Spakowanie po raz pierwszy bagażu dla małego podróżnika okazało się trudniejsze niż myśleliśmy.

Butelki?
– Wszystkie pięć.
Mleko?
– Bebiko zwykłe, jedynka. I to przeciwko ulewaniu, na noc, też. I jeszcze soczek.
Soczek? Aha, tak mówisz na herbatkę z kopru. Dobrze. A termometr?
– Ten do ucha, który mierzy temperaturę w sekundę? Jest w torbie z lekarstwami Chruczka, z kropelkami na brzuszek i Efferalganem w czopkach, w razie czego, odpukać, tfu, tfu!
Pieluszki?
– Zostało pół paczki. Myślisz, że powinniśmy dokupić?
Wystarczy. Ale ja pytałem o tetrowe. Przydadzą się do wyłożenia łóżeczka, fotelika, zasłoniecia szyby jak będzie słońce…
– Wzięłam dziesięć. A skąd wiesz, że będziemy tam mieli łóżeczko?
Nie będziemy. Tak mi się tylko powiedziało. Mały będzie spał z nami. Ale lepiej na prześcieradle położyć mu pieluszkę, niż… Ej! A bujaczek spakowaliśmy? Bujaczek to podstawa! Od piątej rano Chrucz nie uznaje leżenia w łóżku. A poza tym gdzie go damy podczas śniadania w jadalni? Albo w czasie kolacji w restauracji? Musimy…
– Wzięliśmy. Przestań się pieklić.
Wcale się nie pieklę, tylko się martwię. Wzięliśmy oba smoczki?
– Oba, chociaż nie wiem po co, bo Chrucz ich obu nie znosi. Jak zaczyna marudzić i delikatnie muskasz mu usta smoczkiem, to najpierw teatralnie się dusi, symuluje krztuszenie, a potem na sekundę bierze smoczek do ust, a potem pluje nim na półtora metra. Co jeszcze?
Ubranka, kocyk, chusteczki do pupy…
– Wzięłam.
Chusta do noszenia malucha, woda gorąca w termosie, do robienia mleczka w drodze. Woda zimna w butelce, żeby ją zmieszać z tą z termosu…
– Tak. Ale ciągle mam wrażenie, że o czymś ważnym zapomnieliśmy. Szampon?
Chyba wziąłem. A jeśli nie, to po prostu nie będziemy go kąpać. Zresztą i tak nie wzięliśmy wanienki.
– Chyba żartujesz! Przez trzy dni nie myć dziecka?!
Ludwik XIV, czyli Król Słońce kąpał się chyba nie więcej niż trzy razy w całym życiu, a panował najdłużej na świecie: 72 lata.
– No wiesz co!? Chcesz, żeby nasz syn był brudny???
Nie. Tylko nie popadajmy w paranoję. Zresztą wzięliśmy jego szamponik, tą małą próbkę, którą dostaliśmy jeszcze w szpitalu. Wiem! Wiem, czego nie wzięliśmy! Cholera!
– Ciszej! Zaraz się obudzi jak tak będziesz wrzeszczał.
Nie wzięliśmy suszarki.
– Spokojnie, w ostatniej chwili dorzuciłam do torby.
Bez suszarki byłaby bieda. Jak mały płacze w nocy, a nie jest głodny, ani nie ma mokrej pieluszki, to uspokaja go tylko strumień ciepłego powietrza na brzuszek.
– Przecież wzięłam. A zresztą już wjeżdżamy na autostradę, nie będziemy się wracać. Jak czegoś zapomnieliśmy, to trudno. Nie jedziemy do Sudanu, tylko na Dolny Śląsk. W razie czego, kupimy. A krem na odparzenia?
(…)

P.S.: Zapomnieliśmy czajnika elektrycznego i kremu do buzi. No i śpioszków. Ale jak się przekonaliśmy, zawsze można znaleźć coś zastępczego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu