Dziecko w samolocie, czyli jak okiełznać nieznośnego bachora na 10 tysiącach metrów

  1. Strona główna
  2. WYCHOWANIE
  3. Dziecko w samolocie, czyli jak okiełznać nieznośnego bachora na 10 tysiącach metrów

Internet obiegło właśnie nagranie podniebnych wyczynów koszmarnego trzylatka, który swoim zachowaniem sterroryzował pasażerów lotu z Frankfurtu do New Jersey. Wiemy dobrze, co znaczy uciążliwy malec w samolocie. Dlatego zamiast hejtować dziecko, czy jego rodziców, podamy swoje sprawdzone sposoby na lot z dzieckiem. Może coś zadziała…

Magda była w dość zaawansowanej ciąży, gdy lecieliśmy z Warszawy na kilka dni do Wiednia. Lot był krótki, ale przykuła naszą uwagę miła rodzinka. Rodzice – mniej więcej w naszym wieku i dwójka dzieci: nastolatka i sześciolatek. Zaraz po starcie, dzieciaki wyjęły swoje iPady. Nastolatka zagłębiła się w jakimś e-booku, a sześciolatek przez półtorej godziny rozwiązywał quizy geograficzne. Patrzyliśmy mu przez ramię, jak zastanawia się co jest stolicą Urugwaju, albo próbuje na mapie Afryki odgadnąć kształt Nigru. Pod koniec lotu szło mu już naprawdę nieźle.

Filmik z koszmarnym bachorem na pokładzie. Wycie trwało przez cały transatlantycki lot:

https://www.youtube.com/watch?time_continue=179&v=TL09PWz3rT4

Gdy dziś oglądam nagrany telefonem koszmar pasażerów lotu do New Jersey, uderza mnie rozpaczliwa prośba matki dziecka o włączenie WiFi, by ukoić trzylatka ulubionymi bajkami. Doskonale wiem o co jej chodzi, bo nasz Wili, kiedy się nudził, też w tym wieku potrafił w samolocie dać nam do wiwatu. Ale prawdziwy koszmar przeżyliśmy tylko raz, podczas nocnego lotu z Tbilisi do Warszawy, gdy mały miał 8 miesięcy i zaczynał ząbkować. Nie potrafiliśmy go uspokoić przez godzinę. Pomogła nam starsza Gruzinka, która siedziała przed nami i pewno miała serdecznie dość płaczu naszego dziecka. Podała nam twardy obwarzanek. Wili zajął się nim i natychmiast przestał płakać. Ząbki przestały boleć i w 5 minut potem zasnął. A my od tamtej pory już zawsze lecieliśmy przygotowani na każdą sytuację.

Odkąd Wili zaczął oglądać bajki, iPad stał się naszym przyjacielem. Ale zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszędzie jest WiFi i nie zawsze można po prostu wrzucić dziecku coś z YouTube’a. Ani w samolocie, ani na długich przejazdach bezdrożami po Afryce, nie można liczyć na to, że będziemy zawsze online.

Ale to nie oznacza, że iPad staje się bezużytecznym gadżetem.

Gdy Wili miał 3 latka, czyli tyle ile „nieznośny bachor” z wiralowego filmiku, pasjonowała go Świnka Peppa. W Appstore zainwestowałem 9.99 funtów i kupiłem 12 odcinków ukochanej kreskówki swojego dziecka. To naprawdę nie jest aż tak duży wydatek, bo przez rok celebrowaliśmy na wyjazdach ulubioną bajkę. To nic, że Wili znał ją na pamięć. Najbardziej podobało mu się, gdy oglądaliśmy ją razem i śmialiśmy się w tych samych momentach, gdy Mummy Pig ucierała nosa fajtłapowatemu Daddy Pig. Za 6 funtów można kupić 5 odcinków świetnej bajki Ben and Holly’s Little Kingdom o konserwatywnych elfach, które mówią po angielsku z mocnym irlandzkim akcentem i niefrasobliwych wróżkach. Jest też sporo programów z quizami, czy puzzlami do układania na ekranie. Niektóre mają darmowe wersje – warto je sobie ściągnąć, żeby potem ewentualnie dokupić dodatki, gdy nasze dziecko się czymś zainteresuje.

Dziś, gdy Wili ma już niemal 5 lat, jego ulubioną aplikacją jest BBC Kids. Jest zafascynowany serialem Andy’s Prehistoric Adventure, o pomysłowym pracowniku Muzeum Historii Naturalnej, który przez stary zegar przedostaje się do czasów dinozaurów. Filmy można oglądać online, albo ściągnąć je na tablet i „wypożyczyć” na kilka – kilkanaście dni, całkiem za darmo. BBC Kids to setki mądrych filmów dla dzieciaków w każdym wieku. Jest tylko jeden problem – ze względów licencyjnych kanał działa tylko w Wielkiej Brytanii, więc to opcja tylko dla mieszkańców Wysp. Jeśli mieszkamy „na kontynencie”, pozostają nam regionalne telewizje VOD lub Appstore, co też nie jest złą opcją.

Niestety, patrząc na ten straszny filmik z lotu z nieznośnym dzieckiem, mam spore wątpliwości, czy otworzenie pokładowego WiFi cokolwiek by pomogło. Przecież to duży samolot Lufthansy. Widać, że każdy fotel ma mały ekranik do osobistego użytku. Leciałem takim samolotem niedawno z Bangkoku. Jest tu całkiem sporo filmów dla dzieci, w tym popularnych kreskówek. Nasz Wili, lot do Dubaju, Omanu czy na Zanzibar spędził niemal z nosem w tym „telewizorku” i wszystko go tam zachwycało. Ten maluch z filmu nawet się ekranem nie zainteresował. Czy rzeczywiście sprawę załatwiłby YouTube na iPadzie? Wątpię…

Więc może to nie kwestia braku ulubionych bajek a krnąbrności? Wili też nie znosi narzucanych mu reguł. A w samolocie trzeba się bezwzględnie podporządkować nakazowi zapięcia pasów, odsłonięcia okien na czas startu i lądowania, złożenia stolika… Przez pierwsze kilkadziesiąt lotów musieliśmy o to walczyć. Perswazją, szantażem, czy sposobem. Magda ma wobec swojego synka nieskończone pokłady cierpliwości. To ona wpadła na pomysł, by oprzeć się na autorytecie kapitana, który osobiście włącza sygnalizację “zapiąć pasy”. Wili chce być pilotem, który prowadzi wielki samolot, więc – choć z oporami – podporządkowuje się rozkazom „kolegi po fachu”. W zamian za to, może po wylądowaniu wejść do kokpitu i przybić piątkę z załogą. Kolejną „marchewką” jest możliwość zamówienia u stewardessy ulubionego soczku pomarańczowego – to też nasz mały rytuał. Magda za każdym razem tłumaczy także dziecku, co się dzieje na pokładzie i na skrzydłach. Wili czeka na test klap przed startem, albo na wysunięcie podwozia przed lądowaniem. Jest dumny, że wie w jaki sposób samolot hamuje. To go ciekawi, a jednocześnie na parę minut odrywa go od głupich pomysłów, typu zapalanie wszystkich świateł i skakanie po siedzeniach.

Skoro jest „marchewka”, jest też „kij”… Oczywiście nie krzyczymy na dziecko, ani nie bijemy go. Karą za złe zachowanie jest to, że obok niego usiądzie nie ukochana mama, ale… tata. No niestety, to ja jestem tym „złym policjantem”. Gdy Wili zbyt mocno bryka, to zamieniamy się z Magdą na parę minut miejscami i Wili odbiera to jako wyjątkowo bolesną szykanę. Gdy się uspokaja, to znów obok niego siada mama.

Wrzask dziecka to oczywiście koszmar dla współpasażerów i ogromny stres dla rodziców. Nie jestem super-nianią i nie mam gotowej recepty na to, jak sobie poradzić z taką sytuacją, gdy już nas dotknie. Ale wiem, że łatwiej jest zapobiegać, niż leczyć. „Jeśli pragniesz pokoju, gotuj się do wojny” – mówili starożytni Rzymianie. I jeśli wsiadamy do samolotu z nadpobudliwym dzieckiem i mocno ściskamy kciuki licząc, że malec słodko zaśnie jeszcze przed startem, a obudzi się po szczęśliwym lądowaniu, to możemy się gorzko rozczarować.

Na naszych najczęstszych trasach pomiędzy Polską a UK, dzieci zawsze jest dużo. Ale niemal nigdy nie ma „dramatu”. Za to często widzimy rodziców, którzy są uzbrojeni w książeczki, zabawki, kolorowanki i tablety. Czyli są dobrze przygotowani. Przy starcie dają dzieciom wodę, by nie zatkały im się uszka. Poświęcają swoim maluchom czas. Rozmawiają z nimi, albo opowiadają bajki. To działa.

Ale nie ma też co liczyć na to, że ZAWSZE się uda uniknąć małego wyjca. Jednak zanim zaczniemy hejtować rodziców, pomyślmy jak możemy im pomóc. Może wystarczy drobny gest – jak ten twardy obwarzanek, dzięki któremu nasz synek podczas lotu z Tbilisi do Warszawy nie został czarnym charakterem jakiegoś wiralowego filmiku o koszmarnych bachorach…

4 Komentarze. Leave new

  • Mały huragan zamknięty w niewielkiej przestrzeni… To nie może się dobrze skończyć (niestety, takie przypadki widać najbardziej). Na szczęście mądrych rodziców jest więcej i potrafią tak zająć czas swojej latorośli, że maluchów prawie nie widać na pokładzie.

    Odpowiedz
  • Sergiusz,thanks so much for the post.Really thank you! Keep writing.

    Odpowiedz
  • Sergiusz, thanks! And thanks for sharing your great posts every week!

    Odpowiedz
  • Niech baba zaplaci pozostalym pasazerom za zepsucie podrozy albo zostanie wyrzucona z samolotu. Nie robmy domu wariatow komuś a zwlaszcza jeśli te osoby placa porządne pieniadze za lot.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu