To miał być już czas chilloutu. Spokojny relaks na greckich wyspach. Z dala od kłopotów dnia codziennego i codziennych trosk. Cóż… Podobno niektórzy spędzają całe urlopy na wczasach all inclusive. Ale to nie dla nas. Choć i my, od czasu do czasu, lubimy odrobinę luksusu.

– Czytaliście o nas na Tripadvisor?

Paski plecaka mocno wrzynały mi się w świeżą opaleniznę na ramionach, więc nie byłem zbyt rozmowny. Ale mężczyzna, z uśmiechem jak z reklamy pasty do zębów nie zamierzał łatwo się poddać.

– Mamy same dobre recenzje! Klienci dają nam po pięć gwiazdek. Ty też nam dasz, prawda?

Dawno nie słyszałem takiej bezczelności.

– OK. Może wpadniemy potem. Teraz, jak widzisz, trochę nam jest nieporęcznie. Szukamy hotelu Askeli View. Czy to tamten?

Facet kiwnął głową, trochę na tak, a trochę na nie.

– Naszą specjalnością są grillowane ośmiorniczki. Musisz tego spróbować. A potem nam dasz pięć gwiazdek. OK?

Gdybym miał więcej siły, mój plecak był trochę lżejszy, albo gdyby było z dwadzieścia stopni mniej, na pewno bym się roześmiał. Ośmiorniczki w Grecji, to zwykła przekąska. Facet nie musi wiedzieć, że parę tysięcy kilometrów od Poros, jego popisowe danie ma moc przewracania rządów.

– Dobrze. Przyjdziemy, ale musimy najpierw znaleźć hotel.

Widok z okna hotelu Demetria

Widok z okna hotelu Dimitria

Gdy obudziliśmy się tego ranka, świat był idealny. Za 29 euro mieszkaliśmy w hotelu butikowym, z niesamowitym widokiem na Morze Egejskie i przystań promową. Jeśli będziecie na Poros, hotel Dimitria jest doskonałym i tanim pomysłem. Popełniliśmy jednak niewybaczalny błąd. Zarezerwowaliśmy tylko jedną noc. Więc gdy wpadliśmy na genialny pomysł, żeby zostać tu dłużej, mogliśmy na pozostałe dni wybrać pokój z widokiem na ceglaną ścianę, albo na garaż. Z prawdziwy żalem odpuściliśmy, choć przedłużaliśmy wyprowadzkę jak tylko się dało. Zjedliśmy jeszcze obfite śniadanie na tarasie na dachu hotelu, spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy w dół, wąskimi uliczkami do morza.

To jedna z uliczek w Poros. Dosyć stroma...

To jedna z uliczek w Poros. Dosyć stroma…

Przy przystani promowej na Poros jest plac zabaw, który upatrzył sobie nasz synek. Spędziliśmy tam więc dobrą godzinkę, żeby mógł się wybawić.

Plac zabaw, dwa kroki od portu w Poros.

Plac zabaw, dwa kroki od portu w Poros.

Chwila odpoczynku od łażenia po drabinkach i zjeżdżalniach.

Chwila odpoczynku od łażenia po drabinkach i zjeżdżalniach.

A potem postanowiliśmy się wykąpać. Jak to już pisaliśmy, znalezienie plaży w Poros nie jest takie łatwe, bo znaczną część nabrzeża zajmuje marina i przystań promowa. My poszliśmy więc tym razem w stronę naszego nowego hotelu, w dzielnicy hotelowej Askeli. Pierwsza plaża znajdowała się przy stadionie lekkoatletycznym. Już mieliśmy się zainstalować, gdy podszedł do nas młody chłopak, o wyglądzie kulturysty i wyjaśnił, że wdarliśmy się na teren należący do Greek Navy. Czyli dla marynarki wojennej. To nic, że na leżakach, nad lazurową taflą Morza Egejskiego opalało się tylko kilka dwudziestoletnich nimf i jak okiem sięgnąć nie było widać żadnego umundurowanego wojaka. Mamy się stąd wynieść. No to się wynieśliśmy, po drodze zabierając pistolet.

Broń leżała tuż obok tartanowej bieżni. Była nieco zdekompletowana. Brakowało magazynka, ale Chruczek, jak dostrzegł pistolet, rzucił się w jego stronę i od tego momentu broń stała się jego ulubioną zabawką. Cóż, przed powrotem samolotem będziemy musieli się jej jakoś pozbyć.

Wykąpaliśmy się trzysta metrów dalej, na plaży, przy której była restauracja Kanali (ta od Tripadvisora) a potem poszliśmy szukać naszego nowego hotelu.

Widok z hotelu Askeli View. Na morze (według Sergiusza) na druty (według Magdy).

Widok z hotelu Askeli View. Na morze (według Sergiusza) na druty (według Magdy).

Askeli View okazał się rodzinnym pensjonatem z widokiem na morze. To moja opinia. Magda nie widziała z balkonu morza, tylko kłębowisko drutów i kabli. Oraz słup.

Zatoczka była bardzo zaciszna i spokojna (to ja). I bardzo, ale to bardzo nudna (to Magda).

Żeby podreperować morale Magdy, wysłałem się na zakupy po coś do jedzenia i białe wino.

Ale choć przeszedłem parę ładnych kilometrów, to nie znalazłem w pobliżu żadnego czynnego sklepu. Powód był oczywisty – sjesta, która w Grecji trwa od 13-tej do 17.00. W większych ośrodkach turystycznych znajdziemy jeszcze jakieś otwarte sklepy, czy restauracje. Ale w wioskach takich jak Askeli, każdy o 13-tej wskakuje na swój skuter i gna do domu na obiad i drzemkę. Pojawi się w pracy pewno dopiero po 17-tej. Musimy to zaakceptować.

Chruczek przystosował się do tego trybu życia błyskawicznie. Nam zajmie to trochę więcej czasu. Boję się, że przejdziemy na system „grecki” dopiero wtedy, gdy trzeba będzie wracać do Polski.

Wieczorem idziemy wykąpać się w morzu, a potem na zakupy do supermarketu. Nasz dzielny wózek (o którym chyba powinniśmy zrobić osobny wpis) sprawuje się bardzo dzielnie, choć Chruczek jest nieco za duży i gdy sabotuje nasze wysiłki, jest naprawdę wkurzający, bo nie jest łatwo go utrzymać w wózeczku.

Wędrujemy przez miasto Poros.

Wędrujemy przez miasto Poros.

Chcieliśmy wpaść na ośmiorniczki do „Kanali”, ale okazuje się, że ta akurat restauracja działa tylko w dzień. To nietypowe. Zaczynamy powoli przyzwyczajać się do Grecji. W ciągu dnia jest zbyt gorąco, żeby coś jeść. Lepiej poczekać z tym na zachód słońca.

Rano pakujemy się i idziemy na śniadanie do tego „osławionego” Kanali. To znaczy – ja idę. Bo Magda nie znosi owoców morza. Zjadam ośmiorniczki razem z Chruczkiem, który wykazuje wyjątkową odporność na zniechęcanie.

Magda: – ale to jest okropne! Wygląda jak pająki. Jak jakieś robale. Fe!

Chruczek: Am am!!! Dobre! Chcem jeszcze!

Mój synek!

Ośmiorniczki posmakowały Chruczkowi. Niestety...

Ośmiorniczki posmakowały Chruczkowi. Niestety…

Na koniec posiłku podchodzi do nas szef kuchni i dopytuje się, czy nam smakowało, a potem napomina, żebyśmy wspomnieli o nim na Tripadvisorze.

Trochę nas to irytuje, ale po namyśle wchodzimy do internetu i dajemy mu te pięć gwiazdek. Co nam szkodzi? Ośmiorniczki były rzeczywiście dobre. Nie wiem, czy 11 euro to dobra cena, ale zapłaciłem gotówką. Służbowych kart kredytowych nie mam, a zresztą chyba ich tutaj nie przyjmują…

A to, że tak bardzo im zależy na opiniach, którymi mogą się chwalić przed turystami, to chyba dobrze o nich świadczy.

Zapłaciliśmy i ruszyliśmy w stronę przystani promowej. Jeszcze mamy godzinkę. Akurat tyle, by pobawić się na znanym już placu zabaw.

Zabawa na placu w porcie w Poros.

Zabawa na placu w porcie w Poros.

Przed nami rejs na Eginę – wyspę, na której powstała najsłynniejsza grecka powieść XX wieku – „Grek Zorba”.

Za chwilę odpłyniemy tym promem na Eginę.

Za chwilę odpłyniemy tym promem na Eginę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu
Inline
Inline