Miesiąc w podróży. Niemal każda noc w innym miejscu. Cała Francja. Od pełnych drogocennych butelek piwnic Szampanii, przez Pikardię z jej gotyckimi katedrami, niezależną Bretanię, osławioną dolinę Loary, pachnącą ziołami Prowansję i wygrzewające się w południowym słońcu Lazurowe Wybrzeże.

My dwoje. I Chrucz. Nasz synek, który skończył 14 miesięcy i jest teraz w najgorszym wieku do podróżowania. Jest w stanie narobić więcej szkód, niż my nadążamy za nim sprzątać. Nie chce spać w samochodzie. Nudzi się czekając choć jedną minutę na zamówienie w restauracji i daje temu wyraz tak, że słyszy to nie tylko obsługa ale i wszyscy goście. Ale podczas tej podróży jest tak szczęśliwy, jak jeszcze nigdy dotąd.

Dużym wyzwaniem było spakowanie rzeczy Chruczka tak, by razem z jego jedzeniem naszymi walizkami, oraz całym sprzętem biwakowym (na części trasy mieszkamy pod namiotem, na campingach) zmieściły się do niewielkiego bagażnika miejskiego VOLVO S40 (o szczegółach tego jak zapakować dziecko na cały miesiąc podróży napiszemy wkrótce). Pierwszy, ponad 900-kilometrowy przelot z Warszawy do Norymbergi. No i codzienne zmiany miejsca w którym mieszkamy.

Chrucz zaaklimatyzował się błyskawicznie. Z francuskim czy niemieckim radzi sobie mniej więcej tak samo jak z polskim, więc bez najmniejszych oporów wyciąga rączki i wskakuje na kolana cioć z licznych tu niemieckich wycieczek, które z czułością mówią do niego das schones Kind i francuskich przechodniów, którzy wykrzykują quel beau garçon! Jemu jest wszystko jedno, a uśmiech i gesty czułości są ponadnarodowe.

Chrucz jest oczywiście zachwycony. Do tego stopnia, że kiedy podziwialiśmy spektakl światło i dźwięk ożywiający średniowieczne barwy na fasadzie katedry w Amiens, Chrucz biegał w tłumie setek osób (a my za nim), podawał rączkę, śmiał się radośnie, mówił pa pa (tę umiejętność właśnie opanował). A kiedy na koniec rozległy się gromkie oklaski aż przebierał nóżkami z podekscytowania. Był przekonany, że to dla niego. Więc sam żywiołowo bił brawo i pokrzykiwał.

W potężnych gotyckich XIII-wiecznych katedrach, których zwiedzamy podczas naszej podróży kilkanaście, jest zachwycony akustyką. Krzyczy i popiskuje, szarpie mosiężne kraty, wspina się na marmurowe schody, patrzy z zachwytem na ogrom tego, co go otacza. I uśmiech nie schodzi mu z buzi. Jest przeszczęśliwy.

Odkrył też francuskich muzyków ulicznych. Kiedy po raz pierwszy zobaczył i usłyszał kataryniarza, nagle przestał się wiercić, i przez kilkanaście minut słuchał jak zaczarowany. I oczywiście co chwilę bił brawo. Co spodobało się starszemu panu z katarynką, wyglądającemu jak z innej epoki, bo zadedykował małemu skoczną piosenkę. Chrucz zatrzymuje się od tego czasu przed każdym ulicznym muzykiem, zachwycony bije brawo i nie daje się odciągnąć.

Upatrzył sobie także wycieczki i z chęcią popisuje się przed większą grupą ludzi odciągając skutecznie uwagę od przewodnika. Ostatnio przed katedrą w Amiens kiedy kilkadziesiąt osób zebrało się u stóp portalu, Chrucz ruszył pędem w ich stronę a następnie rozsiadł się na schodach, wyszczerzył całe 10 ząbków, uśmiechał się i pokrzykiwał. Od tej pory cały czas oglądał się, czy wycieczka podąża za nami i co jakiś czas pokazywał się im a to raczkując po średniowiecznym labiryncie (słusznie, bo należy go pokonywać na kolanach), a to z impetem zamykając mosiężną kratę do kaplicy (akurat jest na etapie otwierania i zamykania wszystkich napotkanych drzwi), a to wślizgując się po tajemnych schodkach na ambonę. A my za nim…

W restauracjach podchodzi do stolików obcych ludzi i wyciąga małe rączki. Kiedy trafi na czyjeś kolana sięga po sztućce albo to co jest na talerzu. Wtedy, przepraszając, wkraczamy do akcji. Ale przecież nic nie szkodzi, bo takie małe dziecko, jeśli tylko nie wyje bez powodu i jest pogodne – jest przecież urocze.

