Jeśli to prawda, że najważniejszą sprawą dla hotelu jest lokalizacja, to Nesslerhof w Grossarl jest nie do przebicia. Ale usytuowanie dokładnie na przeciwko dolnej stacji kolei linowej to tylko jedna z wielu zalet tego familijnego i nowoczesnego pensjonatu, w którym zatrzymaliśmy się podczas naszej podróży do Austrii.

Mamy słabość do austriackich, rodzinnych, alpejskich hoteli, więc nie licz na jakąś bardzo obiektywną opinię 😉 Ale jak to już pisaliśmy, to właśnie w takim miejscu się poznaliśmy i jakoś tak się dzieje, że za każdym razem gdy jesteśmy na nartach w Austrii, trafiamy na fantastyczne warunki i ujmującą dbałość o gości. Zresztą może to w Alpach jakaś cecha szczególna?

Grossarltal to najmniejsza z pięciu dolin, które składają się na największy w Austrii ośrodek narciarski Ski amadè (aż 760 km tras narciarskich z jednym karnetem). Są tu tylko dwa resorty narciarskie. Ale to „tylko” piszę – jako zakopiańczyk – z krwawiącym sercem. Daj Boże w Polsce choć jedną taką dolinę jak ta „mała” Grossarltal! Daj pół, ćwierć, a będziemy szczęśliwi. Myślałem o tym stojąc wieczorem na wyłożonym drewnem balkonie naszego pokoju, i patrząc na błyskające światła ratraków ubijających śnieg na trasach zjazdowych do przepisowych dwóch metrów grubości.

Hotel z zewnątrz nie wygląda na duży. Jest w skromnym, alpejskim stylu. Dużo drewna i szkła. Niemal znika w zielonym, wiosennym otoczeniu. Składa się z dwóch budynków. Pierwszy – z połowy XVII wieku. Rodzinne hotele są tu NAPRAWDĘ tradycyjne. Już od 1647 roku hotel Nesslerhof oferował gościnę przyjeżdżającym do Grossarl. Tuż obok drugi – współczesny budynek. Ale choć wygląda jak nowoczesny, sieciowy hotel, to nadal familijny interes. Prowadzi go rodzina Neudegger – Hermann, Tina i ich córki Sarah, Marie i Lisa. Uśmiechnięty właściciel codziennie jest na miejscu, rozmawia z gośćmi, poleca im atrakcje w okolicy, a kiedy trzeba zakasuje rękawy i ramię w ramię z kelnerkami podaje kolację do stolików.

Gdy przyjechaliśmy i po raz pierwszy wciągnęliśmy w płuca czyste, alpejskie powietrze, Magda spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

– Konie?

Tuż obok nowoczesnego hotelu jest zagroda, a w niej pasą się silne, krępe, alpejskie koniki. Odwołań do stylu rustykalnego jest w Grossarl więcej. I nie jest to czcza „cepelia”, a ukłon w stronę wiejskiej natury tutejszych mieszkańców. Do Grossarl turyści przyjeżdżają także latem po to właśnie, by zakosztować prawdziwego Slow Life. Pomieszkać w gościnnych gospodarstwach agroturystycznych, albo skosztować lokalnych wyrobów na najwyżej położonym w Alpach targu regionalnym.

Ale póki co jest jeszcze sezon zimowy, a hotel Nesslerhof jest idealną bazą dla narciarzy. Mają tu na miejscu sklep Inter Sport, wypożyczalnię sprzętu, a także przechowalnię, w której można trzymać narty w indywidualnych, przypisanych do pokoju szafkach, a mokre buty narciarskie przez noc schną na podgrzewanych, metalowych bolcach.

Tak, jak komfortowo „wypoczywa” sprzęt sportowy, tak samo dobrze traktowani są sportowcy. Gdy o 16:30 – jak w całych Alpach – zamykane są wyciągi narciarskie, narciarze ruszają na hotelowy basen (część kryta i podgrzewany basen zewnętrzny – rewelacja!). A także do strefy saun, która jest podzielona na ogólnodostępną „tekstylną” – można wejść tam z dziećmi, a także strefę „nietekstylną” (jak to nazwać?) gdzie wstęp mają tylko dorośli. W obu strefach są łaźnie parowe, fińskie i na podczerwień, a także miejsca wypoczynku. Na stolikach stoją świeże i suszone owoce, a także butelki z syropami z lokalnych ziół i owoców. Wystarczy dolać krystalicznej, czystej wody i mamy orzeźwiające napoje. Jeśli wolisz herbatę, to do wyboru jest kilkanaście gatunków.

A jeśli jesteśmy przy jedzeniu, to niestety, dla dbających o linię mam złe wieści. Jedzenie jest tu naprawdę z górnej półki. Wszystkie produkty pochodzą od lokalnych dostawców z doliny. Śniadanie i przekąska popołudniowa jest w formie szwedzkiego bufetu i trzeba ogromnie silnej woli, by nie nałożyć sobie na talerz kopiastej porcji. Na szczęście można skupić się na sałatkach. A po kulinarnej rozpuście pójść na siłownię 😉 Kolacje są eleganckie, podawane do stolika, a szef kuchni gustuje w daniach typu „fusion”, łącząc po mistrzowsku austriackie narodowe potrawy z nietypowymi dodatkami.

Dla nas to było OK. Trochę gorzej z Wilim, który nie gustuje w nouvelle cuisine. Jak się okazuje nie on jeden, bo do dyspozycji najmłodszych gości są podgrzewacze z „kinder menu”, w których czekają frytki, nuggetsy, spaghetti i fish fingers. No i na koniec – wielka, samoobsługowa lodówka z wafelkami i pysznymi lodami, która była dla naszego synka jak najcenniejszy skarbiec.

Nasz czterolatek pochłaniał kolację w dwie minuty, a potem pędził do pokoju zabaw ze zjeżdżalnią, basenem z piłeczkami, zamkiem z klocków i stolikami do rysowania i wyklejania. Od 16.00 do 21.00 dyżurowała tam przedszkolanka, która opiekowała się dziećmi i wymyślała zabawy. Dawno już nie mieliśmy okazji z Magdą tak spokojnie zjeść razem kolacji… Dzieciaki w Nesslerhof mają nie tylko dwa pokoje zabaw (dla młodszych i starszych), ale i przedstawienia teatrzyku, a nawet pokazy najprawdziwszego magika, po których Wili nie mógł zasnąć z emocji.

No to już chyba wiesz dlaczego tak lubimy przyjeżdżać na narty do Austrii? 😉

Więcej info, ceny i pozostałe atrakcje jakie są w hotelu Nesslerhof w Grossarl znadziesz TUTAJ.  Mają mnóstwo nagród Tripadvisor i z konkursów SPA, hotel jest naprawdę rewelka. Do dolnej stacji kolejki jest minuta. Także jeśli myślisz o rodzinnym urlopie w Austrii – warto rozważyć to miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu