Górka Szczęśliwicka. Najtrudniejszy stok narciarski w Polsce

  1. Strona główna
  2. Dziecko w drodze
  3. Górka Szczęśliwicka. Najtrudniejszy stok narciarski w Polsce

W niedzielę był Światowy Dzień Śniegu. Postanowiliśmy wyskoczyć na narty (a Chruczek jeszcze oczywiście na sanki), ale nie mogliśmy się wyrwać z Warszawy. Wybraliśmy więc położony niemal w centrum miasta stok narciarski. Górka Szczęśliwicka wygląda niepozornie, ale jest ekstremalnie trudna.

Nie, to niestety nie jest żart. Jedyny stok narciarski w Warszawie, choć nie jest ani przesadnie długi, ani stromy, należy do najtrudniejszych, którymi zjeżdżaliśmy. Z przerażeniem patrzyliśmy na maluchy, które tam pobierały pierwsze lekcje narciarstwa. My tam naszego dziecka na pewno nie poślemy.

Wiem. To nie był najlepszy moment. W niedzielne południe odbywały się na Szczęśliwicach zawody Memoriału Koziołka Matołka i połowa stoku była odgrodzona. Dla narciarzy i snowboardzistów został wąski pasek twardego, sztucznego śniegu, który do połowy górki był lodową rynną. Po odstaniu kwadransa w kolejce do orczyka lub wysłużonego wyciągu krzesełkowego, można było wreszcie stanąć na szczycie, skąd rozpościerała się panorama otulonej szczelnym smogiem Warszawy. Na górze miejsca było tak niewiele, że nie sposób było zeskoczyć z wyciągu bez przejechania po nartach innym – jak mawiają sportowi komentatorzy – miłośnikom białego szaleństwa. Górne pięćdziesiąt metrów stoku było newralgiczne. Można je było pokonać tylko „na krechę”, bo szerokość rynny wynosiła ok. czterech metrów. Problem w tym, że 90% użytkowników, stanowili kompletni nowicjusze, którzy mieli pierwszy raz przypięte narty lub – co gorsza – deski snowboardowe. Ześlizgiwali się więc tą rynną ze śmiercią w oczach, przewracając się lub robiąc tam sobie dłuższe posiadówki na śniegu (to snowboardziści).  Z czterech metrów szerokości robiło się raptem… 20 centymetrów. Spektakularne karambole były na porządku dziennym. Dobrze, że stromizna nie jest na Szczęśliwicach porażająca, bo inaczej krew lałaby się równo.

Górka Szczęśliwicka z górnej stacji wyciągu.

Górka Szczęśliwicka z górnej stacji wyciągu.

Środkowy odcinek był już nieco lepiej przygotowany i szerszy. Ale końcówka znów wymagała dużych zdolności i refleksu, bo na placyku pod wyciągami kłębił się dziki tłum ludzi, pętających się z miejsca na miejsce.

Kilka słów jeszcze o zawodach narciarskich dla dzieci – czyli Memoriale Koziołka Matołka.

Wspominam swoje starty w tych zawodach z początku lat osiemdziesiątych. Bez większego sentymentu. To, co mnie wtedy wkurzało, to pomieszanie (w ramach jednego rocznika) zawodowców i amatorów. Tak samo oceniano dzieciaki jeżdżące wyczynowo w klubach narciarskich, na zawodniczym sprzęcie, oraz amatorów dumnych, że umieją zjechać z stromej górki bez wywrotki. W ten sposób ustawiona rywalizacja była bez sensu. Pierwsze 20-30 miejsc zajmowali zawsze mali zawodowcy. Reszta łykała łzy upokorzenia.

Od tego czasu zmienił się ustrój (parę razy), Polska weszła do NATO i Unii Europejskiej. Ale wciąż w Memoriale Koziołka Matołka obowiązują te same idiotyczne zasady. Aż przykro było słuchać, jak 10-letni zawodnicy w obcisłych, aerodynamicznych kombinezonach i nartach za parę tysięcy złotych, podśmiewali się z „patałachów”, którym przejechanie trasy „giganta” zajmowało 35 sekund, zamiast 20. Nie wątpię, że idea Memoriału Koziołka Matołka jest szczytna, ale chyba coś jednak z nią jest nie tak…

Szkoda.

 

3 Komentarze. Leave new

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu