Chrucz ma już rok i osiem miesięcy. Powinno być coraz łatwiej. Ale nie jest. Nasza koncepcja wychowywania przez uczestnictwo w życiu rodziców zaczyna się walić w gruzy. Przez dzikie wrzaski.

Jeszcze niedawno pokazywaliśmy Chrucza jako żywy dowód na to, że można realizować swoje pasje, bywać na wernisażach, koncertach, zwiedzać zabytki i podróżować z dzieckiem. Mówiliśmy z pełnym przekonaniem, że to mały obywatel ma się dostosować do naszego trybu życia, a nie odwrotnie. Tak było.

Pamiętam, jaki byłem szczęśliwy i dumny, gdy wymyśliłem „zwiedzaniojedzenie”. Kilkumiesięczny synek przemierzał w chuście muzea i kościoły z butelką w buzi. Gdy jechaliśmy samochodem – słodko spał. Kiedy zatrzymywaliśmy się, żeby coś zwiedzić – dostawał mleczko i w ciszy zajmował się butelką, a my w skupieniu mogliśmy zwiedzać.

To były piękne czasy.

Teraz jest zgoła inaczej. Zaczęło się w gotyckich katedrach na północy Francji. Chrucz odkrył akustykę. Wysoki, wibrujący krzyk odbijał się zwielokrotnionym echem od żebrowanego, XIII – wiecznego sklepienia. Nasz synek nie miał powodu, by krzyczeć. Wrzaski nie były niezbędne, by zwrócić naszą uwagę na jego potrzeby. Był przewinięty, najedzony i zadowolony. Darł się dla sportu. Z uśmiechem na ustach. Żeby przetestować nowe warunki i naszą wytrzymałość.

A potem się nauczył, że to świetna metoda, żeby zmusić nas do natychmiastowego działania. Kiedy w ciszy zwiedzamy muzeum, albo słuchamy koncertu muzyki klasycznej, Chrucz nabiera powietrza w płuca i włącza syrenę. A wtedy w popłochu bierzemy go na ręce i uciekamy z miejsca przestępstwa, poganiani wściekłymi spojrzeniami współobywateli.
Dziecko jeszcze przez chwilę gniewnie pomrukuje, ale już się uśmiecha. Wracamy cichutko na salę i już w momencie otwarcia drzwi Chrucz nabiera potężny haust powietrza w płuca i…

„Krzyk jest sposobem komunikacji malucha. Dziecko krzycząc, wyraża agresję, frustrację, złość, gniew, ale też ból, poczucie krzywdy albo chęć zwrócenia uwagi na siebie” – czytamy na portalu parenting.pl w artykule „Kiedy dziecko krzyczy”. No tak. W przypadku Chrucza to raczej nie jest złość, ani gniew ani ból czy poczucie krzywdy, ale chęć zwrócenia na siebie uwagi – jak najbardziej. Albo frustracja. Bo dwudziestomiesięczny dzieciak ma już ogromną ochotę, żeby zacząć mówić. Rozumie już chyba wszystko. Świetnie się też komunikuje za pomocą gestów, reaguje na słowne polecenia. Mamy też dowody na to, że myśli abstrakcyjnie i zaczyna rozumieć żarty. Chce nam o tym opowiedzieć. Tyle, że jeszcze nie umie mówić. I to go złości.

Powody to jedno, ale fakty są takie, że skończył się dla nas błogi czas, gdy mogliśmy dziecko wszędzie ze sobą zabierać. Przynajmniej do momentu, gdy nie zacznie mówić i można z nim będzie coś wynegocjować.

8 Komentarzy. Leave new

  • Może spróbujcie bobomigów? 🙂

    Odpowiedz
  • Niestety, u nAs jest podobnie..jasiek ma skończone 20 mies, wszystko rozumie, pokazuje..ale nie mówi i to go złości najbardziej..więc krzyczy..ciekawe kiedy zacznie mówić ..najlepiej całymi zdaniami 🙂

    Odpowiedz
  • Skąd ja to znam 😉 U nas też tak jest 😉 pozostaje nam cierpliwie czekać, aż zaczną mówią i odłożyć w czasie o jakiegoś 6 msc zwiedzanie muzeów 😉

    Odpowiedz
  • pewnie nudne te katedry byly 😉

    Odpowiedz
  • Bardzo ciekawy artykuł. Ja z kolei polecam quiz dla tych, którzy nie wiedzą czy chcą jeszcze jednego szkraba: http://www.quizme.pl/q/ewelkamag/czy_to_dobry_moment_na_dziecko2

    Odpowiedz
  • My też mamy problemy z mową, bardzo pomógł tryb Makatonu czyli łączenie gestów i napisow pod obrazkami. Z tym że lepiej poszło, gdy pisaliśmy je pod obrazkami. Plus tego taki, że dziecko przy okazji mając trzy lata umie już napisac kilka liter. I pomału gesty zamienia na słowa. Najważniejsze to szukać dialogu, wzajemności. A krzyk… cóż, awantury się zdarzają. Szczerze powiedziawszy nigdy nie rozumiałam ludzi tachających ze sobą dzieci wszędzie. Jakby nie można było podrzucić malucha opiekunce i w spokoju pójść na kolację czy obejrzeć wystawę w galerii. Niemowlak to jeszcze, ale roczne czy wręcz biegające dziecko? Lepiej szukać dla niego miejsc, w których będzie mieć więcej frajdy. Jest np. sala dla mniejszych dzieci w Koperniku nad Wisłą. Są wszelkie zajęcia okołomuzyczne. Wszystko jest dla ludzi, podróżować też można z dzieckiem, ale nadal szukając opcji najmniej drażniącej dla współuczestników podróży. Moje dziecko regularnie jeździ pociągami, metrem czy zbiorkomem, ale staramy się jej pokazywać, jak należy się tam zachowywać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu
Inline
Inline