Po pierwszych kilku dniach wspólnej podróży jesteśmy szczęśliwi, ale i potwornie zmęczeni. Przede wszystkim tym, że nie mamy od niego ani chwili oddechu. Brakuje nam babci, która wzięłaby Chruczunia chociaż na dwie godzinki, żebyśmy mogli spokojnie pogadać i zjeść razem kolację. A nie szukać Chrucza buszującego między stolikami. Brakuje nam pomocy, kiedy rozbijamy namiot, a mały robi wszystko, żeby nam przeszkodzić, uciec albo zrobić sobie krzywdę. Opadają nam ręce, kiedy w przepięknej, największej we Francji gotyckiej katedrze w Amiens Chrucz akurat dostaje nadzwyczajnego przyspieszenia przemiany materii i musimy rozpaczliwie i kilkukrotnie szukać miejsca, żeby go przewinąć.

Ale jest cudownie i co wieczór, kiedy nasz mały potwór wreszcie zaśnie, mamy z czego się śmiać i co wspominać. I choć jest trudno, nie mielibyśmy nawet połowy tych przeżyć, gdybyśmy zostawili dziecko pod opieką dziadków w Warszawie.

Chrucz i jego publiczność – wycieczka przed katedrą w Amiens.

Czysta radość na campingu nad Loarą.

Zwiedzanie katedry trwa mniej więcej godzinę. Dziecko w tym czasie szuka sobie rozrywek.

Spacer po “małym Amsterdamie” – dzielnicy Saint Leu w Amiens

Chruczunio odkrywa tajemnice budowniczych gotyckich katedr – tu bije brawo w sercu tajemnego labiryntu w sercu katedry.

W ogrodach Rennes, Bretania.

Przewijanie na postoju.

W cieniu gotyckiej nawy.

Na stacjach benzynowych już nie ma grzecznego czekania w foteliku. Trzeba go wsadzić za kierownicę. Najgorzej, że momentalnie nauczył się gdzie jest klakson.

9 Komentarzy. Leave new

  • A my właśnie z takim samym maluchem ruszamy poza europę..12 h lotu..nie wiem co to będzie 🙂

    Odpowiedz
  • Znam to:-) mój 14 miesięczny synus szalał po górskich szlakach rozbrajajac wszystkich turystów a w schronisku….. No cóż były popisy tez. 🙂

    Odpowiedz
  • Dorota Orlowska, nas a grudniu czeka lot z 11 mzc dziekiem do usa, tez nie wiem co to bedzie;) Pierwszy lot naszej malej

    Odpowiedz
  • Wow… podziwiam i jednocześnie zazdroszczę 🙂 takiej wycieczki. Nasza Jula też dzielnie z nami podróżuje, ma co prawda niecałe 5 lat, ale też od małego z nią jeździmy. Póki co zwiedzamy Polskę, bo jest piękna, na zagraniczne wojaże jeszcze trochę poczekamy 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Odpowiedz
  • My z roczną córka byliśmy na Karaibach katamaranem . Lot był długi ale bez problemów

    Odpowiedz
  • Tez uważam, ze to jest najgorszy wiek do podróżowania 😉 najlepiej do 6-10 miesięcy, a potem to powyżej 2 lat 🙂

    Odpowiedz
  • Nam juz z 5 miesięcznym nicponiem nie jest łatwo… Wszystko ją zachwyca ale po chwili ryczy ze zmęczenia, a spac nie bedzie bo tyle sie dzieje! Ale warto;) pozdrawiamy z Lizbony:)

    Odpowiedz
  • Nie ma optymalnego wieku na podróż z dzieckiem. Nie zgadzam się, że akurat 6-10msc. Mnie najlepiej podróżuje się z dzieckiem małym (ostatnio to bylo w lipcu z 4 tygodniową córką) spi i ssie piers i obojetne jej gdzie to robi. Dziecko 6-10 msc zdecydowanie mniej przesypia i jest to czas raczkowania wiec może być ciężko podobnie z dzieckiem rok i trochę powyżej. Generalniec wszystko tez zależy od tego jakie mamy dziecko oraz gdzie i czym podróżujemy, a nie od wieku.

    Odpowiedz
  • Ej trzeba trochę dziecko zająć w drodze my właśnie wróciliśmy z Włoch syn ma niecałe 15 miesięcy przed wyjazdem uczyłam go oglądać bajki i w kryzysowych sytuacjach oglądał teletubis na tablecie a droga 25 h trwała samochodem

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu