Były polityk, ale bardzo popularny twitterowiec, poszedł na obiad do restauracji i wyszedł zgorszony. Ponieważ jest bardzo nowoczesny i choć w stanie spoczynku to ciągle „online”, więc nie omieszkał podzielić się ze światem swoją refleksją. Otóż zgorszył go – jak to nazywa – „incydent w restauracji”, polegający na tym, że pewna kobieta karmiła tam dziecko. Piersią. Pan Marek Migalski poczuł się oburzony, bo karmienie piersią kojarzy mu się wprost z sikaniem i puszczaniem bąków. Naprawdę!

Zrzut ekranu 2016-08-04 o 09.00.02

W sieci – to trzeba przyznać – zawrzało. Sporo osób trzymało z Migalskim sztamę. Co tam baby będą nam przed nosem cyckami machać! Inni się oburzali za niestosowność porównania. Ale i tak były europoseł poczuł się zlinczowany i z fejsbukowej trybuny wygłosił płomienną mowę, która w założeniu miała sprawę załagodzić. Nie, Migalski nie wycofuje się z fekalnych porównań. On proponuje dyskusję. Chce, żebyśmy się umówili, czy karmienie piersią w publicznych miejscach jest w porządku, czy też nie. Bo on już sam nie wie.

Brnie w swoją stronę podrzucając „naturalistom”, że naturalne dla organizmu jest też plucie, charchanie i puszczanie bąków, co jest ponoć normą np. w Niemczech. No cóż, nie jestem aż takim znawcą zwyczajów naszego zachodniego sąsiada jak Marek Migalski – były europoseł ze Śląska.

Zrzut ekranu 2016-08-04 o 09.00.43

Ale wydaje mi się, że chyba jednak o co innego tu chodzi. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie oburza się tym, że w restauracji ludzie jedzą. Jedni delektują się ośmiorniczkami, inni wolą chipsy i piwo, czy kwaśnicę. Ale od tego chyba są restauracje? Tam się je. Marka Migalskiego nie napawa jednak grozą to, że kufel pilznera, albo smukły kieliszek wypełniony wonnym rieslingiem zamieni się z czasem w pienisty mocz. Jak więc to możliwe, że widok jedzącego niemowlaka natychmiast mu się kojarzy fekalnie?

Przecież nie o dziecko tu chodzi, tylko o kobietę, prawda?

Bardzo nowoczesny konserwatysta nie może ścierpieć tego, że przy sąsiednim stoliku kobieta rozpięła bluzkę i podała swoją pierś małemu człowiekowi.

To nim do głębi wstrząsnęło i sprawiło, że jedzenie stanęło mu w gardle. Bo kobieca pierś, to seks. A seks to brud, bąki i plwociny.

Migalski, doprecyzowując swoje myśli, proponuje nam, byśmy się umówili, czy akceptujemy karmienie piersią w miejscach publicznych, czy piętnujemy. On jest – jak można sądzić – za piętnowaniem, ale „dostosuje się”, jeśli większość go przekona, że to OK.

No więc, panie Marku, moim zdaniem to jest OK.

Nie zabierałbym Wam czasu tą sprawą, gdyby nie to, że głos Marka Migalskiego, paradoksalnie wpisuje się w dyskusję, która trwa od wielu lat, i to nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie, czy w USA. I niestety – świadczy właśnie o „nowoczesnym” podejściu, a nie obskurantyzmie.

Do końca XIX wieku widok karmiącej matki był czymś tak powszechnym, że nikomu nie przyszłoby do głowy, że to coś niestosownego. W moim ulubionym Średniowieczu, jeden z najsurowszych mistyków – św. Bernard z Clairvaux miał wizję, że Matka Boża strzyknęła w kościele mlekiem ze swej piersi i uleczyła mu zapalenie spojówek. Madonna karmiąca małego Jezusa, to do dziś stały motyw sztuki sakralnej. Oczywiście i dawniej bywały związane z tym skandale, na przykład wtedy, gdy artysta portretował jako Marię królewską kochankę, a poza mało miała wspólnego z macierzyństwem.

Jean Fouquet, Madonna z Melun, circa 1450

Jean Fouquet, Madonna z Melun, circa 1450

Ale seksualizacja karmienia piersią, to wymysł naszych czasów. Nowoczesnych konserwatystów, którzy świetnie radzą sobie z Twitterem, ale nie mogą się pogodzić z tym, że niemowlak nie jada jeszcze ośmiorniczek. I proponują, w swojej dobroci, osobne pomieszczenia do karmienia. Najlepiej w toalecie. Bo tam jest miejsce na robienie tych wszystkich obrzydliwych rzeczy, które kojarzą im się z karmieniem.

Jestem za tym, żeby szczerze omawiać wszystkie tego rodzaju kwestie, by osiągnąć tak postulowany przez Marka Migalskiego, konsensus.

Proponuję, by obok palącej kwestii karmiących piersią matek, zastanowić się, czy:

– Otyli i starzy nie powinni jadać w oddzielnych pomieszczeniach, by w zwyczajnych klientach restauracji nie wzbudzać poczucia winy i lęków egzystencjalnych.

– Kobiety w zbyt wyzywającym stroju (na przykład w butach na wysokim obcasie) powinny być wypraszane z restauracji, bo odciągają myśli stołujących się tu mężczyzn od jedzenia, co w przypadku konsumpcji np. turbota, może mieć tragiczne skutki.

– Rozważmy zasadność osobnych sal, w których klienci jedliby potrawy z dodatkiem cebuli i czosnku. Dla pozostałych klientów restauracji takie sąsiedztwo bywa naprawdę przykre.

To na początek. Bo na pewno pomysłów na podziały i segregacje nam nie zabraknie. My, Polacy, jesteśmy w tym mistrzami świata.

2 Komentarze. Leave new

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu