 rano stawiliśmy się na spotkanie przed katedrą z naszą przewodniczką. Całe miasto w lekkiej, sennej mgle, jeszcze spało po piątkowym wieczorze. Byliśmy sami z potęgą budowanej przez nieco ponad 60 lat od 1220 roku imponującej budowli pod wezwaniem Notre Dame d’Amiens. I z zaciekawieniem patrzyliśmy na monochromatyczne dziś portale największej katedry w Europie, odkrywając jej sekrety. Bo w średniowiecznym gotyckim portalu wszystko ma swoje znaczenie. Postać z zawiązanymi oczami to Synagoga – symbolizuje naród, w którym urodził się Jezus i który nie rozpoznał prawdziwego Mesjasza. Postaci symbolizujące siedem grzechów głównych. Anioły zmieniające się w demony. Jest i Mojżesz – uwaga – z rogami. Sąd ostateczny – ludzie wstający z grobów: potępieni idący nago w szeregu wprost w paszczę lewiatana i zbawieni, chronieni przez anioły. Tajemnicze budowle walące się i grzebiące ludzi pod gruzami. Kiedy odgadujemy znaczenie symboli, znudzony Chrucz próbuje coś zbroić, a przynajmniej wbiec na czworaczkach w miejsce, które pokrywa gruba warstwa gołębich odchodów. Odciągam go i próbuję czymś zainteresować.

– Na pewno jest tu gdzieś kotek, zobacz! – zaklinam dziecko.

Gdzie tam. Chrucz pada na ziemię i znów leci w kierunku gołębiej toalety. Ale w pół drogi dostrzega niemiecką wycieczkę, pierwszą tego dnia przed katedrą. Raczkuje szybciutko i rozsiada się na samym środku schodów patrząc wyzywająco z szerokim uśmiechem. I to był koniec zwiedzania. Wycieczka śmieje się, Chrucz natychmiast też zaczyna się śmiać w głos. Ludzie robią mu zdjęcia, przewodniczka odpuszcza wobec takiej konkurencji i przestaje mówić. W ramach zawodowej solidarności natychmiast zabieram Chrucza, zwłaszcza, że wchodzimy do środka. Chrucz za każdym razem kiedy spotka tam swoich wielbicieli będzie robił sztuki, a oni będą się zaśmiewać. Co za jakiś czas bardzo się na nas zemści, ale to temat na osobny wpis…

Fascynujące i budzące grozę detale katedry w Amiens

Fascynujące i budzące grozę detale katedry w Amiens

Czasem przedziwne, nieprzystające do kościoła stwory przypominają nam nasz koty

Czasem przedziwne, nieprzystające do kościoła stwory przypominają nam nasze koty

Detale katedrt w Amiens

Detale katedry w Amiens

Fasada katedry w Amiens

Rzeźby na fasadzie katedry w Amiens

Jednym z cennych i tajemniczych symboli w katedrze jest labirynt. Jest tak skonstruowany, że aby go przejść na kolanach pielgrzymi potrzebowali 60 godzin. To zbliżali się do jego serca, to oddalali. Raczkujący Chrucz zwiedza labirynt z 1288 roku na kolanach ku uciesze wycieczek. Wreszcie rozsiada się na środku na symbolach – i to wcale nie świętych ale na atrybutach budowniczych katedry. Przenosimy się do grobowca Evrarda z Fouilloy, biskupa Amiens, który nie tylko był inicjatorem powstania sanktuarium, ale także dokonał wielu cudów. Chrucza nie interesuje nagrobek, bo odkrył właśnie, że tabliczka z opisem zabytku stojąca na długiej metalowej nodze, przy odrobinie wprawy daje się rozbujać. A jak się ją mocno rozbuja to można ją przewrócić robiąc metaliczny huk, który odbija się w wiekowych murach katedry. Co za akustyka! To nawet lepsze niż pokrzykiwanie. No więc Chruczek wali stalową nogę na ziemię jeszcze cztery razy (za każdym razem jedno z nas go odciąga a drugie w pośpiechu nakłada na stalowy pulpit karteczkę z opisem i pleksiglasową osłonkę, które odpadają przy kontakcie z posadzką. Wreszcie odchodzimy. Chrucz szarpie każdą kratą, próbuje zamykać wielkie wrota, wspina się na nagrobki. Po półgodzinie takiego zwiedzania jesteśmy cali mokrzy, jakbyśmy próbowali okiełznać małego diabła. Przewodniczka uspokaja, że przecież jak na dziecko jest grzeczny, bo nie wyje.

Kiedy podnoszę Chruczka z kolejnego nagrobka nagle czuję, że nie jest dobrze. Musimy go przewinąć, ale już. Ale jest sobota rano, środek starówki, wszystko zamknięte. My w środku zwiedzania. Co robić. W bocznej kaplicy dostrzegam wyściełaną czerwonym aksamitem długą ławę. Kiedy zestawi się dwie razem, a na nie położy kocyk, wychodzi całkiem niezły przewijak. Rozglądamy się wokół czy nie ma innych wiernych, którzy mogliby zgorszyć się takim widokiem i szybko jak nigdy przewijamy Chrucza. Uff, załatwione. Potem jest już z górki. Chruczka kompletnie nie interesuje relikwia, która przyciąga tu wiernych od średniowiecza – dobrze zachowana głowa św Jana Chrzciciela przywieziona tu z Konstantynopola po Czwartej Krucjacie (jedna z kilku na świecie, ale ponoć właśnie ta jest prawdziwa), ani przepięknie rzeźbione stalle. Trochę sobie poszarpie, trochę pokrzyczy, ale generalnie już teraz jest grzeczny. Wychodzimy z katedry z Amiens szczęśliwi, że nikt z obsługi nie dostrzegł wyczynów naszego syna. A może dostrzegł, ale łaskawie darował nam przewinienia.

Wnętrze katedry – sklepienia

Wnętrze katedry – sklepienia

Katedra w Amiens uważana jest za świątynię gotycką o idealnych proporcjach

Katedra w Amiens uważana jest za świątynię gotycką o idealnych proporcjach

Najcenniejsza relikwia to głowa św Jana Chrzciciela. Podobno ta jest prawdziwa

Najcenniejsza relikwia to głowa św Jana Chrzciciela. Podobno ta jest prawdziwa

Chrucz grasuje przy nagrobkach

Chrucz grasuje przy nagrobkach

Labirynt z XIII wieku – zwieńczenie pielgrzymki dla odwiedzających sanktuarium

Labirynt z XIII wieku – zwieńczenie pielgrzymki dla odwiedzających sanktuarium

Chrucz przeszedł na kolankach do wnętrza labiryntu. Oczywiście na przełaj.

Chrucz przeszedł na kolankach do wnętrza labiryntu. Oczywiście na przełaj.

Przewijanie w ekstremalnych warunkach

Przewijanie w ekstremalnych warunkach

1 Komentarz. Leave new

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu
Inline
Inline