Nasz synek skończył właśnie dwa miesiące. Jego życie duchowe zapewne pozostawia nieco do życzenia, ale zadbaliśmy o to, by przedstawić mu zalety czterech chrześcijańskich wyznań.

Zaczęliśmy zgodnie z polską, maryjną tradycją, od pięknej, utrzymanej w najlepszym niemieckim, gotyckim stylu – katedry pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Krakowie. Wprawdzie XV-wieczny ołtarz Wita Stwosza nie spotkał się raczej z zainteresowaniem naszego synka, jednak młody człowiek zachowywał się z szacunkiem i godnością. I nawet nie chruczał. Najwyraźniej majestat kościoła przy krakowskim Rynku, zrobił wrażenie nawet na czterotygodniowym – wówczas – dziecku.

 

Dwa tygodnie później odwiedziliśmy wyjątkowy i niezwykle cenny zabytek ewangelików – Kościół Pokoju w Jaworze na Dolnym Śląsku. Nazwa może być nieco myląca, bo budynek powstał w wyniku ustaleń po Wojnie Trzydziestoletniej. Pokój Westfalski podzielił Europę Środkową według zasady cuius regio eius religio (czyja władza, tego religia). Ewangelicy z Dolnego Śląska znaleźli się pod panowaniem katolickiego cesarza Austrii, nie mogli więc swobodnie praktykować swej religii. Jednak w drodze wyjątkowego aktu łaski, cesarz zgodził się, by poddani wybudowali trzy ewangelickie kościoły. Były jednak w cesarskim edykcie pewne „obostrzenia”. Kościół musiał powstać w ciągu 12 miesięcy, nie mógł przypominać kształtem znanych już świątyń, postawiony miał być z materiałów nietrwałych (drewno, słoma, glina), w odległości strzału armatniego od murów miasta. No i oczywiście, za pieniądze wiernych. To zadziwiające, że przy takich absurdalnych warunkach, w latach 1654-55 powstały trzy kościoły, z których dwa (w Jaworze i Świdnicy) stoją do dziś. Od uderzenia pioruna spłonął jedynie Kościół Pokoju w Głogowie.

 

Pojechaliśmy specjalnie do Jawora, by pokazać Chruczerowi świątynię, w której modliły się pokolenia jego przodków po mieczu – dolnośląskich ewangelików. Problem jednak pojawił się tuż przed wejściem do imponującego budynku. Otóż Chruczer zgłodniał. A jak Chruczer jest głodny, to jest bardzo zły. Zapakowany szczelnie w chustę wierzgał i darł się w niebogłosy. Z pomocą kelnerek z pobliskiej restauracji przygotowaliśmy więc mleczko i (czas naglił) Sergiusz zaczął go karmić w czasie zwiedzania. Zwiedzaniojedzenie to był strzał w dziesiątkę. Chruczer był zachwycony i olśniony. W nabożnym skupieniu wyssał 120 mililitrów mleczka, wzdychając z ukontentowaniem gdy tata wnosił go na drewniane empory, by z góry spojrzeć na ołtarz poświęcony Duchowi Świętemu.

 

Katolicyzm i luteranizm są w naszych rodzinach od pokoleń. Ale nasz synek ma prawo do własnych wyborów, więc bylibyśmy nieuczciwi, gdybyśmy nie odkryli przed nim zalet innych wyznań. Unia Brzeska z 1596 roku była najmocniejszym (choć uznawanym tylko lokalnie) krokiem w stronę ekumenicznego połączenia katolicyzmu z prawosławiem.

 

Tak, wiem, że prawosławni chrześcijanie mają na ten temat inną opinię. Faktem jest, że kościoły unickie, niegdyś popularne na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej, dziś są rzadkością. Ale są! Na przykład w podlaskich Kostomłotach. Pojechaliśmy więc tam specjalnie, by Chruczer odetchnął atmosferą „rzymskiej” cerkwii. Mamy wrażenie, że mu się podobało.

 

Dla porządku wskoczyliśmy też do matecznika polskiego prawosławia. W pobliskiej Jabłecznej nad Bugiem znajduje się klasztor, w którym prawosławni mnisi trwają nieprzerwanie od XV wieku.

 

Były czasy, w których jedynie w Jabłecznej ostało się „prawdziwe” prawosławie. Chruczer z uwagą przyglądał się ikonom i cudownemu źródełku (niestety z zepsutą pompą, więc nie było nam dane skosztować tutejszej słynnej, przeczystej wody).

 

Nie to, żebyśmy chcieli mu koniecznie coś sugerować, ale uznaliśmy za stosowne, by jeszcze raz odwiedzić sanktuarium katolickie. Zwłaszcza, że byliśmy w pobliżu Kodnia, gdzie znajduje się łaskami słynący obraz Matki Boskiej Kodeńskiej.

 

Właściciel okoliczych dóbr – Mikołaj Sapieha, w pierwszej połowie XVII wieku odbył podróż do Rzymu, gdzie w mało chrześcijański sposób ukradł obraz malowany ponoć przez św. Augustyna z Canterbury, z prywatnej kaplicy papieskiej, by umieścić go w „swoim” Kodniu. Magnat początkowo został obłożony za ten czyn ekskomuniką, ale wrócił na łono Kościoła po tym, jak za pomocą zręcznej intrygi zablokował małżeństwo króla Polski Władysława IV Wazy z protestancką księżniczką. W uznaniu zasług papież Urban VIII darował mu winy i pozwolił zatrzymać cenny obraz, który po ikonie z Jasnej Góry i z radziwiłłowskich Troków był uznawany za najcenniejszy obraz maryjny I Rzeczpospolitej.

 

W każdym razie synek był zachwycony i dawał nam do zrozumienia, że mleczko w sanktuarium prowadzonym przez ojców Oblatów smakuje mu wybornie. Jakby było posłodzone słynnym miodem z mniszka lekarskiego, sprzedawanym w miejscowym sklepiku jako nektar św. Eugeniusza. Pyszności!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu