Strefy wolne od dzieci? Dziś w Pytaniu na śniadanie odpowiadaliśmy na pytanie czy powinny powstawać restauracje i hotele wyłącznie dla dorosłych, gdzie dzieci wprowadzać nie wolno. Jak słusznie zauważył Tomek Kammel, temat nie jest wcale dziecinnie prosty.

My także – zanim mieliśmy Chruczka – irytowaliśmy się rozwrzeszczanymi bachorami w restauracji. I – mimo, że teraz mamy Chruczka – denerwujemy się nimi nadal. Bo trzeba rozróżnić dziecko od rozwrzeszczanego bachora – ale tego już nie da się uregulować zakazami wstępu. To już tylko kwestia tego, jak na zachowanie swoich pociech reagują rodzice. Bo to ich zaniedbanie jest często powodem tego, że dziecko w hotelu czy restauracji jest uznawane za intruza. Nasz syn – znacie go już trochę, więc uwierzcie nam – jest kawałem diabła i generalnie w miejscach publicznych jest z nim masakra. Dlatego – kiedy jesteśmy razem na kolacji w eleganckiej restauracji – w razie sytuacji awaryjnej jedno z nas zostaje przy stoliku, a drugie wychodzi z Chruczem. Tak, wiem, że trzeba by wynająć nianię i iść na kolację we dwoje. Ale jesteśmy gotowi przecierpieć to, że w zasadzie romantyczną kolację jemy oddzielnie, w zamian za to, że przy wspólnym rodzinnym stole nasz Chruczek próbuje na naszych oczach nowych smaków, uczy się jeść widelcem i nożem, chodzi między stolikami i podaje gościom nieco nadgryzioną bułeczkę… To najpiękniejsze chwile na świecie. Nie jest lekko, bo mały pcha się wszędzie, ale zazwyczaj ląduje na rękach obsługi i poznaje świat – idzie do kuchni, na zaplecze, pomaga nakrywać stoły. Tak – półtoraroczne dziecko! Od początku żyjące między ludźmi i zachwycające nas dziś swoją dojrzałością i tym jak doskonale czuje się w świecie dorosłych.

Przy okazji – podziwiamy zręczność i przytomność operatorów dzisiejszego “Pytania na śniadanie”, którzy śledzili każdy krok małego szkodnika. Otóż Chrucz dziś postanowił zwiać z planu w pierwszej minucie programu i zrobić w kulisach jesień średniowiecza…

A zresztą zobaczcie: http://pytanienasniadanie.tvp.pl/17694564/strefy-wolne-od-dzieci

63 Komentarze. Leave new

  • Jestem za- piszę to ja- matka trojga dzieci. Jakbym szla do knajpy na kolacje z mężem to wlasnie taką bym wybrała.

    Odpowiedz
  • Dziś prawdziwa telewizja na żywo:) i Chrucz-żywe srebro:)

    Odpowiedz
  • To może najlepiej w ogóle niech takie osoby nie mają dzieci i będzie po sprawie. Jeśli gdzieś wychodzę to albo z dzieckiem albo w ogóle, dziecko to nie zabawka,gdy chce się wyjść gdzieś to najlepiej komuś podrzucić jak podrzutka. Jeśli ktoś się decyduje na dziecko to powinien wiedzieć o tym! Jak można iść do restauracji a dziecko zostawić w domu?? Aż brakuje mi słów na takich ludzi!

    Odpowiedz
    • Rodzic to nie niewolnik własnuch dzieci! Nie dajmy sie zwariowac. Poza ttm nie mowimy tu o codziennych kolacjach w restauracji tylko raz na jakis czas. Z Twoim podejsciem to same samotne matki by byly bo gdzie mieksce na pielegnowanie zwiazku? Albo Sexmisja 😉

      Odpowiedz
    • A idąc z dzieckiem to nieprzyjemność? Decydując się na dziecko,to kobieta powinna być świadoma tego że kończy się beztroskie życie. A kolacje też można zjeść w domu,zamawiając coś z restauracji i zjeść razem z dzieckiem. Nie uważam siebie za żadnego niewolnika. W domu gdy dziecko śpi też można pielęgnować związek i to nawet całą noc 😉 dla chcącego to nic trudnego.

      Odpowiedz
    • Bycie rodzicem nie pozbawia nas własnej tożsamości ,potrzeb czy hobby. Higiena psychologiczna wymaga tak wyjścia bez dzieci jak i wyjścia bez męża czy żony. Posiadanie rodziny nie powoduje tego ,że żyjemy wyłącznie jako jeden organizm. 🙂

      Odpowiedz
    • To ci co tak sądzą to są chyba bez serca. Jak można dobrze się bawić gdy dziecko jest samotne w domu?? Wychodząc bez męża czy żony to co innego,bo to dorosłe osoby które potrafią to zrozumieć a małe dziecko jak ma to zrozumieć że jego rodzić idzie gdzieś bez niego się zabawić?

      Odpowiedz
    • Wyjście z dzieckiem jest fajne. Bez dziecka też (czasem nawet bardziej 😉 ). Chodzi tylko o to, żeby można było GDZIE wyjść z dzieckiem. W Pradze, z ogromnym żalem musieliśmy zrezygnować z tradycyjnego kufelka pilznera “U Zlateho Tygra”, bo w piwiarniach jest tak nadymione papierosami, że odpuściliśmy od razu. A mając do wyboru restauracje z kącikiem dziecięcym, zawsze wybieramy właśnie takie. Im więcej będzie lokali “children friendly”, tym mniejsze będzie ciśnienie “dzieciatych” na wbijanie się do kawiarni i restauracji, które nastawiają się na dorosłą klientelę 🙂

      Odpowiedz
    • A kto rozumny zostawia swoje dziecko samo wychodzac choóby wyrzucić śmieci niemówiąc już o knajpie ?? Logicznym jest ,że dziecko zostaje pod opieką we własnympodrośnie i domu ewentualnie w miejscu gdzie tą opiekę ma zapewnioną. Gwarantuję ,że dzieci równie dobrze jak czasami nie lepiej bawią się bez rodziów i nie rozmyślają jakie to one sa biedne ,bo rodzice wyszli z domu. Taki tok rozumowanie jaki reprezentujesz jest lekko toksyczny ,bo ani rodzice nie są ubezwłasnowolnieni od dzieci ani na odwrót. Dziecko tez ma prawo do wolności i co zrobisz jak zechce samo wychodzić ,będziesz wszędzie latała za nim ??

      Odpowiedz
    • Tak, uwielbiam dramaturgię, bo każdy rodzic zostawia biedne, samotne dziecko w domu SAME! Są dziadkowie, są ciocie, wujkowie, czy nawet nianie. Ja mam brata na codzień w domu – DOROSŁEGO z ktorym chetnie raz w miesiacu zostawiam córki i idę z mężem właśnie tam, gdzie chcemy o bez dzieci. I jest mi z tym dobrze, dzieci na łańcuchu nie mam do nogi uwiązanych. A z drugiej strony, do przedszkola czu do szkoły też pójdziesz z dziećmi i będziesz w ławce z nimi sisdzieć?

      Odpowiedz
    • Nie same dziecko,a samotne to różnica. A miałam na myśli dziecko małe albo takie do dwóch latek,które woli być z rodzicem a nie z kimś innym. To za leży kto jak daleko ma do wyjścia z tymi śmiećmi,chyba tylko ci co w blokach mieszkają. Są sytułacje gdzie logiczne jest że w pewnym okresie życia dziecka, odcina się tą tak zwaną “pępowine”. Po za tym to każdy z nas może tu mówić o dzieciach w różnym wieku,i każdy ma inne podejście do każdej sytułaci. A co do niani,to nigdy przenigdy bym nie zostawiła dziecka z totalnie obcą osobą.

      Odpowiedz
    • Dlaczego piszesz, ze decydując sie na dziecko to KOBIETA powinna być świadoma ze kończy sie beztroskie życie? A mężczyzna to przepraszam bardzo co? Dziwki, koks i rock’n’roll? Mój dwulatek jest przrszczesliwy gdy może spędzić czas z kimś innym niż ja. Dzieci to nie są jakieś istoty z kosmosu, które funkcjonują inaczej niż dorosli(emocjonalnie) i które należy zaglaskiwac i być z nimi 24 h na dobę. W ten sposób wychowuje sie kaleki, które pózniej maja dwie lewe rączki i przyczepione są kurczowo do matczynej spódnicy. Zawsze na placu zabaw kończę rozmowę z matka, która stwierdza ze największym szczęściem jest siedzenie ze swoim dzieckiem 24h/24h. Zreszta widać różnice w zachowaniu takich dzieci, są bojaźliwe, nie elsperymentuja na płacach zabaw, nie są aż tak otwarte jak inne. I pewnie z niania byś zostawiła gdybys nie miała w pobliżu żadnej rodziny i wolnych przyjaciół. A i związku nie pielęgnuje sie jedynie nocami, w zawsze tych samych 4 ścianach…

      Odpowiedz
    • Sory ale bardzo głupio gadasz. Ciekawe ile masz lat i ile dzieci. Mam 38 lat i 3 dzieci, które kocham najbardziej na świecie. Miewam potrzebę gdzieś wyjść tylko z mężem i nie uważam, że to coś złego. Starsi synowie 15 i 11 lat, wtedy zajmują się swoimi sprawami (książka lub telewizor) i dogladaja młodszej siostry pięcio miesięcznej. Uważam, że to normalna rzecz.

      Odpowiedz
    • O matko!!! Czyli jak wyjdę z mężem sama a dzieci zostaną z dziadkami to krzywda im się dzieje??? Trochę to przerażające jak matka staje się już TYLKO matką… Postawa zdecydowanie niehigieniczna….

      Odpowiedz
    • O Matko no tak decydując się na dziecko już nie wolno nam wyjść bez niego bo zostawione z dziadkami czuje się samotne?!Współczuje Pani Mariolcia Klorek….Pani wybór,ale hejt na kogoś kto jako Matka ma chce swojego życia w 21wieku jest mega słaby.

      Odpowiedz
    • Mariolcia – rada płynąca prosto z serca: zrób coś tylko dla siebie 🙂

      Odpowiedz
    • o rany jak ja się mogłam zdecydować na dziecko skoro muszę codziennie chodzić do pracy i je opuszczać na cały dzień, podrzucać do dziadków lub żłobka. Jak ja mogłam! Ja zła matka!

      Odpowiedz
    • Rozmowa tyczy chodzenia na imprezy a nie do pracy. Ja byłam wychowywana przez dziadków,i wiem jakie jest życie gdy mama nie miała czasu dla mnie. Imprezować nie imprezowała,ale za to pracowała. I ja chce tego uniknąć! A co jeśli nie mam komu zostawić dziecka a na nianie nie stać mnie,to co krzywdzę swoje dziecko bo jestem z nim 24h?? Co miała bym zrobić dla siebie? Niczego mi nie brakuje,jestem szczęśliwa gdy zabieram ze sobą swoje dziecko. Po 7 latach starań o dziecko i po 3 straconych ciążach w tym jedno umarło mi w brzuszku w 33t. To jak mam nie być szczęśliwa,będąc z dzieckiem 24h?

      Odpowiedz
    • Może trochę przesadziłam,ale po prostu to było by nie sprawiedliwe jeśli miały by być restauracje tylko dla dorosłych,a co z rodzinami które chcą wyjść z dziećmi??

      Odpowiedz
    • Co ma być to będzie,ludzie dbają pielęgnują związki a i tak się rozwodzą. I co to niby oznacza za mało dbali o związek? Trochę to śmieszne dla mnie, że mam zostawić dziecko,i dbać o swój związek. Znam ludzi którzy dbali o swój związek,każdy ich podziwiał że są tak przykładną rodziną i w ogóle… a dziś rok mija jak są już po rozwodzie. I co to oznacza?? Nic nie oznacza,bo nie trzeba chodzić bez dzieci po lokalach by dbać o związek.

      Odpowiedz
    • Pani Mariolciu to jest troszkę inaczej jak ktoś bez problemu ma dziecko a inaczej jak ktoś tak jak Pani pisze tyle lat stara się o dzieciątko, proszę się nie obrazić ale takie matki troszkę “toksycznie” kochają swoje wymarzone maleństwo. Oczywiście ja też jestem przeciw takiemu pomysłowi jak strefy wolne od dzieci bo najpierw restauracje a za chwile baseny, kina, teatry zamkną przed rodzinami z dziećmi ale nie mam nic przeciwko zostawieniu dzieciaczka z dziadkiem, ciocią, wujkiem im się nic na prawdę złego nie dzieje a czasem jak i nam i dzieciom trzeba zaczerpnąć tchu. Wiem to jako matka siedząca z trójką łobuzów 🙂

      Odpowiedz
    • Wiem że to trochę trudne,ale staram się jak mogę dbać o synka,ale po co mi wyjście gdzieś do lokalu? Ja wolę ten czas spędzić z synkiem 🙂 a tak w ogóle to niemam z kim go zostawiać. Po za tym i tak w tych lokalach jest za drogo szkoda kasy na takie pierdoły.

      Odpowiedz
    • Ja raczej tylko raz na rok wychodzę to są moje urodziny i zawsze w tedy mąż szykuje dla mnie miłą kolacyjkę jeśli dzieci nie po krzyżują planów chorobą a chętny zawsze do pilnowania się znajdzie bo i dziadkowie po obu stronach a i ja mam sporo rodzeństwa (10-oro) a mąż brata z narzeczoną którzy chętnie się dzieciakami zajmą na kilka godzinek ale za to bardzo często rodzinnie wychodzimy z dzieciakami na basen, do kina i naszego ulubionego mini zoo gdzie dzieci mimo tego, że mają kontakt ze zwierzakami bo mamy spore gospodarstwo mogą karmić zwierzaki i jeździć konno

      Odpowiedz
    • To fajnie,my musimy oszczędnie żyć,po za tym synek ma dopiero 6mc,więc nigdzie nie wychodzimy.

      Odpowiedz
    • Zauważyłam u pani Żaneto,że mamy dokładnie te same daty ślubu 🙂

      Odpowiedz
    • Ja chcę moim dzieciom dać to co moi kochani rodzice nie mogli mi i mojemu rodzeństwu dać mam nadzieję, że jak dorosną będą mogli powiedzieć o nas jako o rodzicach, że mimo trudnych chwil daliśmy rade i są z nas dumni tak jak ja z podniesioną głową mogę powiedzieć o swoich rodzicach! Kocham ich bardzo! 🙂

      Odpowiedz
    • Ślicznego ma Pani synka, słodziutki kochaniutki bąbelek 😀

      Odpowiedz
    • Pani synkowie są też duże urocze bąbelki 🙂 takie przystojniaki to pewnie po tatusiu

      Odpowiedz
  • Z mojego punktu widzenia, matki trzech diabelkow, nie jest łatwo nawet kawę z mężem wyjść do kawiarni, dzieci potrafią naprawdę dużo nabroic i trudno je utrzymać w jednym miejscu, juz nie wspomne o restauracji gdzie jest bardzo niebezpiecznie. Gdy pracowalam w restauracji jako kelnerka, nie miałam wcale cierpliwości do małych, słodkich pociech, które biegaly sobie totalnie wszędzie, rodzice nie wzruszeni zanurzeni głowami w talerzach, delektowali się spokojem. A ja musialam zwracać uwagę na klientów jak i dzieci. Nie było łatwo, przecież klient Nasz PAN, uwagi nie wypada zwrócić.Sedanem tego wszystkiego było to, ze biegała sobie malutka dziewczynka, nawinela mi się pod nogi, gdy wracalam z pustymi talarzami, wpadła na mnie. Na szczęście spadł na jej główkę tylko nóż i aż nóż, który jej nie pokaleczyl, a jedynie nabil lekkiego guza. To mogło być oko, to mógł być gorący posiłek, wszystko…… A rodzice co? Rosie nic Ci nie jest OH uważaj skarbie, i dalej mała biegała po sali. Jestem za do restauracji bez dzieci.

    Odpowiedz
  • Najgorsze w tej sprawie jest to, że trudno znaleźć złoty środek. No i wszystko zawsze zależy od ludzi. I to po obu stronach “barykady”. Pamiętamy — zresztą mówiliśmy o tym w programie— koszmar zimowego wieczora w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie poza sezonem trafiliśmy do pizzerii, jedynej działającej tam wtedy restauracji. I byliśmy udręczeni przez jakiegoś niegrzecznego pięciolatka, który terroryzował swoich rodziców i wszystkich wokoło. A z drugiej strony pamiętamy jak cudownie było chodzić z Chruczkiem do gruzińskich restauracji.
    Nasz sposób, to pełna gotowość, by w razie draki w kilkanaście sekund jedno z nas, wraz z dzieckiem ewakuowało się na ulicę. Zresztą najgorszy jest czas oczekiwania na potrawy. Wtedy zawsze z nim spacerujemy w okolicy knajpki. Gdy jedzenie wjeżdża na stół, atrakcji jest tyle, że mały nie jest szkodliwy dla otoczenia.

    Odpowiedz
  • To wina rodziców skoro nie umieją wychować własnych dzieci. Jeśli rodzic wie jakie jest jego dziecko to sam powinien wiedzieć że nie powinien chodzić w miejsca gdzie bywa niebezpiecznie.

    Odpowiedz
  • Ja tez tak postepuje , tylko, ze śmiać mi się z takiej sytuacji chce, maz zaprasza mnie do restauracji, idziemy razem z dziećmi, jemy w biegu, każdy po kolei pełni funkcje strażnika texasu 🙂 jeden je a drugi biega za dzicmi , albo z dziećmi dookoła restauracji. Szybko jemy, bo dzieci nie interesuje jedzenie, stres niesamowity, pakujemy dzieci do samochodu i ladujemy w domu, twierdząc, ze następnym razem zamowimy cos na wynosi.

    Odpowiedz
    • Dokładnie tak to wygląda. Niestety. Super, jeśli możecie coś zamówić na wynos, albo z dostawą do domu. U nas food panda rządzi 😉
      Ale sprawa się komplikuje w czasie podróży. Gdy wszyscy są już zmęczeni i głodni, restauracji z dużym żółtym M nie widać na horyzoncie, a my podjeżdżamy pod małą, sympatyczną, włoską pizzerię…

      Odpowiedz
    • Ale to jest właśnie fajne, bez planu, bez gps-a, tak po prostu tu jestesmy teraz i tu ladujemy 🙂 uwielbiam takie chwile 🙂

      Odpowiedz
  • Ech, no to POWINNO byc proste. Dziecko, ktore respektuje zasady zachowania w danym miejscu, powinno miec takie samo prawo korzystania ze wszystkich miejsc publicznych. Do wielu knajp mozna teraz przyjsc tez z psem – i tak samo, zwykle jesli pies zachowuje sie w sposob, ktory innym pozwala spokojnie zjesc, to nie to stanowi problemu. Natomiast ci, ktorzy przeszkadzaja – niezaleznie od tego czy sa to dorosli, dzieci czy psy – problem stanowia. I stanowic beda, wiec dyskusje tez beda. Tylko zamiast zadac retoryczne pytanie: “czy chamstwo powinno byc wpuszczane do restauracji/muzeum/filharmonii?” zadaje sie pytanie czy dzieci/psy powinny moc wejsc. Jakie znaczenie ma kto to jest? Wazne jak sie zachowuje 😉

    Odpowiedz
  • Jedyne rozwiązanie to robić “podwójne” lokale,parter dla rodziców z dziećmi a piętro tylko dla osób bez dzieci. Tylko ciekawe co na to restauratorzy? 😉

    Odpowiedz
  • Najpierw namawiają nas na dzieci a teraz co robią 🙂 o bezmozgow powinny byc strefy wolne 😀 ale wszystko w granicach rozsądku oczywiście, mam dzieci i wiem jak potrafią sie czasem zachowywać 😉 ale zakazu wprowadzania dzieci byc nie powinno, kojarzy mi sie to z tabliczka z zakazem wprowadzania psów :-/ niesmaczne

    Odpowiedz
  • Dlatego mam troje, ze jak wyjdę to nie czuje sie samotne 🙂 Sorry ale ktoś tu nie ma dobrze w glowie. A gdzie pielęgnowanie zwiazku? Tylko dzieci i dzieci. Ja jestem zakochana w swoich dlatego udaje mi sie wyjsc z mężem raz na ROK. Alez jestem straszną matką 🙂

    Odpowiedz
    • To że mam takie zdanie,to nie oznacza że mam źle w głowie!! Jeśli ma się dzieci to kończy się czas bycia nastolatkiem,czas dorosnąć! Dzieci są na pierwszym miejscu,puźniej mąż. To że dbam o dziecko i nikomu nie podrzucam jak podrzudka nieczyni mnie złej matki!

      Odpowiedz
  • Sylwia Lis, przecież takich knajp będzie garstka,czy naprawdę musisz chodzic do akurat takich? Ja bym poszla,bo w domu mam ciagly szum dzieci,wiec chociaz na dwie godziny chce nie slyszec szczebiotu.

    Odpowiedz
  • Nie muszę chodzić ale napis na drzwiach zakaz wprowadzania dzieci mnie po prostu irytuje 😉 ale to tylko moje zdanie i możecie mnie zjesc na śniadanie 😉

    Odpowiedz
  • Na pogrzeby tez zabierasz mape dzieci? Jo bo razem wszedzie? Do pracy? Moje dziecko od dawna mowi ze chce isc do babci spac albo poprostu isc do niej.
    To jak tylko nocami pielegjujecie zwiazek to musi wiac nuda …

    Odpowiedz
  • A mnie irytuje to, że w moim mieście od grona miejsc przyjaznych dzieciom a zero knajp gdzie mogłabym pójść z mężem i odsapnąć we dwoje. Nic tak nie denerwuje jak to, że wreszcie udaje mi się cos takiego zorganizować, idziemy na romantyczną kolację…a tam tona biegajacych dzieci. Robienie afery z niczego, nikt Wam nie każe chodzić do knajp “bezdzieciowych”. Nie pasuje? Omijać. Ja z chęcią odwiedzę

    Odpowiedz
  • Jest tak dużo lokali ze zawsze można wybrać ten gdzie dzieci będą mile widziane. Mam 3 łatkę i za miesiąc druga córcia się urodzi i popieram strefy wolne od dzieci- po co stresować siebie, dzieci i innych.

    Odpowiedz
  • Szanowne Mamy, pozwólcie, że wypowiem się jako tata. Nie podoba mi się idea segregacji, która sprawia wrażenie, że rodzice z dziećmi są gdzieś szykanowani. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by pchać się z małym dzieckiem w Walentynki do uroczej, eleganckiej knajpki pełnej zakochanych par. Może jednak sprawę powinno regulować wyczucie ludzi, a nie przepisy, czy zapisane gdzieś reguły? Bardzo bym sobie życzył pubów i barów, gdzie nie będę musiał patrzyć na chamstwo, pijaków, czy nastolatków z ewidentną wadą słuchu, wrzeszczących do siebie z odległości metra. Ale raczej takich stref nikt dla mnie nie wprowadzi. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że jeśli więcej będzie kawiarenek i restauracji przyjaznych rodzinom z dziećmi, tym mniej udręki z małymi dziećmi będą mieli klienci „zwykłych” restauracji i sprawa sama się rozwiąże 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Szanowny Tato,

      Nie da się wyregulować wyczucia ludzi i to się nie zmieni. Zawsze znajdzie się ktoś bez wyczucia, a inni pójdą za jego przykładem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto pali na przystanku, nie wie co to jazda na suwak, zabiera dziecko w sobotę wieczorem do eleganckiej restauracji.
      Z tym pubem znowu trochę bez sensu. Idąc do pubu przeważnie ma się jeden cel-alkohol w mniejszych lub większych ilościach, a na skutki jego picia trzeba być przygotowanym.
      To tak jakby iść na dyskotekę i mówić, że wkurzają go Ci wszyscy ludzie co tańczą. Idąc do pubu spodziewasz sie podchmielonych, rozwrzeszczanych, raczej radosnych dorosłych. Idąc na plac zabaw, spodziewasz sie rozwrzeszczanych, raczej radosnych dzieci.
      Piwo/wino podają rónież w kawiarniach i restauracjach – tam posiedzisz w spokoju, nie będąc otoczony tłumem podchmieleńców.

      Odpowiedz
      • W Polsce rzeczywiście są najczęściej takie realia, jak Pani opisuje. Ale marzy mi się sytuacja jak w Londynie. Mieszkałem tam pewnej zimy w ciemnej, zimnej norze, która mieściła się w eleganckiej, wiktoriańskiej kamienicy. I żeby spokojnie popisać chodziłem codziennie na kilka godzin do pobliskiego pubu. Warunki były idealne. Rozmowy bywalców ciche, jak szmer, obsługa (zresztą chłopak i dziewczyna z Polski) – super. Popołudniami zawsze przychodziły rodziny z dzieciakami na fish&chips, a mamusie (!) wypijały po kufelku London Pride Ale. Pisało mi się świetnie i większa część mojej drugiej powieści powstała właśnie w „The Blackbird” na Earls Court Road 🙂

        Odpowiedz
    • Popieram Pana w 100% 🙂 dokladnie, tu chodzi przede wszystkim o kulture a co sie z tym wiaze – wyczucie. Czy sa strefy wolne od wrzeczszacych nastolatkow i ciagle przeklinajacych? Badz podchmielonych glosnych chlopakow idacych odstresowac sie po pracy? Nie. Wszystko dla ludzi ale z wyczuciem. Bardzo ladnie to wszystko Pan ujal. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  • też jestem matka i uwazam ze od malego trzeba dziecko oswajac ze wszystkim i uczyc zachowania to później dziecko nie zachowuje się jak dzikie to tez sie tyczy innych miejsc publicznych np.kosciolow itd niedlugo to nigdzie nie będzie mozna wyjsc z dzieckiem …kretynizm i tyle uczmy dzieci zycia w spolecznosci a nie izolacji …chcieli bez stresowego wychowania tylko nie zrozumieli co to znaczy a teraz dzieci wchodza na glowe i robia co chca tyle ..( oczywiście to się tyczy nie wszystkich rodzicow)

    Odpowiedz
  • Ja jestem ZA! Więcej pisałam u mnie na blogu,zapraszam 🙂 http://www.happinessiseasy.pl/2014/11/15/child-free-zone-jestem-za/

    Odpowiedz
  • Jakie za ? To moze zróbmy knajpy tylko dla białych albomtylko dla ludzi powyżej 170 cm przecież to zwykla dyskryminacja ! To rodzice powinni uczyć dzieci odpowiedniego zachowania w każdym miejscu i na nich spoczywa obowiązek zapewnienia innym gościom spokoju – jeśli go nie ma trzeba zwrócić uwagę rodzicom ! Poza tym wcale nie ma tak duzo miejsc gdzie mozna iść z dziećmi gdzie sa np . Stoliki z kredytami za to jest pełno eleganckich restauracji gdzie na pewno ludzie nie biorą dzieci na pozna kolacje bądź puby-y zatem tam dzieci nie spotkacie . Dziwi mnie ze mówią to matki ?? Aaa chyba ze Panie maja komumoddac dzieci na weekend a nie wszyscynmaja . Od dzisnproponuje moze tez nie wpuszczać brzydkich ludzindonrestauracji – bo moje dzieci nikomu w restauracji nie przeszkadzają nie krzyczą i nie biegają więc jeśli chodzi tylko o widok dzieci to moze tez miłej będzie tylkomduzebrozmiary ładnymi ludźmi w koło

    Odpowiedz
  • Afera jak ta o papierosy…….wymysly sarkanie i wyrzuty o ograniczeni.przyjelo sie i teraz kazdy ma wybor i jest super.jestem mama ,moja corka ma 3lata i jest naprawde super ale jestem za restauracjami bez dzieci,niech kazdy ma wybor i to niechodzi o rodzicow ale i o tych co tych dzieci nie maja z roznych powodow i o osoby starsze…….wiele osob idzie do restauracji aby spedzic milo czas i odpoczac czasem biznesowo i nie zawsze dzieci wpisuja sie w to.niech bedzie wybor i mysle ze kazdy bedzie wtedy zadowolony!!!!!!po co tyle zlosci i przepychanek rynek duzy zapotrzebowanie jest wiec tylko dzialac!!!!!

    Odpowiedz
  • Udaje ! Dziecko z nami jeździł po świecie i chodzi do restauracji od pierwszych miesięcy życia – drugi maluszek teraz tez i nie mam zamiaru siedzieć z dziećmi w domu Bo komuś ich obecność w restauracji przeszkadza – jaka chcecie zeby nie było dzieci w restauracji – Śmiało mozna zmienić lokal

    Odpowiedz
  • Są restauracje przyjazne dzieciom i takie też wybieram gdy wychodzimy całą rodziną na obiad. Są tam kąciki z kredkami, kolorowankami, książeczkami a nawet zabawkami. Kiedy wychodzę z mężem na kolację chodzę w inne miejsca. Poza tym myślę, że odpowiednie wychowanie oraz częstość bywamia w restauracjach załatwia sprawę i dziecko uczy się odpowiedniego zachowania w tych miejscach.

    Odpowiedz
  • Jednak są matki,które uważają podobnie jak ja. Może nie wyraziłam w ten sposób jak one,ale wiadomo o co chodzi.

    Odpowiedz
  • Ty w ogóle wiesz co piszesz? My nie jestesmy niewolnikami. Chyba musisz sobie zrobić drugie dziecko bo cos jestes zniewolona 🙂 przy drugim wrzucisz bardziej na luz.

    Odpowiedz
  • PARANOJA !!!!!!

    Odpowiedz
  • Cóż to maleństwo mogło takiego strasznego zrobić?!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu