Zorza polarna. Gdzie jej szukać i jak fotografować?

Aurora borealis, czyli zorza polarna to jedno z najbardziej niezwykłych zjawisk przyrodniczych. Właśnie teraz jest na nią „sezon polowań”. Jak ustrzelić dobre zdjęcie? Jaki sprzęt się do tego nadaje? Jakie parametry aparatu ustawić?

Taniec świateł na nocnym niebie robi ogromne wrażenie. Poza wąskim gronem przyrodników i fizyków, którzy nie takie rzeczy widzieli pod mikroskopem, widok przesuwających się po czarnym niebie zielono-różowo-fioletowych blasków, onieśmiela i wzrusza nawet największych cyników. Nie będę próbował tłumaczyć jakie zjawiska fizyczne powodują, że fale elektromagnetyczne wysyłane przez Słońce, przy biegunach magnetycznych naszej planety urządzają sobie potańcówkę. Pogodziłem się już z tym, że pewnych rzeczy nie zrozumiem.

Ale jako przewodnik turystyczny na Islandii, „łapałem” zorzę i mogę się z Tobą podzielić swoim doświadczeniem.

1. Przygotowania

Choć naukowcy mądrzą się, że zorzę można obserwować przez cały rok, to warunkiem niezbędnym, żeby zobaczyć to zjawisko gołym okiem jest czyste, ciemne niebo w czasie wzmożonej aktywności elektromagnetycznej słońca. A to oznacza, że największą szansę na zorzę mamy od listopada do końca lutego. Zdarzało mi się widzieć całkiem ładną aurorę nawet w październiku, ale koncert barw na niebie trwał krócej niż wyjęcie aparatu i zrobienie wszystkich niezbędnych nastawów. Nie mam zdjęcia z tego wydarzenia, więc tak, jakby go nie było…

W każdym razie warto, nawet jeśli jesteś na Islandii czy w Laponii jesienią lub wiosną, sprawdzać co jakiś czas strony internetowe, które pokazują „pogodę” zorzy. Bo może akurat coś się trafi?

Gdy wyjeżdżałem w grudniu, spodziewałem się zorzy, więc byłem o wiele lepiej przygotowany.

O tej porze roku na Islandii (co dość oczywiste) jest zimno. Nie ma mrozów po minus dwadzieścia stopni, ale połączenie minus pięciu stopni Celsjusza i bardzo mocnego, północnego wiatru, może skutecznie uprzykrzyć ci życie. Chyba, że się na to nastawisz i spakujesz:

– dwie pary rękawiczek
– czapkę kurtkę puchową z kapturem
– windstopper
– bieliznę termiczną
– porządne zimowe buty

Jednym słowem, na polowanie na zorzę ubierasz się tak samo, jak na zimowy trekking w Tatrach.

Dodatkowo warto zaopatrzyć się w antypoślizgowe nakładki na buty. Raczej nie klasyczne, alpinistyczne raki – tymi możesz się zranić, a nie będziesz wspinać się po lodowych ścianach. Wystarczą taśmy z ćwiekami mocowane za pomocą gumek, sprzedawane w sklepach wędkarskich.

Kluczowe są jednak rękawiczki. Gdy będziesz fotografować zorzę musisz sporo manipulować przy aparacie, stąd przydadzą się nieco za duże rękawice narciarskie, które możesz naciągnąć na cieńsze rękawiczki polarowe.

2. Sprzęt fotograficzny

Więcej frajdy sprawia mi obserwowanie zorzy na ciemnym niebie, niż jej fotografowanie. Wolę spoglądać w gwiazdy, niż w ekran, czy wizjer aparatu. Ale jeśli chcesz mieć zdjęcie na pamiątkę tej chwili, to warto zaopatrzyć się w:

– statyw
– aparat typu „lustrzanka”, „bezlusterkowiec” lub „hybryda”

Ważne, by można było go ustawić na tryb manualny i fotografować na długim czasie. Im jaśniejszy obiektyw, tym będziesz móc fotografować na krótszych czasach, więc zdjęcia będą miały szansę wyjść lepsze, bo dłuższy czas, to przy „tańczącej” zorzy większa możliwość zepsucia fotki.

– zapasowe baterie

To istotne, bo fotografowanie na mrozie błyskawicznie wysysa energię z baterii, a fotografowanie na długim czasie też jest prądożerne.

3. Jak znaleźć odpowiednie miejsce

Zorzę polarną zlokalizujesz na północnym niebie w ciemną, bezchmurną noc. Idealnie, jeśli księżyc jest w nowiu, a wokół nie ma żadnych innych źródeł światła. Czyli jesteś za miastem, w górach i stoisz po północnej stronie drogi (światła przejeżdżających samochodów nie będą ci przeszkadzać w kadrze).

Sama zorza, to za mało. Musisz poszukać jakiegoś motywu, który podkreśli urodę północnych świateł.

A teraz najważniejsze… Zorza to blask na niebie. Ale żeby docenić jej urodę, na zdjęciu musi się znaleźć coś jeszcze poza zorzą. Bo inaczej będziesz mieć po prostu zielono-różową plamę na czarnym tle. Dlatego najistotniejsze jest wybranie motywu, na którego tle pięknie zapali się zorza. Może to być góra, dom, człowiek lub element krajobrazu. Coś, co nakreśli na matrycy sylwetkę, a powyżej pozwoli rozbłysnąć zorzy.

4. Jak nastawić aparat

Równie ważną sprawą jest „kiedy” nastawić aparat. Bo uwierz, mocowanie się z przyciskami i funkcjami aparatu w momencie, gdy stoisz po kolana w śniegu i ledwo oddychasz z powodu mroźnego wiatru, który złośliwie bombarduje cię lodowymi igiełkami, to nie jest najbardziej komfortowa sytuacja.

A przecież łatwo jest przewidzieć jakie nastawy będą ci potrzebne. A potem po prostu ustawić aparat na statywie, skierować obiektyw w odpowiednią stronę i nacisnąć spust migawki.

Niezależnie od tego jaki model aparatu masz w ręku, przed wyjściem z auta, możesz:
→ Przestawić tryb pracy aparatu i obiektywu na manual
→ Ustawić ostrość na nieskończoność
→ Ustawić przysłonę na wartość najniższą na jaką pozwala ci obiektyw
→ Ustawić migawkę na samowyzwalacz

Czas otwarcia migawki to jedyna zmienna, którą będziesz korygować w trakcie sesji fotograficznej. Ja standardowo ustawiam na 13 sekund i potem, jeśli zdjęcia są za ciemne, to wydłużam czas naświetlania. Przy jasnej nocy, czas będzie krótszy.

Dlaczego odcinasz autofocus i przestawiasz tryb pracy na ręczny? Bo gdy jest ciemno, autofocus i tak do niczego się nie nadaje. Aparat zamiast robić zdjęcia, próbowałby za wszelką cenę złapać na coś ostrość, błyskając fleszem i marnując baterię na rozpaczliwe sterowanie długością ogniskowej.

Dlaczego samowyzwalacz? Bo redukujesz wówczas drgania, które powstają przy ręcznym naciskaniu spustu migawki.

Już po pierwszym zdjęciu możesz zrobić odpowiednią korektę kadru lub czasu naświetlania. Będziesz zdziwiony, że aparat „widzi” znacznie więcej niż ty, gołym okiem. Z reguły, na zdjęciach zorza jest bardziej intensywna niż w rzeczywistości. Dlatego warto jest eksperymentować. Skanować aparatem nocne niebo. Największym problemem jest zazwyczaj to, że aurora wędruje po nieboskłonie, rozpalając szybko poszczególne miejsca nad twoją głową i gasnąc w pozostałych. Bywa, że znajdziesz idealny motyw i malowniczy kadr, ale gdy naciśniesz spust migawki, zorza już zdąży zawędrować na drugą stronę nieba.

Ale takie są uroki tych bezkrwawych łowów.

Powodzenia!

Starannie dopracowany kadr, tylko… zorza zwiała.

 

2 Komentarze. Leave new

  • Sergiusz, świetne foty!!! Rewelacja. Żeby zrobić coś takiego to chętnie kupię bilet na Islandię 🙂 Powiedz mi tylko czy robisz je sprzętem za grube tysiące czy normalny człowiek z jakąś w miarę prostą lustrzanką da radę? Pozdrowienia!

    Odpowiedz
    • Dziękuję. Z lustrzanek zrezygnowałem prawie 10 lat temu, gdy wtargałem ciężkiego jak nieszczęście Canona 20D na Kilimandżaro, a na szczycie nikt nie mi umiał nim zrobić porządnego zdjęcia. Potem kupiłem Olympusa Pen-1 – bezlusterkowca. I służył mi wiernie przez wiele lat, dopóki nasz synek nie zaczął się nim bawić. Teraz mamy porządny kombajn – Lumixa G7, ale używamy go głównie do robienia filmów. A rok temu kupiłem w komisie w Warszawie za 1200 zł (z obiektywem) stary Fujifilm XE-1, który widzisz na zdjęciu otwierajcym nasz dział https://dzieckowdrodze.com/przydatne-w-podrozy/
      To właśnie tym aparatem zrobiłem wszystkie zdjęcia z Islandii. W tym – zdjęcia zorzy.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.

Menu