Dziś dostaliśmy list od dyrektora katolickiej szkoły, do której chodzi nasz syn. Informuje nas, że zgodnie z zaleceniem Episkopatu Anglii, a także osobistą rekomendacją naszego lokalnego biskupa, wprowadzają w szkole od listopada wychowanie seksualne. Dla dzieci od 3 roku życia.

Możemy się nie zgodzić. Do listu jest dołączony odpowiedni formularz. Wystarczy podpisać i dziecko zamiast na wychowanie seksualne, pójdzie na inne zajęcia. Ale dyrektor od razu zaznacza, że niektóre elementy WS są już w programie nauczania biologii i tam dziecko i tak się dowie, że nie przyniosły go bociany, ani rodzice nie znaleźli go w kapuście. Dyrektor zachęca, żeby zapoznać się z programem lekcji Wychowania Seksualnego, który wisi na stronach szkoły. Każdy może też przeczytać wytyczne rządowe, które służyły fachowcom do stworzenia szczegółowego programu zajęć. No to zajrzałem.

Jedno małe zastrzeżenie. Szkoła podstawowa w Anglii to nie to samo co w Polsce. Zaczyna się od Nursery – czyli przedszkola, do którego posyłamy dzieci, jak skończą trzy lata. Czterolatki chodzą do Reception, czyli naszej zerówki. A potem jest sześcioletnia „właściwa” szkoła podstawowa. Nasz Wili ma 6 lat i chodzi do drugiej klasy – Year 2.

Podobno – jak donoszą prawicowe tygodniki – w Polsce parlament przeforsował ustawę chroniącą dzieci przed edukacją seksualną. Za „propagowanie seksu wśród małoletnich” można dostać pięć lat. Dobrze, że nasz biskup Malcolm tego nie wie, bo pewno by się przeraził, że podpisał program nauczania WS w katolickich szkołach. A to ponoć można podciągnąć w Polsce pod odpowiedni paragraf.

Żarty na bok. Przecież program zajęć z Wychowania Seksualnego jest zgodny z wytycznymi WHO. A tam ponoć jest jasno napisane (powtarzam wciąż za polskimi prawicowymi mediami), że chodzi o nic innego, jak tylko o naukę przedszkolaków masturbacji. Sprawdzam.

No i czuję lekką ulgę połączoną z niedosytem.

Nie ma nic o masturbacji. Za to dużo o Bogu. Że kocha nas takim, jakimi jesteśmy. A jesteśmy różni. Mamy różne płcie, kolory skóry, rozmiary, nastroje, humory. A Bóg stworzył każdy fragment naszego ciała.

No to już jest jasne. To nie jest neutralne światopoglądowo WS. W sumie nic dziwnego, bo Wili chodzi do szkoły katolickiej. Ale wygląda na to, że myśl twórców programu nauczania szła podobnym torem co Jacka Kuronia, który kiedyś wzywał, by zamiast palić komitety, budować własne. Przeglądam program nauczania na kolejne lata. Nacisk jest na budowanie najróżniejszych więzi społecznych. Namawiają dzieciaki do uczestniczenia we wszystkich aktywnościach sportowych, sąsiedzkich, naukowych… Tłumaczą, że siła tkwi w różnorodności i mocnym poczuciu własnej wartości wynikającym zarówno z wiary i wspólnoty kościelnej, jak i wszelkim „świeckim” wspólnotom. Chodzi o to, żeby nikt nie czuł się odrzucony, samotny. Bo takie dziecko to właśnie najłatwiejszy łup dla pedofila. Dzieciak pewny siebie, swojej wartości, mający masę przyjaciół, znajomych, kumpli, nie da się łatwo omotać.

W programie dla klasy piątej i szóstej pojawiają się tematy stricte seksualne. O budowie, zmianach, gdy się dorasta, o budowaniu relacji i różnicach pomiędzy przyjaźnią a miłością. Piąta klasa, to dziewięcio-dziesięciolatki.

Tutaj, w katolickiej szkole, nie są „maluszkami”, tylko dziećmi na progu dorastania.

Jeśli o pewnych rzeczach nie powie im się uczciwie, w kulturalnej formie, to sięgną do Internetu. Szkoda, że łatwiej uchwalić zakaz, niż mądrze rozbroić tę bombę. Brawo biskup Malcolm z Liverpoolu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu